Największe miasta zaczynają borykać się z problemem coraz szybszego wzrostu cen w przetargach. Wzrost inwestycji nasili się pod koniec tego i w następnym roku, bo ruszą zablokowane obecnie projekty. Miasta będą musiały znaleźć nawet 10 mld zł oszczędności. W grę wchodzi powtarzanie przetargów i cięcie inwestycji.
Realizacja ambitnych planów inwestycyjnych największych polskich miast staje się coraz bardziej nierealna. Samorządy, kuszone wizją pozyskania setek milionów złotych z funduszy unijnych oraz potrzebami na Euro 2012, zaplanowały na najbliższe lata rekordową liczbę inwestycji. Z szacunków GP wynika, że może im zabraknąć na nie nawet 10 mld zł.

Coraz drożej

Pierwszy problem już jest - w Warszawie. Władze miasta w krótkim czasie rozstrzygnęły kilka dużych przetargów. Okazało się, że oferty złożone przez firmy budowlane znacznie przekraczają możliwości finansowe stolicy. Najbardziej spektakularnym przykładem jest budowa centralnego odcinka drugiej nitki metra. Miasto zaplanowało, że wyda na ten cel prawie 3 mld zł. Najtańsza oferta opiewa na prawie 6 mld zł.
Takie przykłady można mnożyć. Nowy stadion stołecznej Legii miał kosztować 360 mln zł, a oferty złożone w przetargu opiewają na od 450 do 620 mln zł. Poznański aquapark - Termy Maltańskie - początkowo miał kosztować 200 mln zł, potem 244 mln zł. Tymczasem wykonawcy zażądali od 270 do 450 mln zł.
- Samorządy same stawiają się pod murem, twierdząc, że dana inwestycja musi zostać zrealizowana na Euro 2012. Firmy budowlane korzystają z tego. Jeśli coś ma powstać szybko, to trzeba za to więcej zapłacić - uważa Adrian Furgalski z zespołu doradców TOR.
Efektem wzrostu cen, który do tej pory był bolączką drogowców, będzie szukanie oszczędności. Można to zrobić przez przetargi, co jednak opóźnia inwestycje, albo też przez rezygnację z części planowanych przedsięwzięć.
- Przy rosnących cenach istnieje realne prawdopodobieństwo cięć w planach inwestycyjnych - mówi GP Krzysztof Rudziński, dyrektor wydziału programów rozwojowych w gdańskim magistracie.
Dodaje, że ceny nie rosną bez przyczyny. Na rynku jest tak duży popyt na usługi budowlane, że nie nadąża za nim podaż. Do tego dochodzi wzrost cen materiałów oraz ryzyka (np. walutowego), co powoduje, że firmy coraz drożej liczą za swoje usługi.
- Polski rynek jest płytki. Jest na nim tylko kilkanaście firm, które są w stanie podjąć się realizacji dużych inwestycji infrastrukturalnych. Do tego mają one portfele pełne zamówień, co powoduje, że mogą przebierać w ofertach - ocenia Andrzej Maciejewski z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Sytuacja pogorszy się pod koniec roku. Wówczas znikną problemy z prawem ochrony środowiska, które blokują inwestycje w całym kraju. Na prawie rok zahamowały one większość inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Dodatkowo także w tym czasie pełną parą ruszy dostęp do funduszy unijnych na lata 2007-2013. Miasta tylko na to czekają.

Cięcie planów

- Przygotowujemy się do zmian w budżecie i przesunięcia na przyszły rok środków na modernizację ulicy Struga, prowadzącej w kierunku Stargardu Szczecińskiego - mówi Piotr Lewandowski z Urzędu Miasta Szczecin.
Dodaje, że samorząd jest przygotowany do rozpoczęcia prac na najważniejszej trasie wylotowej z miasta, ale musi czekać, bo nie ma zagwarantowanej dotacji z UE. W Szczecinie z tego samego powodu stoją m.in. budowa obwodnicy śródmiejskiej czy Trasy Północnej.
Pod koniec roku z dużymi inwestycjami chce także ruszyć Łódź. Według Włodzimierza Tomaszewskiego, wiceprezydenta Łodzi, wówczas ruszą przetargi m.in. na budowę terminalu w porcie lotniczym czy inkubatora naukowo-technologicznego. Podobnie będzie w innych miastach, które w 2009 roku będą starały się nadrobić stracony czas.
- Jeśli w krótkim czasie uruchomimy wszystkie inwestycje na Euro 2012, to może zabraknąć wykonawców - ocenia Kazimierz Skałecki, zastępca dyrektora ds. inwestycji w poznańskim Zarządzie Dróg Miejskich.
Nie wolno zapominać, że z powodu prawa ochrony środowiska stoi budowa autostrad, dróg ekspresowych czy linii kolejowych.
- Pod koniec roku ruszą pierwsze z tych inwestycji. W jednym czasie zostanie uruchomiona duża liczba zamówień, co doprowadzi do gwałtownego wzrostu popytu na materiały budowlane i pracowników. Efekt? Dalszy wzrost cen - podkreśla Adrian Furgalski.

Mityczni Chińczycy

Krzysztof Rudziński ocenia, że najbardziej dokuczliwy będzie brak rąk do pracy.
- W Gdańsku stopa bezrobocia wynosi poniżej 3 proc. To pokazuje, że nie będzie miał kto pracować na budowach - mówi.
Zapytany przez GP o wyjście z tej sytuacji Cezary Grabarczyk, minister infrastruktury, mówi o tym samym co jego poprzednik Jerzy Polaczek. Ratunkiem ma być zaproszenie do Polski firm z Dalekiego Wschodu i USA.
- Chcemy poszerzyć rynek wykonawców o firmy, które nie są obecne w Polsce - mówi minister.
Wzrost inwestycji nasili się pod koniec tego i w następnym roku, bo ruszą zablokowane obecnie projekty / ST