Według wstępnych szacunków strajk mógł kosztować Jastrzębską Spółkę Węglową 30 mln zł. Ale straty wynikające z zaostrzenia się protestu mogą być znacznie większe.

– Wstrzymanie wysyłki węgla byłoby łamaniem prawa, nie jest przewidziane w ustawie o sporach zbiorowych i naraża firmę na straty – wylicza „DGP” rzeczniczka JSW Katarzyna Jabłońska-Bajer.

Jeśli wstrzymanie potrwa dłużej, to na spółkę mogą posypać się kary ze strony kontrahentów. Górnicy mają tego świadomość, ale nie zamierzają rezygnować.

– Oczywiście JSW ponosi konsekwencje wstrzymania się od pracy, ale są one mniejsze niż koszty złego zarządzania czy takiego upubliczniania ofert spółki, jak proponuje resort skarbu – mówi „DGP” szef komitetu protestacyjnego Sławomir Kozłowski.

Górnicy stawiają warunki zaporowe: walczą o 10-letnie gwarancje zatrudniania, 10-procentową podwyżkę oraz przeznaczenie pieniędzy z publicznej sprzedaży akcji spółki na giełdzie na jej dofinansowanie.

Władze spółki w wydanym wczoraj komunikacie przedstawiły swoją ofertę jako unikalną. Zarząd godzi się na podwyższenie funduszu płac o 10 proc., ale podwyżki nie byłyby automatyczne, lecz rozdzielane według motywacyjnego systemu wynagrodzeń, do tego 5-letnia gwarancja zatrudnienia oraz pakiet akcji pracowniczych dla osób, którym nie przysługują one z mocy prawa. Za zakup tych akcji zapłaci spółka.

Taka propozycja wynika z dążeń resortu skarbu, by szybko wprowadzić JSW na giełdę. Prywatyzacja miałaby dać 2 – 3 mld złotych przychodu, a to 10 proc. sumy, jaką minister skarbu Aleksander Grad ma uzyskać dla budżetu z prywatyzacji w tym roku. Kłopoty ze związkami mogą tę sumę zmniejszyć.