Czy wymagany przez Ministerstwo Gospodarki model finansowy ma służyć do odrzucania wniosków przedsiębiorców o unijne dotacje – takie pytanie zadają sobie przedsiębiorcy, którzy chcą skorzystać z unijnej dotacji w ramach programu Innowacyjna Gospodarka. Model to nowy pomysł resortu na ułatwienie firmom dostępu do funduszy z UE. Przedsiębiorcy są jednak innego zdania. Uważają, że jest on niepotrzebny i komplikuje dostęp do funduszy unijnych.

Na razie model jest stosowany tylko w Działaniu 4.5 w programie Innowacyjna Gospodarka. To 1 mld euro unijnych dotacji dla największych inwestycji. Jednak Ministerstwo Gospodarki planuje zastosować go do innych typów dotacji w tym programie. Chodzi o Działanie 4.4, które zawiera największą unijną pulę wsparcia dla przedsiębiorców – ponad 1,4 mld euro. To obecnie jedne z najbardziej popularnych dotacji na inwestycje dla firm.

Co się nie podoba

– Na początku roku ministerstwo chciało, by model był stosowany w tym Działaniu 4.4. Po naszej interwencji wycofało się. Widać, że resort wrócił do swojego pomysłu – mówi Marzena Chmielewska z PKPP Lewiatan.

Co firmom nie podoba się w modelu finansowym? To że służy on do dokładnego prześwietlenia całej działalności przedsiębiorstwa. Wiąże się to z koniecznością podania setek szczegółowych danych, dotyczących finansowych aspektów funkcjonowania firmy. Model zastąpił w tym obszarze biznesplan. Chodzi nie tylko o planowane koszty czy zyski z inwestycji, która ma dostać dotację. W grę wchodzi także kilkadziesiąt rodzajów innych danych – często niemających nic wspólnego z projektem inwestycyjnym, np. ile firma planuje wydawać na znaczki pocztowe, usługi pralnicze, podróże zagraniczne.

– Wniosek mojej firmy może nie dostać unijnej dotacji tylko dlatego, że z modelu wyjdzie, że za dużo będziemy wydawać w 2011 roku na służbowe przejazdy taksówką – mówi GP przedstawiciel jednego z globalnych koncernów, który przygotowuje się do ubiegania się o unijną dotację.

W kryzysie prognozy niemożliwe

Przedsiębiorca musi pochwalić się wynikami sprzedaży wszystkich produktów i usług, które oferuje swoim kontrahentom. Wymagane jest także podanie zarobków w firmie w podziale na stanowiska. Najgorsze jednak – zdaniem przedsiębiorców – jest to, że wszystkie dane muszą być podane nawet na pięć lat do przodu.

– Dokonywanie takich prognoz w obecnych realiach jest absurdalne. Ciężko jest w okresie dekoniunktury i cięcia kosztów prognozować np. politykę szkoleniową na tak długi horyzont czasowy – mówi Ewa Rutczyńska z Accreo Taxand.

Samo MG nie ma sobie nic do zarzucenia w sprawie modelu finansowego. Z odpowiedzi na pytania, które skierowaliśmy do resortu, wynika, że jest to bardzo dobre narzędzie, które ułatwi życie zarówno przedsiębiorcom, jak i urzędnikom.

– Model finansowy został wprowadzony jako obligatoryjny element w Działaniu 4.5 ze względu na fakt, iż eksperci oceniający projekty przedkładane do dofinansowania w ramach tego działania niejednokrotnie mieli wątpliwości co do opłacalności przedsięwzięcia i zdolności wnioskodawcy do jego sfinansowania mimo załączonej promesy kredytowej oraz zwracali uwagę na niewystarczający zakres danych finansowych dostarczanych w dokumentacji aplikacyjnej w jej dotychczasowej formie, który nie umożliwia pełnej oceny kondycji finansowej wnioskodawcy, jak również rentowności projektu – tłumaczy ministerstwo.

– Nasz model nie wymaga podania większej ilości informacji od tych, których od przedsiębiorców ubiegających się o kredyt żądają banki – mówi GP Patrycja Zeszutek z Ministerstwa Gospodarki.

Dodaje, że stosowanie modelu ma zapobiec problemom firm z dokończeniem inwestycji, na które dostały unijne dotacje. Podkreśla, że model narzuca przedsiębiorcom konieczność myślenia strategicznego, które ma im pomóc określić, czy uda im się w pełni realizować inwestycję, na którą dostaną pieniądze z UE.