Komisja Europejska chce, aby w 2020 roku 10 proc. zużywanych w naszym kraju paliw stanowiły biopaliwa. Jednak Krajowa Izba Biopaliw liczy, że wykorzystanie biopaliw w naszym kraju będzie znacznie większe i faktycznie co czwarty litr paliwa tankowany na stacji zastąpimy biopaliwem. Jeśli się to nam uda, będziemy mogli radykalnie zmniejszyć nasze uzależnienie od Rosji w zakresie dostaw ropy naftowej. Krajowa Izba Biopaliw szacuje, że zapotrzebowanie na ropę spadnie nawet o około 1/3. Niższe będą też wydatki na jej zakup, i to o co najmniej 7,5 mld zł w skali roku. Jak podkreśla Henryk Zamojski, wiceprezes Krajowej Izby Biopaliw (KIB), to realny scenariusz, który wynika z realizacji obowiązujących i proponowanych przez UE harmonogramów wykorzystania paliw zawierających biokomponenty.

- W 2020 roku rocznie zużywać będziemy 9,7 mln ton oleju napędowego oraz 4,1 mln ton benzyny. Żeby wyprodukować w sumie blisko 14 mln ton paliw, potrzeba około 28 mln ton ropy. Dzięki biopaliwom możemy zmniejszyć ilość potrzebnej nam ropy o co najmniej 7 mln ton. Tyle byłoby jej bowiem potrzeba do produkcji 3,5 mln ton paliw, które za 11 lat zastąpią biopaliwa - tłumaczy Henryk Zamojski.

Według niego produkcja biopaliw w Polsce w 2020 roku na poziomie 3,5 mln ton to minimum, choć aby sprostać propozycji KE, powinniśmy zużywać jedynie ok. 2 mln ton.

- Liczymy się jednak z tym, że jak do powszechnego użytku wejdą paliwa E85 i E95 oraz biopaliwa drugiej generacji, to zużycie biopaliw będzie nawet dwa razy większe. Wówczas moglibyśmy ograniczyć import o blisko 30 proc. - wyjaśnia.

- Zwiększona produkcja biopaliw pozwoli również zwiększyć zatrudnienie w tym sektorze o 80-100 tys. nowych miejsc pracy - podkreśla nasz rozmówca.

KIB szacuje, że wydatki na zakup ropy naftowej już w 2011 roku mogłyby spaść o około 3 mld zł. W 2020 roku oszczędności byłyby już co najmniej 2,5 razy większe. Ograniczenie przerobu ropy wpłynęłoby również na obniżenie emisji CO2.

Eksperci studzą jednak takie optymistyczne wizje.

- To długookresowa perspektywa obarczona wieloma niewiadomymi - twierdzi Adam Walski, analityk z BGŻ.

Jego zdaniem, aby polska gospodarka zyskała na takim scenariuszu, potrzebne byłyby regulacje, które promowałyby biopaliwa pochodzenia rzepakowego, na którym bazuje polskie rolnictwo.

- Obecnie znacznie bardziej opłacalne są biopaliwa na bazie etanolu z trzciny cukrowej czy estrów z oleju sojowego i palmowego, sprowadzanych spoza UE - wyjaśnia.