W nocy ze środy na czwartek wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz podpisał umowę z rosyjskim wiceministrem transportu Nikołajem Asaułem. – Wracamy do normalności – ogłosił wczoraj Jarmuziewicz.

Zezwoleń jest więcej

Ale sytuacja nie wróci do normy zbyt szybko. Straty finansowe spowodowane trwającym blisko trzy tygodnie przestojem przewoźnicy będą odczuwać nawet przez rok. Dziennie tracili około miliona euro. Zdaniem Zespołu Doradców Gospodarczych TOR ogólne straty sięgnęły 120 mln zł. Dlatego część przedsiębiorstw może się już nie podnieść.

Zdaniem resortu infrastruktury twarda postawa Polski przyniosła skutek i wynik negocjacji należy traktować jako sukces.

W ub. roku Rosjanie zdecydowali, że ze 153 międzynarodowych zezwoleń CEMT (przyznawanych krajom zrzeszonym w ITF), które dostała Polska, tylko 67 będzie można wykorzystać do jazdy przez Rosję. To oznaczało, że granicę przekraczać mogło 670 polskich tirów, co dawało 10 – 15 tys. przejazdów. Pierwotna liczba zezwoleń (150) dawała możliwość ok. 50 tys. przejazdów dla 1,1 tys. tirów. Wynegocjowana wczoraj liczba 183 CEMT-ów pozwoli ok. 1320 ciężarówkom dokonać 55 – 60 tys. przejazdów.

O tego rodzaju zezwolenia mogą się ubiegać głównie firmy, posiadające nowoczesną flotę. Pojazdy muszą spełniać najwyższe normy ekologiczne i nie mogą być wyprodukowane wcześniej niż w 2006 r. To oznacza, że z CEMT-ów skorzystają tylko najwięksi przewoźnicy.

Pozostali będą ubiegać się o 150 tys. zezwoleń dwustronnych, czyli opartych na porozumieniu polsko-rosyjskim. Liczba ta pozostała na tym samym poziomie co w roku ubiegłym. – Nie dość, że zwiększyliśmy liczbę umownych zezwoleń o 20 proc., to jeszcze podpisaliśmy umowę na trzy lata – mówi wiceminister.

Rentowność spadła

Entuzjazm resortu infrastruktury jest jednak przedwczesny. Wzrost liczby kursów wcale nie jest oczywisty. Nowa umowa z Rosjanami zwiększa co prawda możliwości transportowe, ale nie wiadomo, czy po kryzysie przewozowym, który zaczął być już odczuwalny w grudniu, gdy pojawiały się sygnały o nadchodzącym kryzysie – polskie firmy będą w stanie zwiększyć możliwości spedycyjne.

Prezes Związku Międzynarodowych Przewoźników Drogowych Jan Buczek przyznaje, że firmy transportowe stoją przed poważnymi problemami. – Trudno w tej sytuacji mówić o inwestowaniu – uważa.

Rentowność w wielu firmach była ostatnio na poziomie 3 – 5 proc. Większość z nich nie mogła sobie pozwolić na zaparkowanie ciężarówek na trzy tygodnie i wysłanie pracowników na urlopy.

Aby nie zbankrutować, firmy musiały szukać nowych, bardziej stabilnych kierunków. W tej sytuacji liczba ciężarówek, które będą mogły skorzystać z nowej puli zezwoleń, może się znacznie zmniejszyć.

Ekspert ds. transportu Adrian Furgalski uważa, że osiągnęliśmy kompromis, z którego mogą skorzystać Niemcy. – Będą namawiać polskich kierowców, którzy znają wschodnie realia, by pod ich szyldem wozili towary do Rosji za lepsze stawki – twierdzi.

Niemieckie firmy posiadają znacznie nowocześniejszą flotę, więc łatwiej będzie im wypełnić normy ekologiczne.

Według danych ZMPD w ubiegłym roku do Rosji kursowało około 25 tys. polskich ciężarówek. Ile będzie jeździć w tym roku, nikt nie jest w stanie oszacować.