W marcu prawie 35 proc. mieszkań kupiliśmy za gotówkę. To dwa razy więcej niż w lutym i o prawie 10 proc. więcej niż w marcu ubiegłego roku – wynika z danych największych agencji nieruchomości, takich jak Home Broker, Metrohouse czy Reas.

Pomaga rodzina

Nie oznacza to jednak, że Polacy stali się nagle krezusami albo zaczęli wyciągać z banku oszczędności. – Bez kredytu kupują głównie ludzie młodzi, którzy wolą zapożyczyć się u rodziny, niż zadłużyć w banku – twierdzi Bartosz Turek, analityk Home Broker. Świadczy o tym rodzaj kupowanych mieszkań – są to przede wszystkim lokale najtańsze, pochodzące z rynku wtórnego, w przedziale cenowym 150 – 200 tys. zł. Czyli wielka płyta lub cegła w słabej lokalizacji i o kiepskim standardzie.

Potwierdza to Katarzyna Kuniewicz z firmy Reas. Z jej wyliczeń wynika, że w takich miastach jak np. Lublin czy Leszno zakupy za gotówkę stanowią niemal połowę wszystkich transakcji. – Tanie mieszkania kupują dzieciom np. rolnicy, którzy sprzedali kawałek ziemi. Czasami zrzucają się wszyscy krewni – wyjaśnia.

Jest gotówka, będzie upust

Dysponując gotówką, można liczyć na rabaty. Po zimowym zastoju na rynku nieruchomości sprzedający są skłonni obniżyć ceny niektórych lokali nawet o 20 proc.

Ale na rosnącą liczbę kupowanych za gotówkę tanich mieszkań ma również wpływ zaostrzenie polityki kredytowej. Obecnie osoby, które zarabiają mniej niż 3,6 tys. zł miesięcznie, praktycznie nie mają szans na kredyt. A będzie jeszcze gorzej, bo od stycznia przyszłego roku wchodzi w życie kolejna tura obostrzeń rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego. Wtedy banki będą mogły udzielać kredytów na maksymalnie 25 lat, co znacząco pogorszy zdolność kredytową rzeszy Polaków.

Przyczyną, która ma wpływ na rosnący udział sprzedaży tanich mieszkań za gotówkę, jest również wzrost oprocentowania kredytów. W tym roku Rada Polityki Pieniężnej już dwukrotnie podniosła stopy, w sumie o 0,5 punktu procentowego. A ze względu na szybko rosnącą inflację ekonomiści zapowiadają kolejne dwie lub nawet trzy podwyżki. Jeśli tak się stanie, rata kredytu na 300 tys. zł udzielonego na 30 lat wzrośnie z 1,7 tys. zł do prawie 1,9 tys. zł.

Rośnie także oprocentowanie kredytów w euro. W kwietniu EBC podwyższył je o 0,25 proc., a – jak prognozuje laureat Nobla z ekonomii Nouriel Roubini – do końca tego roku stopy w Eurolandzie wzrosną w sumie o 75 punktów bazowych.

Pocieszać może tylko fakt, że nie grozi nam na razie wzrost cen nieruchomości, bo podaż mieszkań i domów w dalszym ciągu przewyższa popyt. Tylko w marcu rozpoczęto w Polsce budowę 17 tys. nowych inwestycji mieszkaniowych, czyli o 132,5 proc. więcej niż w lutym. W sumie w budowie jest dziś 31 tys. mieszkań. Za gotówkę na pewno nikt ich nie kupi.