Gaz-System, operator krajowych gazociągów, poinformował wczoraj resort gospodarki, że najprawdopodobniej trzeba będzie wprowadzić ograniczenia w poborze gazu ziemnego dla odbiorców przemysłowych. Miałyby one obowiązywać po 20 października. Teraz decyzja o przykręceniu kurka należy do Waldemara Pawlaka, wicepremiera i ministra gospodarki. Czarny scenariusz zakłada, że najwięksi odbiorcy gazu pozbawieni zostaną go niemal na pół roku.

Paliwo, które kupujemy od Gazpromu na podstawie obowiązującego kontraktu jamalskiego, wyczerpie się za miesiąc. Tymczasem wciąż nie mamy porozumienia z Rosjanami dotyczącego zwiększonych dostaw.

Braki nawet do kwietnia

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Gaz-System szykują się na najgorsze. Poważnie biorą pod uwagę scenariusz, w którym polsko-rosyjska umowa nie zostanie zawarta. W takiej sytuacji deficyt gazu może być odczuwalny od końca października nawet do kwietnia.

Jak informuje PGNiG, wystąpi on w punkcie zdawczo-odbiorczym Drozdowicze na granicy polsko-ukraińskiej oraz w Wysokoje na granicy polsko-białoruskiej.

Problemu nie rozwiążą nawet pełne magazyny. Dziś wypełnione są w 85 proc. Zapasy gazu wyczerpią się jednak najpóźniej w styczniu. Co prawda od nowego roku zacznie do Polski płynąć już gaz z przyszłorocznej puli kontraktu jamalskiego, jednak wciąż będzie go za mało.

Bez pełnych magazynów trudno będzie zaspokoić rosnące zimą zapotrzebowanie. Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, to stwarza poważne zagrożenie dla całej sieci gazowej. – Istnieje niebezpieczeństwo, że gaz mógłby przestać płynąć nawet do odbiorców indywidualnych – ostrzega. Jak podkreśla, kiedy ciśnienie w rurze spadnie, może dojść do awarii.

Nie ma alternatywy

PGNiG starało się sprowadzić gaz z alternatywnych źródeł, ale jak mówił wczoraj Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG, bezskutecznie. – Próby pozyskania gazu od dostawców, m.in. firm Emfesz, E.On Ruhrgas i Kulczyk Holding, nie przyniosły skutku. Podobnie zakończyły się starania o bezpośrednie dostawy od ukraińskiego koncernu NAK – mówi Dudziński.

Ukraińcy poinformowali, że mają w umowie z Gazpromem zakaz reeksportu i nie mogą nam surowca odsprzedać, a nadwyżkami własnego gazu nie dysponują. W 2009 i 2010 roku PGNiG rozmawiało z koncernami niemieckimi, francuskimi i holenderskimi o odbiorze surowca tranzytowanego dla nich przez nasze terytorium. PGNiG nie dostało jednak na to zgody.