Ministerstwo Środowiska chce dopuścić w Polsce plantacje roślin genetycznie zmodyfikowanych. Sejmik województwa będzie jednak mógł ustanowić w gminach strefy wolne od upraw GMO, w których hodowla roślin genetycznie modyfikowanych będzie karana. Takie warunki przewidziano w projekcie nowej ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych, przygotowanej przez Ministerstwo Środowiska. Projekt znajduje się obecnie w uzgodnieniach międzyresortowych.

Zdecyduje samorząd

- Nasze stanowisko względem GMO jest negatywne, ale zgodne z przepisami UE - mówi wiceminister środowiska Maciej Trzeciak.

- Projekt nie rozwiązuje zasadniczych kwestii legislacyjnych, które były podstawą odrzucenia przez Komisję Europejską poprzedniego projektu ustawy. Nie ma żadnych danych naukowych uzasadniających dążenie do utworzenia z naszego kraju strefy wolnej od GMO - mówi prof. Tomasz Twardowski, prezes Polskiej Federacji Biotechnologii.

Zdaniem profesora Piotra Węgleńskiego, dyrektora Instytutu Genetyki i Biotechnologii UW, ustawa byłaby lepiej przyjęta, gdyby w preambule zawarte byłoby stwierdzenie, że inżynieria genetyczna jest metodą stosowaną od ponad 30 lat, która zaowocowała niezwykle ważnymi osiągnięciami w dziedzinie medycyny, chemii i biologii.

Tworzenie strefy wolnej od uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych należeć będzie do gminy, a konkretnie sejmików wojewódzkich. Od ich uchwały zależeć też będzie wielkość takiej strefy.

- Takie rozwiązanie może być furtką do wyłączenia Polski z możliwości uprawy GMO. Stanie się tak, jeśli wszystkie samorządy zdecydują, że ich obszar ma być wolny od upraw genetycznie modyfikowanych - twierdzi Andrzej Jerzmanowski, profesor Wydziału Biologii UW. Zdania tego nie podziela wiceminister środowiska.

- Ogłoszenie strefy wolnej od GMO będzie transparentnym ale też bardzo demokratycznym procesem - tłumaczy Maciej Trzeciak.

Przedstawiciele organizacji ekologicznych obawiają się jednak, że nawet wyznaczenie obszaru, na którym nie będzie możliwa uprawa GMO, nie uchroni roślin przez zanieczyszczeniem.

- Jeśli genetycznie modyfikowane organizmy pojawią się na terytorium Polski, to może nastąpić emigracja tych roślin do stref wolnych od GMO - tłumaczy Maciej Muskat, dyrektor Greenpeace Polska.

Zgoda inspektora i sąsiadów

Resort środowiska chce, aby każdy, kto chce rozpocząć uprawę GMO, musiał zgłosić swój zamiar na miesiąc przed wysiewem roślin. Plantator będzie miał obowiązek poinformować sąsiadów o swych planach, których sprzeciw uniemożliwi rozpoczęcie upraw.

- Wystarczyłoby, aby projekt rozpoczęcia uprawy oceniła odpowiednia agenda. W przeciwnym razie zawsze znajdzie się osoba, która bez żadnego uzasadnienia nie wyrazi zgody na sąsiednie funkcjonowanie tego typu plantacji - mówi profesor Andrzej Jerzmanowski.

Oznaczenie produktu

Ponadto projekt przewiduje, że hodowla GMO musi być otoczona pasem buforowym o szerokości kilkuset metrów. Za rozpoczęcie upraw bez zezwolenia przewidziana jest kara w wysokości co najmniej 3 tys. zł od hektara. Uprawa w wolnej strefie upoważni natomiast gminę do nałożenia zwielokrotnionych kar.

Na plantatorach ciążyć będzie obowiązek posiadania książki upraw roślin GMO. Widnieć ma w niej dokładny opis wszystkich podjętych działań.