W kancelarii premiera Donalda Tuska od kliku tygodni leży projekt nowelizacji prawa energetycznego. Prace nad tą ustawą, która zawiera między innymi przepisy dostosowujące prawo do dyrektywy o bezpieczeństwie dostaw energii i wprowadzające obowiązek sprzedaży energii elektrycznej w trybie publicznym, blokuje spór kompetencyjny między Ministerstwem Gospodarki i Ministerstwem Skarbu Państwa. Chodzi o to, że w projekcie zapisano, że Ministerstwo Gospodarki przejmie kontrolę nad PSE Operator i Gaz-Systemem. Ministerstwo Skarbu Państwa jest przeciwne.

- Nie zgadzamy się z tym, ale dyskusja trwa i zobaczymy ,co z tego wyniknie - mówi Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa. Wyjaśnia, że resort nie akceptuje propozycji Ministerstwa Gospodarki przede wszystkim dlatego, że przyjęte w 2008 roku przez rząd założenia ustawy o nadzorze właścicielskim przewidują, że kontrolę nad spółkami państwowymi ma sprawować MSP, a wyjątki od tej reguły ma ustalać rząd.

Projekt ustaw nie trafił jeszcze do uzgodnień międzyresortowych, ale za brak nowelizacji prawa energetycznego już płacimy.

- Trzonem tej ustawy są przepisy wdrażające dyrektywę o bezpieczeństwie dostaw energii. A właśnie za jej niewdrożenie Polska została w ubiegłym tygodniu pozwana do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - mówi osoba prosząca o zachowanie anonimowości.

Spór ma przy tym większy zasięg niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Projekt zmiany prawa, który trafił do rządu, mówi wprawdzie o przejęciu przez resort gospodarki kontroli tylko nad PSE Operator i Gaz-Systemem, ale faktycznie ministerstwo wicepremiera Waldemara Pawlaka chce kontroli nad wszystkimi operatorami przesyłowymi.

- Ze względu na potrzebę dostosowania ustawy Prawo energetyczne do rozwiązań przewidzianych w unijnym trzecim pakiecie liberalizacyjnym konieczne jest przejęcie przez ministra gospodarki nadzoru właścicielskiego nad operatorami systemów przesyłowych PSE-Operator, Gaz-Systemem, OLPP oraz PERN Przyjaźń - mówi Henryk Majchrzak, dyrektor Departamentu Energetyki Ministerstwa Gospodarki.

To może doprowadzić do kolejnych sporów kompetencyjnych. Nie jest na przykład przesądzone, jakie faktycznie będą nowe kompetencje Urzędu Regulacji Energetyki. Jeden z nowych przepisów stanowi, że regulator miałby zasięgać opinii ministra gospodarki, podejmując decyzję w sprawie ochrony odbiorców energii. Regulator tego nie chce.

- To się nie broni prawnie i nie godzimy się na to. W ramach współdziałania organów administracji publicznej nie może być tak, żeby organ podległy nadzorowi innego organu, czyli w tym przypadku prezes URE podlegający nadzorowi ministra gospodarki, pytał się o zdanie nadzorującego, jaką decyzję ma wydać - mówi Mariusz Swora, prezes URE.