Pod presją oszczędności rządów PE był zmuszony odłożyć w czwartek głosowanie ws. uruchomienia Funduszu Solidarności dla powodzian, w tym 105 mln euro w Polsce. Sprawozdawczyni PE Sidonia Jędrzejewska zapewnia PAP, że transfer nastąpi, tylko z innej linii budżetowej.
Reklama

"Te środki pójdą, tylko to jest kwestia znalezienia sensownego, technicznego rozwiązania, czyli takiego, które nie zwiększy składek państw członkowskich" - powiedziała PAP Jędrzejewska (PO).

Chodzi o wypłatę 182 mln euro, w tym 105 mln euro dla Polski, z Funduszu Solidarności na pokrycie szkód spowodowanych powodziami w Europie Środkowo-Wschodniej. Rekompensata blokowana jest przez kilku ministrów finansów (z państw płatników netto), którzy sprzeciwiają się zaproponowanemu przez Komisję Europejską najprostszemu sposobowi pozyskania pieniędzy na pokrycie strat - przez zwiększenie składek państw. Jako powód wskazują na kryzys, który zmusza do cięć budżetowych.

"Państwa członkowskie nie chcą się złożyć na wypłatę z Funduszu Solidarności ze świeżych pieniędzy. Uważają, że to powinno się stać kosztem innych programów" - wyjaśnia Jędrzejewska. Podkreśla, że "to pierwszy raz w historii Funduszu Solidarności, że państwa nie chcą dać środków na Fundusz Solidarności, tylko wziąć z innych linii budżetowych".

Tłumaczy, że takie stanowisko państw to konsekwencja jesiennych, bardzo burzliwych i także przedłużanych negocjacji w sprawie tegorocznego budżetu UE. Kilka państw płatników netto pod wodzą Wielkiej Brytanii zgodziło się na budżet tylko po ustaleniu maksymalnego progu wzrostu budżetu UE o 2,91 proc. Teraz nie chcą się zgodzić ani na euro więcej nawet w ramach Funduszu Solidarności.

To dlatego Jędrzejewska, główny sprawozdawca PE do spraw budżetu UE na rok 2011, zarekomendowała w czwartek odłożenie czwartkowego głosowania komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego.

"Nie było nad czym głosować, skoro wiemy, że i tak Rada nie chce zwiększać składek, a my nie dostaliśmy innej propozycji rozwiązania problemu. Więc głosowanie nad czymś, co wiemy, że jest niewykonalne, opóźniłoby jeszcze bardziej wypłatę środków. KE musi teraz przedstawić nowe rozwiązanie" - powiedziała europoseł.

Zapowiedziała, że "nowe rozwiązanie" będzie negocjowane przez PE, Komisję i Radę ministrów finansów już 30 marca i "z dużym prawdopodobieństwem na tym trialogu uda się znaleźć rozwiązanie".

Tym rozwiązaniem najprawdopodobniej będzie skorzystanie z tzw. mechanizmu negatywnej rezerwy budżetu UE. Instrument ten ostatni raz był użyty pod koniec lat 90. i polega na tym, że pożycza się teraz pieniądze, które najpóźniej do końca roku budżetowego trzeba oddać np. poprzez transfer środków z niewykorzystanych linii budżetowych.

"Za takim rozwiązaniem nieoficjalnie opowiada się większość państw członkowskich. Rada podejmie formalne stanowisko w tej sprawie 15 marca" - powiedziała Jędrzejewska, która też popiera to rozwiązanie. - W interesie PE leży, by przyrzeczone przez KE 182 mln euro, w tym 105 mln euro dla Polski, jak najszybciej trafiły do poszkodowanych krajów. Stąd liczę na konstruktywny dialog z Radą" - dodała Jędrzejewska.

Podkreśliła, że na opóźnieniach w UE nie stracą poszkodowani powodzianie, bo budżet Polski i tak już wydał te środki na pokrycie szkód spowodowanych powodziami. 105 mln euro z budżetu UE będzie zwrotem zaledwie części kosztów, które już poniósł budżet państwa. Straty, jakie spowodował żywioł w maju i czerwcu ub. roku, szacowano na ponad 2,9 mld euro (łącznie ze stratami w rolnictwie).

Fundusz Solidarności Unii Europejskiej (FSUE) został utworzony, aby umożliwić reagowanie w przypadku klęsk żywiołowych. Jego wykorzystanie ogranicza się do szkód niepodlegających ubezpieczeniu i nie może on rekompensować strat prywatnych. Skorzystać z Funduszu mogą nie tylko państwa członkowskie, ale również kandydaci do UE, których dotknęła ta sama klęska. W tym przypadku pomoc dotyczy Polski, Czech, Rumunii, Chorwacji, Słowacji oraz Węgier.