Wdrożenie pakietu klimatyczno-energetycznego w wersji proponowanej przez Komisję Europejską kosztowałoby Polskę ponad 100 mld zł. Zmiany w systemie energetycznym narzucają ograniczenie emisji dwutlenku węgla (CO2), zwiększenie wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych oraz ograniczenie zużycia energii ogółem (tzw. 3x20).

Polska nie neguje konieczności wprowadzenia zmian w systemie energetycznym, ale na innych zasadach niż przedstawione przez UE. Jeśli pakiet wszedłby w życie bez zmian, to grozi nam wysoki wzrost cen energii, a co za tym idzie wzrost kosztów produkcji w całej gospodarce. W konsekwencji spowolnienie wzrostu gospodarczego.

Kosztowna rewolucja

Za same uprawnienia do emisji CO2 energetyka musiałaby od 2013 roku płacić co najmniej 5 mld euro rocznie, czyli około 17,5 mld złotych, inwestycje w energetykę odnawialną pochłonęłyby ok. 60 mld zł, a wdrożenie ustawy o efektywności energetycznej to koszt szacowany na około 20 mld zł. Polska chce złagodzenia systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 i zmniejszenia obowiązkowego udziału energii ze źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii.

Na przeforsowanie naszych koncepcji nie ma zbyt wiele czasu. Francja, obejmująca w lipcu prezydencję, będzie chciała, żeby do końca roku zostały zatwierdzone założenia pakietu, co każe się spodziewać, że właściwe dyrektywy mogą być uchwalone już na początku 2009 roku.

Nie tylko Polska krytykuje pakiet - dlatego szukamy w Europie sojuszników, państw, których energetyka także oparta jest przede wszystkim na węglu i dla których pakiet w proponowanej postaci również oznacza ogromne koszty. Już za kilka dni okaże się, na kogo możemy liczyć.

- Pierwszym sprawdzianem intencji państw członkowskich w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego na poziomie ministerialnym będą wyniki obrad Rady Środowiska Rady Unii Europejskiej, której posiedzenie odbędzie się pod koniec tygodnia w Luksemburgu. - mówi Mikołaj Budzanowski, dyrektor departamentu ds. zmian klimatu Ministerstwa Środowiska.

Tam ministrowie środowiska zaprezentują swoje stanowiska.

- Możemy liczyć teraz na wszystkie nowe państwa członkowskie, co, gdyby zawiodły argumenty, dałoby mniejszość blokującą przyjęcie projektów dyrektyw w Radzie UE. Negocjacje będą jednak trwały jeszcze do końca roku i trudno przesądzić, co się wydarzy - mówi Mikołaj Budzanowski.

Na aukcjach wygrają bogatsi

Kluczowa sprawa to handel uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Komisja proponuje, żeby od 2013 roku energetyka obowiązkowo kupowała 100 proc. uprawnień do emisji CO2 na aukcjach.

- Proponujemy, żeby energetyka była potraktowana tak samo jak inne sektory, czyli żeby do obowiązku zakupu 100 proc. uprawnień dochodziła stopniowo do 2020 roku. Wprowadzenie obowiązku w 2013 roku oznaczałoby dyskryminację tego sektora i konieczność wydawania około 5 mld euro rocznie na zakup uprawnień - wyjaśnia dyrektor Budzanowski.

Problem polega na tym, że ponad 90 proc. energii Polska produkuje z węgla, co oznacza wysoką emisję CO2. Elektrownie musiałyby kupować olbrzymie ilości uprawnień.

- Koncerny zachodnie są bogate i zapłacą za pozwolenia tyle, ile będzie trzeba, żeby światło w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Hiszpanii nie zgasło. Tym krajom będzie łatwiej, bo zależność ich energetyki od węgla jest średnio na poziomie 40 proc. polskiej - mówi prof. Krzysztof Żmijewski, ekspert ds. energetyki.

Jeśli nawet krajowe elektrownie wygrają w przetargach, to konieczność zakupu uprawnień wywoła niebotyczny wzrost cen energii.

- Trzeba bić na alarm, bo w przypadku obowiązku zakupu 100 proc. uprawnień przy cenie 30 euro w 2013 roku przeciętny odbiorca indywidualny musi się liczyć ze wzrostem płatności za energię elektryczną z obecnych 400-450 zł do 900 zł rocznie w 2013 roku - mówi Janusz Moroz, członek zarządu RWE Stoen.

Atrakcyjność Polski spadnie

Droga energia to problem przemysłu, który w Polsce zużywa ok. 40 proc. energii elektrycznej. Rosną obawy, że wdrożenie pakietu spowoduje odpływ kapitału z Polski do mniej brudnych krajów.

- Nas nie martwi to, że cena energii rośnie, ale to, że rośnie tylko na obszarze UE - która emituje około 20 proc. CO2 w skali świata - a nie rośnie w Chinach, USA, Australii czy Indiach. Jak konkurować w takich warunkach - mówi Henryk Kaliś, pełnomocnik zarządu w ZGH Bolesław.

Istotne znaczenie ma także ostateczne rozwiązanie w sprawie zielonej energii. Im większy udział w zużyciu ogółem, tym trudniej osiągalny.

- Podtrzymujemy, że cel 15-proc. udziału jest wręcz niemożliwy do zrealizowania. Zgodnie z polską polityką ekologiczną możliwe do osiągnięcia jest 14 proc. - mówi Mikołaj Budzanowski.

Ministerstwo Gospodarki do tej pory twierdziło, że możliwe jest osiągnięcie 11-13 proc. udziału energii ze źródeł odnawialnych. Oficjalne stanowisko Polski nie zawiera podobno żadnej konkretnej liczby i to ma ułatwić negocjacje.

- 15 proc. energii zielonej w 2020 roku to byłaby prawdziwa rewolucja. Aby Polska mogła sprostać wymaganiom, musimy ponieść olbrzymie nakłady inwestycyjne. PGE planuje do 2012 roku zainwestować do 8 mld złotych w produkcję energii zielonej. Jednak jakie będzie tempo rozwoju energetyki odnawialnej, zależy w dużej mierze od wsparcia regulatora. W Niemczech jej rozwój był możliwy tylko dzięki subsydiowaniu przez państwo - mówi Paweł Urbański, prezes PGE.

OPINIA

DARIUSZ LUBERA

prezes zarządu Tauron Polska Energia

Nowelizacja dyrektywy o systemie handlu emisjami przewidująca dla energetyki otwarte aukcje, jako jedyny sposób uzyskania potrzebnych uprawnień do emisji CO2, może sprawić, że drastycznie wzrosną koszty w firmach energetycznych, a co za tym idzie ceny energii. Stanie się tak, bo w skali całej Unii możliwych do kupienia będzie mniej uprawnień niż wynika to z zapotrzebowania europejskiego przemysłu. Jeśli do polskiej aukcji przystąpią także znacznie bogatsze koncerny z zachodniej Europy, łatwo domyślić się, kto wygra licytację i kupi potrzebne pozwolenia, a dla kogo ich zabraknie i kto w konsekwencji zapłaci karę bądź zaprzestanie produkcji. Skutkiem będzie ograniczenie konkurencyjności całej polskiej gospodarki, gwałtowny wzrost wydatków gospodarstw domowych na energię i zablokowanie procesów inwestycyjnych.