Uwielbiamy prognozować. Jako inwestorzy, ekonomiści i wreszcie zwykli ludzie zajmujemy się prognozowaniem w bardzo wielu aspektach rzeczywistości. Każda nasza prognoza to próba okiełznania niepewnej przyszłości.

Na rynku finansowym prognozowanie ma dodatkowy wymiar. Wydaje nam się, że od tego, czy będziemy w stanie przewidzieć poziom indeksu - za tydzień, miesiąc, rok - może zależeć poziom naszego portfela. W opinii większości, jeśli będziemy w stanie przewidzieć wysokość inflacji, przyszłych zysków spółek, zachowanie się gospodarki, to również będziemy wiedzieli, co stanie się z rynkami - akcji, obligacji, surowców. Brutalna rzeczywistość weryfikuje te marzenia - nie istnieją osoby zajmujące się rynkiem systematycznie dowodzące skuteczności swoich prognoz. Wręcz przeciwnie, co jakiś czas analizując opinie i wypowiedzi ludzi związanych z rynkiem, jesteśmy w stanie wykazać ich katastrofalne pomyłki. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację sprzed roku - gdy indeksy akcji biły kolejne rekordy. Większość wypowiedzi sugerowała, że hossa nie ma prawa się skończyć. Zmasowane reklamy funduszy inwestycyjnych potwierdzały to przekonanie w inwestorach. Coraz wyższe wyceny spółki Toora na GPW tuż przed jej upadkiem, podobna sytuacja w przypadku Bear Sterns niedługo przed wybuchem kryzysu sub-prime, to jedne z wielu przykładów, gdzie opinie analityków uważanych za ekspertów i przez laików, jak i osoby z branży były nic niewarte.

W zdecydowanej większości prognozy odzwierciedlają sytuację na rynku. Potwierdzają to liczne badania, w tym Jamesa Montiera z Dresdner Kleinwort Wasserstein. Montier wykazał, że analitycy w prognozach dotyczących wyników przedsiębiorstw podążają za faktycznymi zmianami. W żadnym wypadku w okresie 1986-2006 nie udało się analitykom przewidzieć punktów zwrotnych - ani na indeksach akcji, ani w poziomie rentowności obligacji, ani zysków przedsiębiorstw. Praktycznie każdorazowo, gdy rynek bije nowe rekordy - wzrostów lub spadków - są przekonani o trwałości trendu. Dopiero gdy zmiana nastąpi, oni również zmieniają swoje przyszłe oczekiwania.

Prognozy nie są więc prognozami, tylko opóźnionym w czasie odbiciem istniejącej rzeczywistości. Nie ma w tym nic zaskakującego - ludzie potrzebują prognoz. I są przekonani o ich poprawności. Po fakcie próbują znaleźć argumenty pokazujące, że mieli rację wcześniej. W szczególności dotyczy to ekspertów różnych branż. Ta iluzja wiedzy prowadzi do przesadnej wiary we własne zdolności prognostyczne. Z badań prowadzonych przez Montiera wynika, że 68-75 proc. zarządzających i analityków sądzi, że trafność ich prognoz jest wyższa od średniej. Prawda, niestety, jest brutalna - są konsekwentnie nieskuteczni. Mimo to żyjemy prognozami i ich oczekujemy. Bez nich media finansowe straciłyby mnóstwo materiału do wypełnienia.