Państwo sprawne w czasie żałoby okazało się bezsilne w kierowaniu koleją. Zapowiadana liberalizacja to czysta fikcja. Za nieudany eksperyment zapłacili pasażerowie i podatnicy. PKP Polskie Linie Kolejowe dotrzymały słowa – nie wpuściły wczoraj na swoje tory 48 pociągów InterRegio należących do PKP Przewozy Regionalne.

Kolej brnie w piramidę absurdów. Nie dość, że przewoźnicy nie potrafią się dogadać ze sobą, to jeszcze przestają wozić pasażerów.

Wczoraj z powodu długów jednej spółki kolejowej – Przewozów Regionalnych – wobec innej – zarządzających kolejową infrastrukturą PKP PLK – 48 pociągów nie wyjechało na tory. Co najmniej 20 tys. pasażerów zostało na peronach z biletami w rękach. Jakby tego było mało, przewoźnik w ogóle nie poinformował o dziurach w rozkładzie jazdy, bo do ostatniej chwili liczył, że uda mu się dogadać z PKP PLK. Koleje w Polsce nigdy nie były sprawne, ale wczorajsze zatory pokazały dodatkowo bezradność właściciela – państwa. Kolejarski bałagan sięgnął wczoraj dna. Spółki, do których polski podatnik dokłada rocznie ponad 1 mld zł, nie są w stanie wygenerować złotówki zysku. Kolejowy moloch nie potrafi nawet sprzedać swoich nieruchomości wycenianych na setki milionów złotych. Woli sięgać po pieniądze z budżetu państwa.