Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak zwrócił uwagę w rozmowie z PAP, że Japonia jest gospodarką o bardzo wysokim zadłużeniu. Zaznaczył jednak, że nie jest ono niebezpieczne, bo 90 proc. tego długu ulokowano na rynku krajowym. "Stąd nie występuje ryzyko finansowania zewnętrznego i kłopotów związanych z kursem walutowym. Wyklucza to - moim zdaniem - konieczność sięgnięcia przez Japonię po pomoc zewnętrzną" - powiedział Jankowiak.

Główny ekonomista PRB podkreślił, że Japonia przedłuża okres prowadzenia ekspansywnej polityki monetarnej (bank Japonii skierował w poniedziałek na rynki gigantyczną kwotę - 7 bln jenów, by m.in. wesprzeć narodową walutę) oraz fiskalnej (Japonia ma wysoki deficyt i wydatki publiczne). "To jest olbrzymi bodziec stymulujący tę gospodarkę w długim okresie. Z uwagi na bardzo niską inflację, a nawet deflację, którą japońska gospodarka przez długi czas przechodziła, ta stymulacja - głównie ze strony banku centralnego w postaci emisji pieniądza - będzie ograniczała ryzyko narastania niebezpiecznej presji inflacyjnej" - stwierdził.

Jankowiak przypomniał, że gospodarka japońska jest trzecią gospodarką świata. Dysponuje rozbudowaną siecią międzynarodowych powiązań handlowych, ma też olbrzymią sieć kooperantów rozlokowanych na całym świecie. "Można spodziewać się spadku inwestycji japońskich firm, które są ulokowane na obcych rynkach, z uwagi na konieczność gromadzenia kapitału na odbudowę bazy produkcyjnej w Japonii. Skutki te mogą być negatywne na krótką przynajmniej metę dla gospodarki globalnej, ponieważ inwestycje japońskie zostaną ograniczone" - uważa Jankowiak.

"Wiadomo, że wyniki japońskich firm, w tym sektora finansowego i ubezpieczeniowego, będą na krótką metę gorsze z powodu strat" - powiedział. W jego opinii w miarę napływu informacji o skali zniszczeń w Japonii, nastąpi "przereagowanie" rynków finansowych.

We wtorek akcje japońskich spółek mocno spadły, a indeks Nikkei 225 Stock Average i Topix zanotowały największy jednodniowy spadek od października 2008 r. z powodu obaw o ryzyko skażenia radioaktywnego po uszkodzeniu elektrowni atomowej.

Kwiecień ocenił, że obecna sytuacja na rynku ropy nie jest korzystna

Główny ekonomista X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień również jest zdania, że Japonia nie będzie potrzebowała pomocy finansowej ze strony międzynarodowych organizacji. "Finansowanie nie jest problemem Japonii. Kraj ten nie ma dużego kapitału zagranicznego, który mógłby z niego uciekać. Pomoc finansowa na przykład Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest potrzebna (gdy - PAP) musi zastąpić zagraniczne finansowanie" - ocenił.

Kwiecień komentując PAP spadki cen ropy na światowych rynkach, zaznaczył, że nie są to duże przeceny. "Nadal baryłka ropy kosztuje około 110 dolarów" - powiedział. Jego zdaniem uwagę rynków koncentrują wydarzenia w elektrowniach atomowych w Japonii. "Przesłoniły tak naprawdę wszystko. Gdyby tak nie było, to ceny ropy byłyby na dużo wyższym poziomie. Do niedawna Bliski Wschód i Afryka była numerem jeden dla rynków finansowych" - podkreślił.

Kwiecień ocenił, że obecna sytuacja na rynku ropy nie jest korzystna. "Gdyby ropa taniała ze względu na uspokajanie się sytuacji na Bliskim Wschodzie to byłaby to dobra informacja. Tak naprawdę ropa tanieje ze względu na wzrost awersji inwestorów do ryzyka. Widać ewidentnie, że pieniądze uciekają z bardziej ryzykownych rynków na przykład do obligacji czy bonów skarbowych. To jest konsekwencją tego, co dzieje się na rynkach finansowych, w tym akcji" - powiedział.

Według niego na razie trudno oszacować straty gospodarcze w Japonii. Główną niewiadomą są konsekwencje ewentualnego skażenia promieniowaniem radioaktywnym. "Zakłada się, że takie ryzyko istnieje. Rynek teraz spekuluje, co będzie, jeśli to promieniowanie rozleje się na szersze obszary. Mówi się, że dotrze do Tokio. Rynek boi się paraliżu japońskiej gospodarki. Ale to trudno przekładać na procenty, bo to jest ciągle bardziej strach rynku, niż faktyczna wycena wydarzeń ekonomicznych" - dodał Kwiecień.

W opinii głównego ekonomisty X-Trade Brokers, w Japonii mamy do czynienia z typową kryzysową sytuacją na rynku akcji. "Część inwestorów traktuje to, jako okazję do zakupów, część poddaje się nastrojom i sprzedaje akcje. Stąd też mamy taką dużą zmienność. To pokazuje rozbieżność inwestorów w ocenie sytuacji" - powiedział.