Delikatesy tylko z nazwy

Zmiana strategii delikatesów powoduje, że stara definicja takich sklepów nie odpowiada rzeczywistości. Krzysztof Badowski uważa, że w tej chwili delikatesy to raczej atmosfera zakupowa i asortyment, ale już nie premia cenowa, którą za tę atmosferę i asortyment klient powinien płacić. Jeżeli taka formuła się utrzyma, to – jego zdaniem – delikatesy są w stanie podbić rynek. Choć to oczywiście również kwestia percepcji klientów. Dyskonty są postrzegane jako najtańsze, choć nie zawsze oferowane przez nich produkty są tanie. Delikatesy raczej nie będą takż postrzegane. I nie powinny – w końcu ich model biznesowy nie zakłada bycia liderem cenowym.

Dlatego w dłuższym terminie przyjęte ostatnio przez delikatesy strategie „niskich cen” się nie utrzymają. Sieci będą musiały wrócić do strategii premium.

– Proszę zwrócić uwagę na skalę działalności. Obroty Bomi w 2009 r. to w zaokrągleniu 750 mln zł. Zrealizowano je na bazie około 35 tys. pozycji asortymentowych. Obroty Almy to w przybliżeniu 650 mln zł na około 50 – 60 tysiącach pozycji asortymentowych. A Biedronka osiągnęła 16 miliardów obrotów obracając około 1000 pozycji asortymentowych – wymienia Krzysztof Badowski.

Oznacza to, że przepaść w skali sprzedaży w przeliczeniu na jedną pozycję asortymentową jest ogromna – Biedronka jest od 750 do 1500 razy większa od wymienionych sieci delikatesowych.

– To oczywiście uśrednienie, sucha statystyka, ale pokazuje jasno, że przy takiej różnicy w skali oraz przy wyższych kosztach utrzymania systemu, zarówno na poziomie sklepu, jak i obsługi operacyjnej punktów sprzedaży, strategia konkurowania ceną przez delikatesy jest niemożliwa do utrzymania – podkreśla Krzysztof Badowski.

Rynek delikatesowy niewątpliwie więc będzie miał swoje miejsce w branży detalu spożywczego, ale będzie to raczej rynek niszowy.

Delikatesy wkrótce zbliżą się cenowo do Biedronki i innych dyskontów

Tomasz Manowiec, analityk Banku BGŻ

Do zmiany strategii zmusiła sieci delikatesowe rosnąca konkurencja ze strony dyskontów. Zwłaszcza Biedronki, która coraz częściej gości na polskich osiedlach mieszkaniowych oraz przy głównych ulicach miast, zagrażając w ten sposób wszystkim formatom sklepów.

By nie tracić klientów delikatesy zostały zmuszone do obniżenia cen. Co więcej, musiały stać się sklepami dla wszystkich, a nie tylko dla zamożnych konsumentów. Mimo że sprzedaż detaliczna odżywa, rośnie powoli popyt na dobra luksusowe, ten rok na pewno będzie należał do tych, w którym strategia niskich cen będzie przez sieci delikatesowe kontynuowana. Zresztą te notowane na giełdzie zapowiedziały już, że będą obniżały ceny podstawowych towarów, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich marż na towary luksusowe. A to oznacza, że będzie w nich coraz taniej. Do takiego zachowania zachęca je rosnąca skala ich działania, która stawia je w lepszej pozycji negocjacyjnej względem dostawców.

Nawet jeśli ceny jednostkowe towarów nie będą spadać, należy oczekiwać większej liczby promocji, które sprawią, że w całości koszyk zakupowy będzie wyglądał bardzo podobnie do tego w zwykłych supermarketach.

Przejawem cięcia cen mogą być też składane przez sieci delikatesowe deklaracje na temat rozwoju towarów pod markami własnymi. Jeszcze kilka lat temu były one zarezerwowane dla hipermarketów i dyskontów. Dziś produkty pod marką własną oferują już Alma Market oraz Piotr i Paweł, który zdecydował się na ich wprowadzenie w zeszłym roku. Niebawem dołączyć do nich może Bomi, które w swojej nowej strategii działania zapowiedział uzupełnienie oferty o tego rodzaju towary.