– Rosjanie wymyślili zgrabną formułę: chcą prawa własności do ukraińskich gazociągów, oferując złoża, które są na wyczerpaniu, i niższą cenę za surowiec. Zresztą nie oferują prawa własności do tych złóż, ale prawo do ich eksploatacji – mówi w rozmowie z „DGP” były członek zarządu Ukrtransnafty, a dziś ekspert do spraw energetyki Mychajło Honczar.

Trudne partnerstwo

Rosyjscy analitycy przyznają, że pomysł powołania joint venture ma niewiele wspólnego z biznesem. – W grę wchodzi polityka. Trudno mówić o partnerstwie, gdy porównuje się Naftohaz i Gazprom – mówi „DGP” Artiom Konczin, analityk sektora gazowo-naftowego UniCredit Group Russia.

Aby przekazać część lub całość kontroli nad ukraińskimi gazociągami, trzeba zmienić ukraińską konstytucję. Potrzeba do tego 300 głosów. W tej chwili obóz Wiktora Janukowycza nie dysponuje taką większością.

Joint venture po rosyjsku, czyli jak przejąć rury

W grudniu 2006 r. Rosjanie pod groźbą wstrzymania dostaw gazu wymogli na Białorusi sprzedaż połowy akcji Biełtranshazu, odpowiedzialnego m.in. za tranzyt surowca na Zachód.

W zamian Moskwa zgodziła się podnieść cenę na gaz z 46,7 dol. za 1 tys. m sześc. do 100 dol., a nie 200, czego wcześniej się domagała. Stosowne porozumienie podpisano 31 grudnia 2006 r., na dwie minuty przed północą. Wartość kontraktu ustalono wówczas na 2,5 mld dol. Przed negocjacjami Mińsk żądał co najmniej 15 mld dol., Moskwa godziła się na 2 mld. Szczegóły sprzedaży udziałów ustalono w maju 2007 r. W myśl umowy Gazprom miał otrzymywać corocznie 12,5 proc. akcji za 625 mln dol. Ostatnią transzę

Mińsk otrzymał 24 lutego 2010 r.

Mimo to w poufnych rozmowach Moskwa nie przestała podnosić kwestii własności białoruskich gazociągów i nadal naciska na uzyskanie pakietu kontrolnego Biełtranshazu.

mwp

współpraca nd