Prąd znów droższy

Pilotażowe instalacje CCS są bardzo drogie i zmniejszają sprawność przetwarzania węgla na prąd, bo żeby działać same, potrzebują mnóstwo energii elektrycznej.

– Koszt inwestycyjny instalacji CCS szacuje się na około 900 euro na 1 KW mocy, czyli na 900 mln euro w przypadku węglowego bloku energetycznego o mocy 1000 MW – mówi Bolesław Jankowski z zarządu firm EnergSys.

Dzisiaj zastosowanie technologii CCS na skalę przemysłową oznaczałoby niemal podwojenie kosztów inwestycji, bo budowa elektrowni o mocy 1000 MW bez CCS to koszt około 1,5 mld euro. Na skalę przemysłową jednak tych technologii się nie stosuje. Specjaliści oceniają, że będzie to możliwe dopiero po 2020 roku.

– Koszt wychwycenia CO2 powoduje wzrost ceny energii elektrycznej o 60–90 proc. zależnie od technologii – mówi dyrektor Jacek Piekacz.

Koszty CCS dodatkowo podnoszą wydatki na składowanie CO2 pod ziemią. Ministerstwo Środowiska w ocenie skutków regulacji projektowanej ustawy nie próbuje wycenić, ile to może kosztować. Powołując się na dane Komisji Europejskiej wskazuje tylko, że w Polsce można by tłoczyć rocznie pod ziemię 70–90 mln ton CO2, a koszty stosowania technologii CCS, też za KE, określa na 30–50 euro za 1 tonę składowanego CO2. Ocena generalna jest zaś taka, że przy podanych parametrach stosowanie technologii CCS może kosztować Polskę 2,1–4,5 mld euro rocznie.

Z ekonomicznego punktu widzenia stosowanie tej technologii byłoby zasadne, gdyby było tańsze niż zakup uprawnień do emisji CO2. W terminie możliwego komercyjnego zastosowania CCS, po 2020 roku, elektrownie, które obecnie dostają uprawnienia do emisji za darmo, mają je kupować w 100 proc. na aukcjach.

Dziesięć ustaw do zmiany

Po to, żeby podziemne składowanie CO2 stało się możliwe na skalę przemysłową, Sejm będzie musiał wykonać olbrzymią pracę legislacyjną. Zmiany wymaga prawo geologiczne i górnicze oraz dziewięć innych ustaw, m.in. prawo energetyczne i ustawa o odpadach. Na przeprowadzenie tych zmian zostało tylko 1,5 roku.