Rządowa agencja nałożyła karę umowną w wysokości 10 proc. wartości kontraktu, czyli ok. 62 mln zł na konsorcjum NDI z Sopotu i macedoński SB Granit. W czwartek firmy przeszły do kontrataku.

– GDDKiA nie mogła rozwiązać z nami kontraktu, bo on już nie obowiązywał – mówił na konferencji Roman Chełmecki, wiceprezes NDI.W asyście prawnika tłumaczył, że powiadomienie o odstąpieniu od kontraktu konsorcjum złożyło już 9 lutego, a w środę rano złożyło końcowe pismo w tej sprawie do GDDKiA.

Chełmecki wyjaśniał, że powodem zerwania umowy był konflikt z GDDKiA. – W naszej ocenie zamawiający nie wywiązywał się z umowy, m.in. nie wypłacił części należności za wykonane prace – mówił przedstawiciel sopockiej spółki.

Spór dotyczy kilkudziesięciu milionów złotych. Opóźnienia w budowie autostrady firma tłumaczyła wczoraj błędami w projekcie budowlanym przygotowanym przez GDDKiA. – Po wejściu na budowę okazało się, że pracy jest więcej, niż zakładał projekt. Z tego powodu zwiększył się zakres robót – mówił Roman Chełmecki. Według niego w budowie przeszkadzały również obfite opady deszczu oraz prace archeologiczne na połowie długości realizowanego odcinka. – Zakończyły się one dopiero na początku sierpnia ub.r. – wytykał.

GDDKiA podtrzymuje stanowisko, że kontrakt został zerwany z winy wykonawcy, i zapowiada, że w najbliższych tygodniach inwestycja zostanie zinwentaryzowana i na tej podstawie rozliczona.

Czy NDI wystartuje w powtórzonym przetargu? Tak postąpiła austriacka Alpine Bau, z którą rząd pożegnał się na jednym ze śląskich fragmentów A1, i wygrała kontrakt po raz drugi. Roman Chełmecki nie wykluczył wczoraj takiego scenariusza. Przed rokiem konsorcjum NDI i SB Granit wygrało przetarg z ceną niemal o połowę niższą, niż zakładał rząd.