Polska będzie blokować pomysł przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, który zamierza reformę finansów UE wprowadzać małymi krokami. Nasz rząd domaga się, by najpierw powstał całościowy plan reform, a dopiero potem był on realizowany.

Polska chce ambitnie

Do rozstrzygnięcia dojdzie jutro na posiedzeniu Rady Europejskiej. Tam Herman Van Rompuy ma przedstawić wyniki prac swojego zespołu, który przygotował pakiet zmian unijnych finansów oraz zaprezentować sposób wprowadzenia ich w życie. Szef rady już wcześniej zapowiadał, że będzie chciał negocjować cząstkowe rozwiązania w poszczególnych obszarach. Oddzielnie w sprawie długu, oddzielnie sankcji nakładanych na kraje nietrzymające dyscypliny finansów publicznych czy w sprawie reguł fiskalnych. Ale temu pomysłowi Polska się sprzeciwia.

– Chcemy ambitnego i całościowego porozumienia, ale na razie jego zarysy nie są widoczne – mówi Mikołaj Dowgielewicz, odpowiedzialny za sprawy europejskie wiceszef MSZ.

W rzeczywistości chodzi jednak o sposób wyliczania deficytu i długu publicznego. Warszawa chce, by nie były tam doliczane pieniądze przekazywane do otwartych funduszy emerytalnych. Jeśli ten warunek nie będzie spełniony, Polska nie będzie spełniać do 2015 r. kryterium z Maastricht, czyli nie będzie mogła przystąpić do strefy euro. Negocjowanie każdego obszaru osobno może skończyć się tym, że nasze postulaty nie zostaną spełnione. Gdy opracowany będzie całościowy program reformy, będziemy mieli większe możliwości negocjacji.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Polska ma spore szanse na zastopowanie planów szefa rady. Także inne kraje się boją, że szukanie oddzielnych porozumień może rozwodnić całość. – Wszyscy się boją, że z powodu braku procedur kryzysowych znów posypią się finanse Unii. Najbardziej dotyczy to Niemiec, bo one są największym płatnikiem netto do budżetu UE. Niepokój występuje też w Hiszpanii czy Portugalii, które mogą być ofiarami braku procedur – mówi jeden z członków rządu.

Do spotkania z szefem rady dojdzie jeszcze przed jej posiedzeniem, bo jak się dowiedział „DGP”, Van Rompuy został zaproszony na tak zwane śniadanie wyszehradzkie, czyli spotkanie szefów rządów Polski, Węgier, Czech i Słowacji.

Bez szczegółów, proszę

W pracach zespołu Van Rompuya kwestia liczenia długu publicznego została opisana bardzo ogólnym hasłem „ujawnienia ukrytych zobowiązań”. Przewodniczący rady nie zapisał żadnych szczegółów, które wskazywałyby, w jaki sposób zobowiązania te miałyby być liczone. Polska strategia opiera się na czekaniu do samego końca, aż będzie gotowe pełne porozumienie, i zaoferowaniu poparcia dla radykalnych rozwiązań w zamian za uwzględnienie naszego postulatu.

Na czwartkowym szczycie nie dojdzie od ostatecznych decyzji. Mają zapaść na październikowym spotkaniu Rady Europejskiej, które w całości będzie poświęcone kwestiom zarządzania ekonomicznego. Mają one dotyczyć nadzoru nad finansami publicznymi, zwiększenia dyscypliny w krajach Unii Europejskiej, uzgodnienia sankcji w sprawie naruszeń dyscypliny.

Oprócz ekspertów zgrupowanych w zespole Van Rompuya własne rozwiązania dotyczące finansów Unii szykuje Komisja Europejska. Ma je ogłosić pod koniec miesiąca.

Ważne!

Polska chce, aby do deficytu i długu publicznego nie były doliczane pieniądze przekazywane do otwartych funduszy emerytalnych. Jeśli ten warunek nie zostanie zaakceptowany, nie zdołamy spełnić kryteriów przystąpienia do euro

Dziś łatwiej uzgadnia się restrykcje niż wtedy, gdy kryzysu nie było

Unia ma nóż na gardle i jest zdeterminowana, aby jak najszybciej wprowadzić reformę finansów, czy może ostatnie dobre wieści o wzroście niemieckiej gospodarki powodują, że perspektywa porozumienia w tej sprawie się oddala?

Sytuacja pozostaje nadal poważna i to w pełni rozumiane przez rządy państw członkowskich. My jesteśmy w nieco lepszej sytuacji, bo mamy dobre na tle innych wyniki gospodarcze. Ale można powiedzieć: jak trwoga, to do Unii Europejskiej. Bo dziś łatwiej się uzgadnia dalej idące koncesje czy restrykcje, niż gdyby nie było kryzysu i gospodarcza sytuacja była dobra.

Łatwo się będzie ostatecznie porozumieć?

Kryzys powoduje dużo większą skłonność rządów do koordynacji makroekonomicznej i finansowej ostrożności. Tylko wtedy możemy jako Unia takie problemy rozwiązać, bo problem kryzysu to kwestia globalna i na przykład na forum G20 powinniśmy działać wspólnie jako UE. Zresztą widać to już w rozstrzygnięciach, które zapadły do tej pory. Chodzi np. o kwotę 750 mld euro jako siatki bezpieczeństwa dla słabych gospodarek czy decyzje w sprawie utworzenia czterech instytucji wspólnego nadzoru finansowego.

A jakie szanse ma postulat odliczania pieniędzy przekazywanych do OFE od naszego długu i deficytu?

List dziewięciu był dobrą inicjatywą, ale na razie okazał się nieskuteczny. Argumenty i racja są po naszej stronie. W sposób oczywisty napotyka to opór innych krajów, bo to zmieniałoby ranking parametrów zdrowotnych gospodarek krajów członkowskich. Uważam, że jest należy dalej przekonywać.