Przedstawiciele branży motoryzacyjnej liczą, że w tym roku Polacy kupią około 320-340 tys. aut. Oznaczałoby to wzrost sprzedaży o około 15 proc. w stosunku do 2007 roku, w którym sprzedano 293 tys. aut.

To istotna zmiana w stosunku do prognoz z początku roku. Wtedy szacunki mówiły o wzroście rynku na poziomie 10 proc.

Możliwa korekta

Wielu obserwatorów zwraca jednak uwagę, że po dobrym początku roku kolejne miesiące były już słabsze.

- Sprzedaż w marcu i kwietniu nie nastrajała nas już tak optymistycznie jak wyniki lutego. Sprzedaż prawdopodobnie sięgnie poziomu około 325 tys. sztuk - mówi Jerzy Krężlewski, dyrektor działu marketingu Volkswagena.

Bardziej optymistyczni są przedstawiciele Skody, którzy jeszcze na początku roku bardzo ostrożnie szacowali tegoroczne możliwości krajowego rynku.

- Spodziewamy się nawet 340 tys. sprzedanych aut - mówi Sebastian Szczęsny, rzecznik firmy.

Podobne szacunki prezentuje Instytut Badania Rynku Motoryzacyjnego Samar. Wojciech Drzewiecki, szef Samaru, zastrzega jednak, że prognozy mogą ulec zmianie.

- Na razie nie wprowadzamy korekty, chociaż pojawia się ostrzeżenie, że taka korekta może mieć miejsce, bo dynamika wzrostu szybko spada - mówi Wojciech Drzewiecki.

Styczeń i luty były dla salonów rewelacyjne - odpowiednio 25 i 28 proc. wzrostu, ale już w marcu było to zaledwie 7,9 proc. Kwiecień przyniósł wzrost na poziomie 11 proc.

- Klienci indywidualnie przestali odwiedzać salony, a na zakupy przedsiębiorców trzeba poczekać do II połowy roku - wyjaśnia Wojciech Drzewiecki.

Tłumaczy, że mniejszy popyt ze strony klientów indywidualnych to efekt między innymi wzrostu cen paliw, rosnącego oprocentowania kredytów oraz tego, że część potencjalnych klientów poniosła straty w związku z sytuacją na giełdzie i mniejszymi zyskami z inwestycji, np. w fundusze inwestycyjne, co skutkuje ograniczeniem możliwości finansowych.

Istotny problem to rosnący import samochodów, które stanowią istotną konkurencję dla oferty nowych aut. Sprowadzaniu z zagranicy sprzyja przede wszystkim silny złoty. Z tego samego powodu klienci polskich salonów spodziewają się obniżek cen na nowe auta.

- Jeśli dynamika wzrostu importu aut utrzyma się, to w tym roku przybędzie ich około1,2 mln sztuk - prognozuje Jerzy Krężlewski.

O ile wzrost sprzedaży aut nowych słabnie, to import rośnie. W styczniu importerzy sprowadzili nieco mniej aut niż rok wcześniej, potem wyniki były już coraz lepsze. Tylko w kwietniu import wzrósł o 38 proc., a granice Polski przejechało rekordowe 108 tys. aut. Co ważne - są to samochody coraz młodsze. W styczniu udział samochodów w wieku do czterech lat wynosił 9,5 proc., a w kwietniu już 10,5 proc. Łączne dane za I kwartał tego roku pokazują, że do polski trafiło w ramach importu prywatnego niemal 7,1 tys. aut wyprodukowanych w 2007 lub 2008 roku.

Import szkodzi dealerom

- Wraz ze wzrostem świadomości klientów co do możliwości zakupu samochodów w innych krajach UE sprzedaż aut nowych w oficjalnych sieciach dealerskich w Polsce będzie spadać - mówi Bartłomiej Daniluk z firmy Market Analyst & Creative Studio.

Przypomina, że kolejny raport Komisji Europejskiej pokazał, że wiele modeli można kupić za granicą taniej niż w Polsce. Dotyczy to szczególnie pojazdów droższych, lepiej wyposażonych, a szczególnie popularnych ostatnio SUV-ów, gdzie te różnice sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Wygląda więc na to, że dealerzy będą musieli zacząć bardziej uwzględniać fakt umacniania się naszej waluty. Już teraz mamy pierwsze tego typu sygnały, np. w przypadku Toyoty, która obniżyła ceny o około 10 proc. Coraz łatwiej też w salonach dostać dodatkowe wyposażenie w cenie lub upust, bo dealerzy za auta (w przeliczeniu na złotówki) płacą coraz mniej.

Walka o pozycję

Rywalizacja o pozycję w rankingach jest ostra. Toyota zapowiada, że utrzyma pozycję lidera rynku.

- Będziemy chcieli w tym roku osiągnąć sprzedaż na poziomie 40 tys. aut - mówi Robert Mularczyk z Toyoty.

Główny konkurent, czyli Skoda, nie zdradza swoich planów, ale po słabym I kwartale (spadek sprzedaży o ponad 1 proc.) w kwietniu sprzedała już ponad 3 tys. aut.

- To efekt wprowadzenia do sprzedaży w lutym Fabii Kombi. Taka wersja stanowi około 40 proc. tego modelu - mówi Sebastian Szczęsny.

Najciekawsza będzie rywalizacja między Citroenem a Hondą (planującą sprzedaż 15,5 tys. aut), czyli o dziewiątą pozycję wśród największych sprzedawców aut, i o kolejne pozycje w drugiej dziesiątce rankingów. Wygląda na to, że na koniec roku 11 pozycję utrzyma KIA, która planuje sprzedaż 12 tys. aut.

- Skorygowaliśmy nasze prognozy w górę, głównie ze względu na sprzedaż modelu cee'd, która wynosi około 700 sztuk miesięcznie - mówi Monika Krzesak, rzecznik KIA.

O dwunaste miejsce rywalizują Hyundai i Seat, które zgodnie zakładają sprzedaż na poziomie około 10 tys. aut. Dla tej pierwszej firmy taki wynik oznacza niemal dwukrotny wzrost sprzedaży. W kwietniu Hyundai kupił około 900 klientów. Podobny wynik, czyli około 10 tys. aut osobowych, może uzyskać też Nissan.

- Chcemy sprzedać około 13,5 tys. sztuk aut - mówi Michał Maske, rzecznik Nissana.

Te dane uwzględniają jednak również sprzedaż Nawarry, która jest uznawana za samochód ciężarowy.

SZERSZA PERSPEKTYWA - ŚWIAT

Z danych Stowarzyszenia Europejskich Producentów Samochodów ACEA wynika, że w kwietniu zarejestrowano 1 421 mln samochodów osobowych, czyli o 9,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Najwięcej aut, bo 318 tys. sprzedano w Niemczech, co oznacza wzrost o 20 proc. Na drugiej pozycji znalazły się Włochy ze sprzedażą 202 tys. aut, co jest jednak wynikiem o 3 proc. gorszym niż uzyskany rok wcześniej. W tej sytuacji Włochów gonią Francuzi, którzy w kwietniu kupili o 15 proc. więcej aut, czyli niemal 199 tys. Polska z wynikiem nieco ponad 28 tys. jest na dziewiątej pozycji, a 11-proc. dynamika nie imponuje na tle Europy. Pod tym względem liderem jest rynek litewski (66 proc. wzrostu). Na pozycji drugiej notowana jest Słowacja, gdzie zarejestrowano o 37 proc. aut więcej, a na trzeciej - Norwegia z wynikiem o 32,2 proc. wyższym.