O kontrakt wart nawet 500 mln zł biją się najwięksi gracze z branży drogowo-informatycznej: francuski Alcatel Lucent, austriacki Kapsch, spółka MyToll zawiązana przez Kulczyk Holding i austriacki Strabag, Stalexport-Autostrady, hiszpańska Sice oraz NDI z niemieckim Siemensem.

O prawo do udziału w przetargu stara się jeszcze IBM, który w pierwszym etapie procedury został wykluczony przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad za brak doświadczenia. Jego działania są jedną z przyczyn, dla których zaplanowany na kwiecień przetarg się opóźnia.

Nie ma także dokumentacji przetargowej.

– Dokumentacja przetargowa, która posłuży firmom do przygotowania ostatecznych ofert, jest na ukończeniu. Uczestnicy przetargu otrzymają ją najpóźniej w ciągu kilkunastu dni – mówi Marcin Hadaj, rzecznik GDDKiA.

Firmy, które starają się o udział w przetargu, oficjalnie zapewniają, że gotowe są podjąć się nierealnych terminów. Choć nie kryją, że są one bardzo napięte.

– Z punktu widzenia czasu realizacji inwestycji najlepiej byłoby dla firm startujących w przetargu, gdyby umowa została podpisana tydzień temu – mówi „DGP” Michael Gschnitzer, dyrektor w austriackiej firmie Kapsch.

Przedstawiciele innych firm, biorących udział w ciągnącym się już szósty miesiąc przetargiem, nieoficjalnie mówią, że Generalna Dyrekcja i resort infrastruktury powinny po prostu wyznaczyć nowy, późniejszy termin wprowadzenia elektronicznego myta.

– Zmarnowano pół roku, a na podpisanie kontraktu, wybudowanie i uruchomienie systemu pozostał już tylko rok. Na sukces nie ma już żadnych szans – mówi „DGP” członek zarządu jednego z uczestników przetargu.

Zwłaszcza że nawet jeśli koncerny rzeczywiście dostaną do końca czerwca specyfikację, to rozpoczęcie prac przy budowie systemu i tak możliwe będzie dopiero jesienią. I to jedynie pod warunkiem, że nie pojawią się protesty konkurencji.

Zgodnie z założeniem 1 lipca 2011 r. myto dla ciężarówek obejmie ok. 1,7 tys. km wszystkich autostrad i niektórych dróg ekspresowych.