Importerzy równolegli wykorzystują to, że producenci bardzo różnicują ceny w różnych krajach i np. ten sam lek na hurtowym rynku w Grecji czy Wielkiej Brytanii kosztuje mniej niż w Polsce. Jest więc kupowany tam, przepakowywany i sprzedawany u nas po niższej cenie niż ten, który jest oficjalnie produkowany na polski rynek przez koncern farmaceutyczny.

W tej chwili sprzedaż produktów trafiających w ten sposób do Polski stanowi zaledwie 1 proc. całego handlu lekami. W krajach europejskich jest to od 15 do 21 proc. Szacuje się, że import równoległy w Polsce może w perspektywie najbliższych 5 lat osiągnąć 3 – 5 proc. udziału w rynku hurtowym leków.

Dlaczego różnica między nami a innymi krajami europejskimi jest tak duża? Import rozpoczął się dopiero, gdy Polska weszła do Unii. Wciąż jesteśmy też na szarym końcu w Europie, jeśli chodzi o liczbę leków refundowanych pochodzących z importu równoległego. Kraje takie jak Wielka Brytania, widząc oszczędności, jakie on przynosi, wprowadziły obowiązek sprowadzania leków z importu do aptek.

Głównymi importerami leków w Polsce są Delfarma, InPharm, Blaufarma oraz Forfarm. Należy do nich 90 proc. rynku, który według raportu IMS Health wzrósł w 2010 roku o 73 proc. Wartość sprzedaży tych leków osiągnęła niemal 206 mln złotych i była o 87 mln złotych wyższa niż rok wcześniej. Na wzrost wpłynęła głównie większa liczba produktów dopuszczonych do sprzedaży. W 2010 roku wydano 161 nowych pozwoleń na import kolejnych produktów. InPharm w 2009 roku posiadał 124 zezwolenia, a w 2010 roku zwiększył tę liczbę do 190. Blaufarma ma w swojej ofercie 80 pozycji.

Firmy wykorzystały dobrą koniunkturę. Najsilniejsza na rynku Delfarma zwiększyła sprzedaż w ubiegłym roku o 10 mln złotych. Niewiele gorsze wyniki miała BlauFarma, której przychody zwiększyły się o 12 proc.

Tak dobre zyski hurtowników są nie na rękę firmom farmaceutycznym. Stosują one różne praktyki, by skutecznie zniechęcić konkurenta. Jednym ze sposobów są kontyngenty dostaw. Polegają one na ograniczeniu dostaw leków do kraju, do którego produkty są importowane. Innym działaniem jest wprowadzenie podwójnych cen dla tego samego produktu. Przykładowo GlaxoSmithKline proponował w Hiszpanii niższą cenę za lek hurtowniom, które potrafiły udokumentować wielkość sprzedaży w kraju. Gdy nie miały potwierdzenia, lek był oferowany drożej. AstraZeneca, broniąc się przed importerami, postanowiła sama dostarczać leki wybranym aptekom na rynku polskim.