Biedny sponsoruje bogatego

W czasach kryzysu płacenia wygórowanych stawek bankom mają dosyć nie tylko Polacy. Z tego samego powodu pętla wokół instytucji finansowych zacieśnia się także w Stanach Zjednoczonych. Ale tu sprawą zajęło się bezpośrednio państwo.

Na fali rozliczeń sektora finansowego z wywołania niedawnego kryzysu prezydent Barack Obama podpisał kilka tygodni temu tzw. ustawę Dodda-Franka. Ustanawia ona, od 1 stycznia 2011 r., maksymalny pułap opłat za płatności kartami debetowymi na poziomie 1 proc. – Teraz przychodzi czas na znacznie poważniejszą batalię: uregulowanie rynku opłat kartami kredytowymi – mówi „DGP” Joanna Stavins, ekonomistka w oddziale amerykańskiej Rezerwy Federalnej w Bostonie. Jest ona współautorką opublikowanego przed kilkoma dniami kompleksowego raportu, który pokazuje, że opłaty pobierane przez banki za obsługę operacji bezgotówkowych osiągnęły w ubiegłym roku aż 40 mld dol. – To suma, którą zasadniczo można by uznać za dotowanie bogatszych Amerykanów przez biedniejszych – uważa Stavins.

W Ameryce banki odniosły bezprecedensowy sukces i przekonały klientów do korzystania z kart kredytowych. Jak wyliczyła Rezerwa Federalna, przeciętna rodzina posiada aż 3,24 kart kredytowych. Ale im jest bogatsza, tym ma ich więcej. O ile osoby zarabiające do 25 tys. dol. rocznie posiadają średnio 1,45 kart, to te, których dochody przekraczają 100 tys. dol., już 5,42 karty.

Używanie kart stało się więc de facto potężnym systemem redystrybucji dochodów, tyle że tym razem od biedniejszych do bogatszych. Mechanizm jest prosty. Tak jak w Polsce ceny w amerykańskich sklepach są jednolite, niezależnie od tego, czy zakupu dokonujemy kartą, czy gotówką. Z tej pierwszej formy korzystają przede wszystkim bardziej zamożni klienci, a z drugiej – biedniejsi. Autorzy raportu ustalili, że średnio rodzina stale płacąca gotówką przekazuje rocznie 151 dol. tym, którzy używają kart. A rodzina, która stale reguluje transakcje bezgotówkowe, dostaje przeciętnie roczny prezent od biedniejszych Amerykanów wart 1482 dol. Inne wyliczenie pokazuje, że rodziny, których roczny dochód nie przekracza 20 tys. dol., przekazują każdego roku w prezencie 23 dol. najbogatszym gospodarstwom domowym (o dochodzie większym niż 150 tys. dol.). Dla tych ostatnich to podarunek wart 756 dol.

Opłaty bankowe za obsługę transakcji bezgotówkowych są w Stanach Zjednoczonych przynajmniej równie wysokie jak w Polsce. Banki utrzymują je w ścisłej tajemnicy. Jednak zdaniem Rezerwy Federalnej przeciętny koszt transakcji to przynajmniej 2 proc.

Sama Visa rozliczyła w ubiegłym roku operacje o wartości 4,4 bln dol., z czego około połowa przypada na same Stany Zjednoczone.