Spadek ciśnienia

Zdaniem Szczęśniaka w takiej sytuacji niebezpieczeństwo, że zakłady azotowe i inni duzi przemysłowi odbiorcy nie dostaną surowca, schodzi na drugi plan. – Funkcjonowanie całego systemu przesyłowego w naszym kraju zostałoby rozregulowane. Spadek ciśnienia w gazociągach może prowadzić do awarii i pęknięć – ostrzega Szczęśniak.

Jeżeli tak rzeczywiście by się stało, gaz może w ogóle przestać płynąć.

Nie ma połączeń

Polska nie ma możliwości, by ewentualną lukę zapełnić innymi dostawami. Magazyny wypełnione są wprawdzie w 90 proc., ale zapasy wystarczą tylko na kilka tygodni.

– Póki gazu w magazynach jest dużo, w ciągu doby można wytłoczyć z nich nawet ponad 20 mln m sześc. surowca. Jednak wraz z topnieniem rezerw spada ciśnienie, a wraz z nim ilość pobieranego paliwa – mówi osoba znająca specyfikę rynku gazowego. Może się okazać, że PGNiG nie będzie w stanie pozyskać z rezerw więcej niż 8 – 9 mln m sześc. dziennie.

Braków nie uda się uzupełnić również gazem z importu. Z Niemiec sprowadzamy 0,9 mld m sześc. gazu rocznie. To maksimum naszych możliwości.

Trwa co prawda rozbudowa łącznika z niemiecką siecią i budowa połączenia z Czechami, ale inwestycje te zakończą się dopiero za rok.

Zdaniem Janusza Kowalskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa energetycznego w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, problem z niedoborami mogłaby rozwiązać współpraca z niemieckim koncernem E.ON Ruhrgas.

PGNiG ma podpisany z nim kontrakt na uzupełniające dostawy 300 mln m sześc. gazu.

Choć E.ON dysponuje nadwyżkami paliwa, to jednak nie może przesłać ich do Polski, bo musiałby skorzystać z ukraińskich magistral. A na to nie zgadza się Kijów.