Holandia mogła, to może i reszta?

– Używam codziennie karty kredytowej do uregulowania płatności nie tylko dlatego, że to wygodne, ale także z powodu wielu nagród. Za każdą dokonaną płatność otrzymuję od Visy zwrot 1 proc. wydatków – przyznaje Joanna Stavins.

To tylko jedna z form, jaką amerykańskie banki stosują, aby zachęcić klientów. Przy okazji dokonywanych transakcji można też zdobywać punkty, by później zamienić je na darmowe bilety lotnicze. Istnieje także szereg ułatwień, jak możliwość płacenia za rachunki niższe niż 25 dol. bez konieczności składania podpisu i okazania dowodu tożsamości. – Takie ułatwienia zwiększają ryzyko oszustw. Jednak banki wliczają to w koszty. Mają tak duże zyski, że mogą pozwolić sobie na niewielkie straty – uważa Nicolas Veron, ekonomista współpracujący z waszyngtońskim Peterson Institute for International Economics. Z tego samego powodu coraz częściej amerykańskie banki oferują klientom karty z górnym limitem strat w razie zagubienia lub kradzieży kart. Zwykle wynosi on 50 – 100 dol. Jeśli złodziej zdąży przed zablokowaniem karty kupić np. telewizor za 5 tys. dol., stratę pokrywa bank.

Instytucje finansowe w Stanach Zjednoczonych stać na tak szeroki gest, bo do tej pory nie tylko państwo dawało im wolną rękę w określaniu wysokości marż, ale i konkurencja na rynku była niewielka. Przeszło trzy czwarte transakcji bezgotówkowych kontrolują dwie spółki: Visa i MasterCard. Ale nawet między nimi konkurencja nie jest zbyt ostra, bo ich większościowymi udziałowcami pozostają największe amerykańskie banki: JPMorgan, Goldman Sachs, Bank of America, Citibank, Merrill Lynch i Wachovia.

Także w Polsce i w całej Europie Visa oraz MasterCard nie mają realnych konkurentów. Amerykanie utrzymują na rynku kart kredytowych przytłaczającą przewagę z dwóch powodów: byli pierwszymi, którzy wpadli na pomysł masowego emitowania kart kredytowych, i zdobyli w tej dziedzinie ogromną przewagę technologiczną.

Bank of America już pod koniec lat 50. eksperymentował z pierwszymi kartami kredytowymi, a 10 lat później, wspólnie z innymi amerykańskimi bankami, wprowadził na rynek masowy produkt, który nazwano „Visa”. Mniej więcej w tym samym czasie w Kalifornii zespół lokalnych instytucji finansowych opracował konkurencyjną kartę, która już jako MasterCard została stopniowo przejęta przez największe banki w kraju.

W zeszłym roku cztery identyczne centra komputerowe Visy w USA, Europie i Chinach przeprowadziły 62 mld operacji finansowych. W ciągu jednej sekundy są one zdolne obsłużyć aż 10 tys. transakcji. Takich wyników, przy pełnym bezpieczeństwie obrotów, nie jest zdolny zapewnić na rynku finansowym nikt poza Visa i MasterCard.

– Tajemnicą absolutnej dominacji obu firm jest też system ich działania. Nie emitują własnych kart, nie udzielają samodzielnie kredytów. Oferują jedynie na identycznych zasadach gotowy produkt wszystkim bankom świata spełniającym określone warunki. Dlatego tak naprawdę instytucje finansowe nie mają interesu w przełamaniu duopolu, bo same czerpią z tego część zysków – tłumaczy „DGP” Daniel Gros, ekonomista i ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).

W ubiegłym, kryzysowym roku przy obrotach niespełna 7 mld dol. zysk netto Visy osiągnął bajeczną sumę 2,5 mld dol. Zatrudniający zaledwie 5 tys. pracowników zarobił w tym czasie na czysto 1,5 mld dol. To miara, jak bardzo obie spółki korzystają ze swojej dominującej pozycji na rynku.

Co się stanie, jeśli, jak radzi Rezerwa Federalna, prezydent Obama narzuci obu spółkom górny limit opłat? Na radykalny krok zdecydowały się niedawno władze Australii. Górny pułap opłat został tu określony, w zależności od rodzaju kart, na 0,5 – 1 proc. – Przywileje dla właścicieli najlepszych kart kredytowych zostały przez banki radykalnie ograniczone, bo nie mają one już z czego ich fundować. Ale system działa nadal, bez zakłóceń – wskazuje Joanna Stavins.

W wielu krajach Unii Europejskiej takie regulacje obowiązują od dawna, choć Bruksela nie narzuca tu jednego, wspólnego rozwiązania. Wyjątkowo niskie stawki pobierają za używanie karty banki holenderskie. Jednak tu rząd zgodził się na podawanie w sklepach dwóch stawek: przy opłatach gotówkowych i bezgotówkowych. To zachęciło zarówno Visę, jak i MasterCard do ograniczenia marż zysków, aby utrzymać klientów. – Prawo europejskie narzuca bankom podawanie o wiele większej liczby informacji o transakcjach niż w USA. To ułatwia uregulowanie tego rynku – przyznaje Joanna Stavins.

Eksperci Lewiatana uważają jednak, że ograniczenie marży operacji bezgotówkowych jest w interesie samych banków. – Oni zachowują się jak właściciele restauracji, którzy tłumaczą, że muszą pobierać wysokie opłaty, bo Polacy rzadko jedzą na mieście i inaczej groziłoby im bankructwo. Nie rozumieją, że obniżając ceny, rozwinęliby rynek i sami mogliby skorzystać. Z bankami jest dokładnie tak samo – mówi jeden ze specjalistów konfederacji.