Według Ministerstwa Rozwoju Regionalnego zaliczki dla firm korzystających z unijnych dotacji miały w okresie utrudnionego dostępu do kredytów umożliwić pozyskanie pieniędzy na inwestycje. Rozporządzenie, które weszło w życie 12 lutego 2009 r., pozostaje martwe. W przypadku niektórych rodzajów dotacji firmy będą musiały czekać nawet do końca roku. Nie udało się wypracować procedur i urzędnicy nie wiedzą, jak zaoferować zaliczki.

Wsparcie dla firm znajduje się w programie Innowacyjna Gospodarka i w regionalnych programach operacyjnych. Cześć regionów nie zamierza jednak wykorzystywać tego rozwiązania.

- Zarząd województwa nie zdecydował się na wprowadzenie zaliczek - mówi Przemysław Maćkowiak z wielkopolskiego urzędu marszałkowskiego.

Dodaje, że przedsiębiorcy nie zgłaszali zapotrzebowania na ten instrument. Pozostałe województwa są na etapie rozważań, co z zaliczkami zrobić.

- Analizujemy sytuację. Do 15 kwietnia powinna zapaść decyzja - mówi Ireneusz Ratusznik, dyrektor departamentu RPO z dolnośląskiego urzędu marszałkowskiego.

Dolny Śląsk w najszerszym stopniu wykorzystuje zaliczkowanie inwestycji w przypadku samorządów i projektów infrastrukturalnych.

Przygotowanie procedur może zająć ponad pół roku. Największe problemy były związane z zabezpieczaniem wypłaty środków.

Z naszych informacji wynika, że zasady zostały już opracowane i czekają na zatwierdzenie przez resorty gospodarki i rozwoju regionalnego. Nadal jednak nie wiadomo, kiedy z zaliczek będą mogli skorzystać pierwsi przedsiębiorcy.

5 regionów wypłaca obecnie zaliczki dla samorządów sięgających po środki unijne. W przypadku firm nie robi tego żadne województwo