Mądry rozwój infrastruktury transportowej i telekomunikacyjnej to jeden z istotnych warunków szybkiego wzrostu nowoczesnej gospodarki.

Truizmem jest stwierdzenie, że potrzebujemy więcej szybkich dróg i autostrad. Patrząc jednak na to, w jakim stanie są polskie drogi i jak idzie ich rozbudowa, trudno o tym nie przypominać. W równie opłakanym stanie, jeśli nie gorszym, są jednak tory kolejowe. Średnia prędkość towarowego transportu kolejowego w Polsce to zaledwie ok. 20 km/h. To zdecydowanie za mało, by Polska gospodarka była atrakcyjna, a zagraniczni inwestorzy patrzyli na nas przychylnym okiem.

Musimy jak najszybciej nadrobić te zaległości, ale w szale budowania nie wolno przesadzić. Poza liczbą kilometrów szybkich dróg liczy się także – a może przede wszystkim – ich jakość. Dziś stosunkowo łatwo jest budować kolejne kilometry dróg, bo korzystamy z pieniędzy unijnych, które płyną do nas szerokim strumieniem. Kiedy jednak za parę lat to źródło wyschnie, to drogi, które teraz zbudujemy, będziemy musieli utrzymać. Z podatków, czyli z własnej kieszeni. Jak fatalne może mieć to skutki, pokazuje przykład Hiszpanii, gdzie dzięki unijnemu finansowaniu wybudowano zbyt wiele autostrad i dróg szybkiego ruchu, a dziś jest problem z ich wykorzystaniem, bo brakuje pieniędzy, aby utrzymać je w odpowiedniej jakości.