Mimo gigantycznych skoków giełda w Tokio nieprzerwanie działa, a przecież świat zrozumiałby, gdyby została na kilka dni zamknięta. Wtedy jednak nie byłoby widać, że japońska gospodarka nie zginęła
Wtorek – gigantyczny 11-procentowy spadek. Środa – duży, blisko 6-procentowy wzrost. Gdy ta gazeta trafi do kiosków, już będzie wiadomo, jak wyglądał czwartek. Właściwe tylko jednego można być pewnym: giełda w Tokio to w tej chwili parkiet dla inwestorów o mocnych nerwach.
A można było zamknąć to wszystko na parę dni, przeczekać okres największej niepewności dotyczącej wielkości strat i losów elektrowni atomowej Fukushima. Japończycy jednak tego nie zrobili. A przecież mają powód wagi ciężkiej, powód, który przyjąłby ze zrozumieniem cały inwestorski świat.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.