Przedstawiciele Polski chcą, aby w konkluzjach szczytu znalazły się stwierdzenia dotyczące konieczności dywersyfikacji zaopatrzenia w gaz krajów unijnych. To ułatwi nam starania o dopłaty do realizacji kolejnych inwestycji w ramach budowanego korytarza. Już wczoraj premier Polski Donald Tusk rozmawiał na ten temat podczas uroczystej kolacji z Jose Manuelem Barroso, szefami państw Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunii i Bułgarii.

– Oczekujemy, że wsparcie Unii Europejskiej dla projektów w ramach korytarza Północ – Południe wyniesie przynajmniej 40 proc. – mówi otwarcie Jan Chadam, prezes państwowego Gaz-Systemu, operatora polskich gazociągów. Dodaje, że dzięki bezzwrotnym unijnym dotacjom projekt zostałby szybciej zrealizowany i miałby większe uzasadnienie ekonomiczne. – Dokończenie budowy całego korytarza oznaczałoby powstanie pierwszego rzeczywiście konkurencyjnego rynku gazu. To zagwarantowałoby niższe ceny odbiorcom surowca – twierdzi.

W sprawie dywersyfikacji dostaw gazu do Europy zyskaliśmy – o dziwo, biorąc pod uwagę utarczki o budowany na dnie Bałtyku Nord Stream – poparcie Niemiec. Do szefów Komisji Europejskiej i Rady Europy trafił wspólny list premiera Donalda Tuska i kanclerz Angeli Merkel. Szefowie rządów obu krajów stwierdzili w nim jednogłośnie, że rozwój rynku gazowego i energii elektrycznej będzie kluczowy dla gospodarczego rozwoju UE i stosunków z partnerami zewnętrznymi, i jednocześnie zawarli w nim listę postulatów. Chcą m.in., aby każdy region Unii miał dostęp do co najmniej dwóch źródeł zaopatrzenia w gaz ziemny.

Jaki będzie całkowity koszt budowy korytarza, nie wiadomo. Może wynieść nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. Sama budowa gazoportu w Świnoujściu pochłonie 2,9 mld złotych, z czego 670 mln zł sfinansuje Bruksela. Procentowo więcej, bo aż połowę potrzebnych pieniędzy, Unia dołoży do połączenia polskiego systemu gazociągowego z czeskim. Ich scalenie ze sobą na granicy w Cieszynie pochłonie 90 mln złotych.

Na szybkim dokończeniu budowy Polsce zależy szczególnie, ponieważ dzięki niemu nie tylko uniezależniłaby się od dostaw gazu z Rosji, lecz także zarabiałaby na jego tranzycie z terminalu LNG w Świnoujściu na południe Europy. W razie potrzeby surowiec mógłby popłynąć także w drugą stronę. – Terminal będzie kamieniem milowym, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne – mówi Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych.