Europejski Urząd Bankowy (EBA) opublikuje jutro wyniki stress testów, które wykażą, jak bardzo banki są obciążone złymi długami. Ale zdaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego takie działania to tylko półśrodek. W specjalnym raporcie MFW wskazuje, że tylko radykalne kroki – na przykład ograniczenie skali działalności największych instytucji bankowych – pozwoliłyby faktycznie poprawić bezpieczeństwo systemu finansowego. A jest on dziś jeszcze bardziej zagrożony upadkiem niż przed kryzysem.

Główny ekonomista funduszu Olivier Blanchard uważa, że poza nielicznymi wyjątkami (Ukraina, Łotwa, Islandia, Irlandia) europejskie rządy nie odważyły się przeprowadzić rzetelnej restrukturyzacji banków.

Zamiast oddzielić zdrowe instytucje finansowe od tych, które same nie udźwigną ciężaru złych długów, wrzucono wszystkie do jednego worka. Zostały one objęte gwarancjami skarbu państwa o łącznej wartości ponad 3 bilionów dolarów oraz bezpośrednimi subwencjami w wysokości 441 mld dolarów (245 mld dolarów w USA i równowartość 196 mld dolarów w Unii). Europejski Bank Centralny, Rezerwa Federalna i Bank Anglii uruchomiły warte setki miliardów preferencyjne kredyty. Obniżyły także do historycznie niskiego poziomu stopy procentowe.

– Rządy wielu europejskich krajów nie odważyły się na przeprowadzenie restrukturyzacji banków, bo to oznaczałoby ich sprzedaż zagranicznym instytucjom finansowym, na co nie było politycznej zgody – przekonuje „DGP” Nicolas Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Breugla.

To jednak niejedyny powód. Zdaniem Międzynarodowego Funduszu Walutowego kolejnym jest sama skala instytucji finansowych: o ile przed kryzysem bilans pięciu największych instytucji finansowych Unii był równy 307 proc. PKB krajów, z których pochodziły, to dziś współczynnik ten wzrósł do 335 proc. Dodatkowo znaczna część tych aktywów jest ulokowana w skomplikowanych instrumentach finansowych jak derywaty, przez co np. rząd Holandii z trudem może ocenić realną kondycję takiego banku jak ING.

– W trakcie kryzysu mówiono, że należy ograniczyć liczbę banków, które są tak duże, że nie mogą upaść, i muszą otrzymać pomoc państwa (too big to fall). Jednak dziś takich instytucji jest jeszcze więcej niż trzy lata temu – mówi Deutsche Welle Mechthild Schrooten, profesor Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW).

Za te wszystkie zaniechania Europa i USA będą długo i drogo płacić. Koszt uratowania banków w kryzysie wyniósł odpowiednik 25 proc. PKB Stanów i krajów Unii Europejskiej. Potrzeba będzie wielu lat na spłatę tak dużego długu. Zły bilans banków będzie także przez kolejne cztery lata ogranioczał tempo wzrostu gospodarczego USA i Unii – i to o 35 proc. MFW ostrzega, że jeśli w przyszłości wybuchnie kolejny kryzys bankowy, rządy nie będą mogły znów utopić problemu w subwencjach: są już teraz zbyt zadłużone, aby było je na to stać.

Autorzy raportu wskazują, że po kryzysie finansowym lat 80. XX wieku Japonia nie zdecydowała się na restrukturyzację sektora bankowego i od tego czasu jej gospodarka drepcze w miejscu. Szwecja odwrotnie – na początku lat 90. przeprowadziła radykalna przedbudowę swoich banków i jest dziś jednym z najszybciej rozwijających się państw Unii.