– Konsultant bankowy, który dzwoni do nas, najczęściej mówi, że ma dla nas wyjątkową ofertę, która w normalnych okolicznościach jest nie do uzyskania. Ale często jest to tylko prosty zabieg marketingowy – mówi Paweł Cymcyk z AZ Finanse.

Według ekspertów te specjalne oferty najczęściej nie odbiegają od tego, co na co dzień oferują klientom instytucje finansowe.

– Jedyna zaleta usług sprzedawanych przez telefon polega na tym, że np. przy kredytach gotówkowych czy kartach kredytowych nie trzeba składać specjalnego wniosku. Nie ma też całej procedury biurokratycznej związanej z udzieleniem kredytu – mówi Paweł Majtkowski z Finamo.

Jeśli więc rzeczywiście potrzebujemy nowej karty lub kredytu, to skorzystanie z telefonicznej oferty może ułatwić nam życie i skrócić czas uzyskania tego typu produktu.

Mimo że rozmowy z konsultantem są nagrywane, specjaliści radzą, aby żądać oferty na piśmie. W żadnym wypadku nie należy też decydować się na nowe usługi lub produkty bankowe pod presją czasu. Tymczasem sprzedawcy bankowi często twierdzą, że ich oferta jest ważna np. tylko do północy lub kończy się następnego dnia.

– Nie wolno podejmować decyzji pod wpływem impulsu i nagabywania przedstawiciela banku. Zawsze warto się zastanowić, czy rzeczywiście potrzebujemy nowych usług bankowych i spokojnie policzyć, ile nas to będzie kosztowało – uważa Michał Sadrak z Open Finance.

O tym, kto otrzyma taką telefoniczną ofertę, decyduje zwykle komputer.

– To on wybiera klientów, do których potem dzwonią konsultanci bankowi. Najczęściej są to osoby, które na przykład aktywnie korzystają z rachunku, ale nie mają żadnych produktów kredytowych – mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Za pośrednictwem telefonu oferowane są najczęściej produkty o wysokich marżach dla banków, a więc głównie kredyty gotówkowe i karty kredytowe. Jednak coraz częściej banki przez telefon starają się też sprzedawać także ubezpieczenia, jednostki funduszy inwestycyjnych czy lokaty bankowe.

– Gdy kończy się nam lokata, bank bardzo często bombarduje nas ofertami, gdzie zainwestować nasze pieniądze. Tak robi np. Polbank – mówi Paweł Majtkowski.