Większościowym udziałowcem tej instytucji jest Commerzbank, który skorzystał z pomocy niemieckiego państwa. Z SoFFiN, specjalnego funduszu nadzorowanego przez niemieckiego ministra finansów, otrzymał 18 mld euro dokapitalizowania. Rząd w Berlinie, udzielając wsparcia, postawił kilka warunków, m.in. dotyczących wysokości cen za usługi Commerzbanku. Te warunki zatwierdziła także Komisja Europejska.

BRE Bank w swoim prospekcie emisyjnym przyznał, że nie jest jasne, czy obowiązują go ustalenia między jego spółką matką a niemieckim gabinetem. Jednak, jak można przeczytać w tym dokumencie, jest to możliwe. W takim wypadku zaś bank nie mógłby „oferować za swoje produkty i usługi, zwłaszcza klientom detalicznym i korporacyjnym, cen korzystniejszych od trzech najkorzystniejszych ofert jego konkurentów na polskim rynku; zobowiązanie to dotyczy produktów, na które bank posiada udział wyższy niż 5 proc.”.

Co ciekawe, BRE ostatnio wprowadził lub wprowadza zmiany w opłatach w MultiBanku i mBanku. Konto Comfort w MultiBanku kosztuje obecnie 4,5 zł, a wcześniej było darmowe. Z kolei za konto Active i wcześniej, i teraz trzeba było zapłacić 9,5 zł. Tyle że wcześniej bank zwalniał z tej opłaty, o ile wpływy na konto przekraczały 2,5 tys. zł. Teraz tej możliwości nie ma. Zdaniem ekspertów taki ruch spowodował, że konta w MultiBanku wypadły z grona najatrakcyjniejszych cenowo dla klientów.

– Sam fakt, że konta, które były lub mogły być darmowe, już takie nie są, powoduje, że nie mają szansy znaleźć się w rynkowej czołówce – mówi Michał Sadrak z Open Finance.

Zmiany są też w mBanku. Od listopada druga karta ma kosztować nieco więcej.

Jak twierdzą przedstawiciele BRE Banku, ustalenia miedzy Commerzbankiem a rządem w Berlinie nie miały wpływu na opłaty dla klientów w Polsce.

– Zarząd BRE samodzielnie kształtuje politykę cenową. Oferty naszych banków są przygotowywane pod kątem oczekiwań klientów z ich grup celowych i w swoich kategoriach bezsprzecznie należą do ścisłej czołówki rynku – powiedział Piotr Rutkowski, p.o. rzecznika BRE Banku.

Jednocześnie przyznał, że BRE Bank nadal nie wie, czy obejmują go ustalenia z Niemiec.

Całkiem więc możliwe, że klientów BRE Banku czekają kolejne podwyżki cen. Mogłyby one dotknąć także klientów korporacyjnych. BRE ma bowiem 8,9 proc. rynku pod względem depozytów firm i 6,4 proc. rynku pod względem kredytów dla przedsiębiorstw.

Możliwość, że niemiecki rząd może dyktować ceny na polskim rynku bankowym, niepokoją naszą Komisję Nadzoru Bankowego.

– Badamy tę sprawę. Należy podkreślić, że narzucanie takich ograniczeń byłoby pozbawione podstaw prawnych, gdyby miało prowadzić do pogorszenia sytuacji finansowej krajowego podmiotu, jego konkurencyjności, a co za tym idzie, oferty dla klientów – mówi Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Wpływ kłopotów zagranicznych banków na nasz rynek

● Fortis Bank – przed kryzysem ten bank prężnie rozwijał się na polskim rynku. Jeszcze w pierwszym półroczu 2007 roku miał 88,6 mln zł zysku netto. Kondycja spółki była na tyle dobra, że w 2006 roku było ją stać, żeby zapłacić ok. 500 mln zł za Dominet Bank. Jednak kiedy się okazało, że spółka matka zainwestowała znaczą część powierzonych jej funduszy w papiery Lehman Brothers, cała grupa popadła w kłopoty. Przed upadkiem Fortis uratowało przejęcie przez francuski BNP Paribas, który również przejął polską spółkę.

● AIG Bank – ten polski bank musiał zostać wystawiony na sprzedaż, choć miał całkiem dobrą pozycję na rynku consumer finance. Powodem było bankructwo AIG, amerykańskiego giganta ubezpieczeniowego. O polską spółkę AIG ścigały się m.in. PKO BP i Getin. Ostatecznie od Amerykanów kupił ją hiszpański Santander.

● BZ WBK – Irlandczycy z AIB musieli się pozbyć polskiego banku, ponieważ rząd nakazał mu podwyższenie kapitałów własnych. Jeśli AIB nie zgromadzi potrzebnej kwoty, zostanie częściowo znacjonalizowany. W rezultacie AIB sprzedał BZ WBK – swoją perłę w koronie – Santanderowi.