Dwa lata temu twórcy internetowego portalu z teleturniejami R1NG.pl byli przekonani, że do odniesienia sukcesu w e-biznesie w zupełności wystarczy dobry pomysł. Dziś wiedzą, że potrzebny jest inwestor i duże pieniądze. Ich sytuacji nie zmieniło nawet wygranie telewizyjnego show „Dragons’ Den. Jak zostać milionerem”. Z takimi problemami jak R1NG.pl borykają się setki internetowych start-upów.

„Jak fachowo w terminologii medycznej brzmi nazwa choroby powszechnie nazywanej lokomocyjną?”, „Jak nazywa się pierwszy samolot pasażerski, który przekroczył barierę dźwięku?” – pytania, na które odpowiada się w teleturniejach organizowanych przez R1NG.pl, są podobne do tych znanych z konkursów telewizyjnych. Jednak portal R1NG.pl oferuje coś więcej: nie ma ograniczeń liczby graczy, liczby rozgrywanych przez gracza konkursów ani wysokości wygranej.

Zasady są proste: by wejść do gry, wystarczy założyć konto na R1NG.pl, ustalić stawkę oraz czas rozpoczęcia rywalizacji. I oczywiście mieć przeciwników. Uczestnik gry odpowiada na określoną liczbę pytań, a wygrywa ten, kto prawidłowo odpowie na najwięcej. – Polacy kochają teleturnieje. Wielu ludzi chętnie by w nich wystartowało, jednak brakuje im śmiałości lub szczęścia, by się do nich dostać. U nas mają na to szansę – mówi Tomasz Niegocki, menedżer z R1NG.pl, i przekonuje, że serwis, w którym pracuje to rewolucja w sieciowej rozrywce. – Nie ma podobnego portalu, a potencjalnych klientów nie brakuje – dodaje.

Jednak mimo że pomysł jest – według jego twórców – rewolucyjny, do dziś nie udało się im zdobyć strategicznego inwestora, choć od uruchomienia portalu minęły dwa lata. – Startującym e-biznesmenom wydaje się, że wystarczy błyskotliwa idea i druga Nasza-klasa gotowa, a wraz z nią sława i miliony na koncie. A biznes w sieci jest równie trudny jak w realu – studzi Igor Dzierżanowski z miesięcznika o rynku start-upów „Proseed”.

Od rozpoczęcia projektu R1NG.pl Jacek Nowak i dwaj wspólnicy zainwestowali w portal ponad 600 tys. zł. – Naprawdę wierzymy w jego sukces – zapewnia Nowak. Do swojej wizji próbują od dwóch lat przekonać inwestora za inwestorem. Pierwsza umowa z pewnym dużym podmiotem z branży internetowej nie doszła do skutku, gdyż właśnie zaczął się kryzys gospodarczy i firma wycofała się z transakcji. Druga, z akademickimi inkubatorami przedsiębiorczości, nie wypaliła, bo resort finansów uznał, że wybrany model finansowania nie jest zgodny z uprawnieniami inkubatora. Kolejny potencjalny inwestor, czyli fundusz inwestujący w start-upy Xevin Investments, prowadził rozmowy przez kilka miesięcy, ale ostatecznie nie zdecydował się jednak na wyłożenie pieniędzy. – Z każdym negocjowaliśmy po kilka miesięcy i tak niespodziewanie minęły ponad dwa lata, a pieniędzy na dalszy, bardziej dynamiczny rozwój, wciąż nie udało się pozyskać – mówi Nowak.

Po pieniądze do TV

Wreszcie przedsiębiorcy postanowili postawić wszystko na jedną kartę. I tak trafili do emitowanego w TV 4 show. W programie pomysły startujących biznesmenów poddawane są osądowi jury złożonemu z pięciu biznesmenów, którzy – jeżeli projekt ich przekona – sami w niego inwestują. – Przyszliśmy do programu z konkretnymi wyliczeniami zarówno naszego potencjału, jak i potrzeb, by dalej się rozwijać – opowiada nam Nowak, który jest prezesem spółki Webventure stojącej za projektem R1NG.pl.

Ten potencjał to prawie sto tysięcy zarejestrowanych graczy, ponad tysiąc rozgrywanych dziennie teleturniejów oraz łączne wygrane użytkowników przekraczające pół miliona złotych. Potrzeby: 350 tys. zł na dokończenie rozwoju i ekspansję na rynki zagraniczne w zamian za 20 proc. udziałów w projekcie, który sami twórcy wycenili na 1,75 mln zł. W programie ponownie trafili na swojego niedoszłego inwestora, czyli Krzysztofa Golonkę z funduszu Xevin Investments. Tym razem jednak przekonali go oraz trzech innych biznesmenów: Macieja Kaczmarskiego z Krajowego Rejestru Długów, Mariana Owerkę, twórcę Bakallandu, i Grzegorza Hajdarowicza, założyciela grupy Gremi. Czwórka inwestorów obiecała 350 tys., tyle że nie za 20 proc., a za połowę udziałów. Przedsiębiorcy niezbyt chętnie, ale jednak się zgodzili.