Jeśli sprawdzą się zapowiedzi rządu w listopadzie tego roku, Giełda Papierów Wartościowych zadebiutuje na warszawskim parkiecie i dołączy do szacownego grona innych notowanych giełd. Od tego momentu jej prezes Ludwik Sobolewski będzie mógł jednym tchem wymieniać obok GPW np. NYSE Euronext, operatora giełd w USA i Europie, London Stock Exchange, jeden z najważniejszych rynków kapitałowych świata czy niemiecką Deutsche Boerse. Ciekawe, czy poza samym upublicznieniem spółki z taką samą satysfakcją będzie porównywał notowania akcji, bo ich kursy od początku roku spadły o kilkadziesiąt procent, a perspektywy rynków finansowych i kapitałowych na razie się nie poprawiają.

Okazuje się, że Ministerstwo Skarbu ponownie nie wykorzystało szansy na sprzedaż akcji w czasie dla GPW najlepszym.

Ale nawet jeśli jej notowania nie spełnią oczekiwań nowych akcjonariuszy, warto będzie z rozwagą i dystansem wyrażać opinie o już notowanej giełdzie. Nie wiadomo, jak zareaguje na słowa krytyki powołana przez Ludwika Sobolewskiego Rada Edukacji i Ładu Informacyjnego.

Oferta warszawskiej giełdy to też dobry przykład jak prywatyzować, żeby nie sprywatyzować. Owszem, rząd sprzeda większościowy pakiet akcji, ale odebranie części przyszłych akcjonariuszy prawa wykonywania głosów z kupionych papierów w zamian za wyższą dywidendę sprawi, że i tak Skarb Państwa będzie firmę kontrolował.

Podobno ten mechanizm ma przekonać właścicieli innych regionalnych giełd, które mogą stać się celem przejęcia, że giełda polska jest prywatna i nie muszą obawiać się, że pośrednio to polski rząd przejmie kontrolę nad częścią systemu gospodarczego innego państwa. Może taka pseudoprywatyzacja sprawdzi się w przypadku mało znaczących parkietów. Większe mogą bronić się przed przejęciem tak samo jak teraz GPW.