Z najnowszych prognoz firmy Manpower wynika, że tylko 4 proc. polskich pracodawców planuje redukcje. – To świadczy o rosnącym optymizmie wśród przedsiębiorców, bo jeszcze trzy miesiące temu zwolnienia przewidywało 12 proc. firm – mówi Iwona Janas, szefowa Manpower Polska.

Ale to, że firmy nie zwalniają pracowników, nie znaczy, że będą zatrudniały nowych. Tylko 16 proc. przedsiębiorstw zamierza w najbliższych miesiącach przyjmować nowych ludzi.

Najwięcej nowych miejsc pracy powstanie w budownictwie, w firmach produkcyjnych i w kopalniach. Te branże od kilku miesięcy odczuwają poprawę koniunktury: rośnie liczba rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych, firmy zwiększają produkcję, a kopalnie wydobycie, ponieważ w wyniku światowej koniunktury rośnie zapotrzebowanie na surowce.

Optymizm panuje też wśród pracodawców z branży finansowej i usługowej. Tutaj plany stworzenia nowych miejsc pracy ma o 7 proc. firm więcej niż rok temu. Mimo to ekonomiści są sceptyczni. – Wzrost gospodarczy na poziomie 4 – 4,2 proc. to za mało, aby zatrudnienie szybko rosło – mówi prof. Stanisław Gomułka. Jego zdaniem firmy zaczynają zatrudniać dopiero przy wzrośnie PKB na poziomie 5 – 6 proc.

Redukcji zatrudniania należy się spodziewać w administracji i sektorze publicznym. W niektórych ministerstwach ten proces już ruszył. Pracę może stracić ponad tysiąc osób. Zwolnienia nie ominą w tym roku też branży energetycznej, która od lat ma przerost zatrudnienia. – Związki zawodowe kilka lat temu wynegocjowały pakiety pracownicze, które dawały im wieloletnie gwarancje zatrudnienia – tłumaczy prof. Gomułka. Teraz zarządy starają się to zracjonalizować. Zwłaszcza że niezbędna jest większa dyscyplina finansowa, chociażby dlatego, że spółki czekają duże inwestycje.