W mediach regularnie pojawiają się relacje niezadowolonych z franczyzy przedsiębiorców. Schemat medialnych utyskiwań jest z reguły podobny: osoba szukająca zatrudnienia decydowała się na poprowadzenie biznesu w ramach franczyzy, lecz po kilku miesiącach, czasem latach, orientowała się, że nie może liczyć na zarobek, a jedynie traci pieniądze. Franczyzodawca – duża sieć – z reguły zaś nie interesowała się losem franczyzobiorcy, lecz bezwzględnie domagała się wywiązywania się ze świadczeń, najczęściej po prostu płacenia za dalszą współpracę lub zapłaty określonych w umowie kar umownych.

Propozycje zmian

Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości przyznają, że rynek franczyzy w Polsce przypomina wolnoamerykankę. I tak jak większość franczyzodawców postępuje uczciwie, tak zdarzają się podmioty de facto wykorzystujące swą pozycję ekonomiczną w relacjach z najdrobniejszymi przedsiębiorcami. Stąd pomysł, by kwestię uregulować. Uznano jednak, że zanim powstaną przepisy, warto zgłębić temat. Wskutek tego na zlecenie Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości powstał raport „Faktyczna nierówność stron umowy franczyzy w Polsce”. W nim zaś czytamy, że „wzrastająca popularność umów franczyzy w Polsce, skala osób zaangażowanych w rynek franczyzowy, perspektywy dalszego rozwoju sieci franczyzowych, jak i ujawniające się dysfunkcje wynikające m.in. z dysproporcji stron stosunku prawnego franczyzy, nieprzygotowanie niektórych sieci do dystrybucji sukcesu, niewątpliwie stanowią czynniki przemawiające za uregulowaniem tego zagadnienia w ustawie”.

Franczyza w Polsce

Franczyza w Polsce

źródło: DGP

– Moim zdaniem potrzebna jest ustawowa regulacja rynku franczyzy w Polsce. Niektóre złe praktyki sieci franczyzowych, jak np. brak należytej informacji o franczyzie, należałoby zdefiniować jako czyny nieuczciwej konkurencji. Najistotniejszą propozycją jest jednak powierzenie prezesowi UOKiK ochrony zbiorowych interesów franczyzobiorców na wzór już istniejącego modelu ochrony zbiorowych interesów konsumentów – mówi DGP prof. Rafał Adamus z Uniwersytetu Opolskiego, autor raportu dla IWS.

Ekspert uważa również, że niezbędne jest określenie limitu wynagrodzenia wstępnego, czyli zapłaty, którą franczyzobiorca uiszcza już na wstępie. Robocza propozycja Adamusa zakłada, że organizator sieci nie powinien pobierać wynagrodzenia wstępnego w kwocie wyższej niż wynagrodzenie za okres gospodarczy równy trzem miesiącom. A przeciwne postanowienie umowne byłoby z mocy prawa nieważne.

Profesor Adamus twierdzi bowiem, że w praktyce znane są przypadki, gdy właściciele mniejszych marek żądali wysokiej opłaty wstępnej za franczyzę, po czym zostawiali franczyzobiorców na lodzie, porzucając tę markę. – Pomysł limitowania wysokości opłaty wstępnej ma przede wszystkim na celu wyeliminowanie możliwości naciągania franczyzobiorców przez twórców pseudomarek – przekonuje ekspert.

Kolejna propozycja to wprowadzenie wymogu przedstawienia przez franczyzodawcę szczegółowego prospektu informacyjnego – tak, aby zainteresowany franczyzą podmiot miał możliwie najpełniejszą wiedzę na temat przyszłej umowy i konsekwencji, które dla niego będą z niej wynikały.

Branża woli kodeks

Arkadiusz Słodkowski, członek zarządu Polskiej Organizacji Franczyzodawców, uważa, że propozycje zawarte w raporcie IWS są bardzo niekorzystne dla rynku. Jego zdaniem doszłoby do przeregulowania rynku franczyzy, a co się z tym wiąże – do zwiększenia kosztów.

– Relacje pomiędzy franczyzodawcami a franczyzobiorcami są już uregulowane przepisami o ochronie konkurencji i w kodeksie cywilnym. To na tych przepisów wydawane są orzeczenia sądów. I co ważne, bardzo często sądy przychylają się ku interesom franczyzobiorców ze względu na to, że mogą być oni uznani za stronę słabszą w relacji biznesowej – zwłaszcza gdy mamy do czynienia ze współpracą z dużą marką – zauważa Słodkowski.

Przedstawiciel franczyzodawców krytycznie też ocenia pomysł ustalenia maksymalnej opłaty wstępnej. Uważa on, że to pomysł rodem z PRL.

– W wyniku takiego przepisu całkowicie swój model biznesowy musiałyby przeorganizować duże sieci takie jak McDonald’s czy Carrefour, ale też wiele firm polskich. I przewiduję, że wcale mogą nie chcieć zaniżać opłaty za dostęp do bardzo lukratywnej i rozpoznawalnej marki. A to rodzi zagrożenie wyjścia z rynku tychże sieci i zabranie polskim przedsiębiorcom możliwości postawienia biznesu w oparciu o znaną markę – uważa Słodowski.

Dostrzega on jednak pewien pozytyw z faktu, że raport powstał. Otóż powinno nim być przyspieszenie prac nad branżowym kodeksem dobrych praktyk. Które zresztą już się toczą. Paweł Tracz, przewodniczący w zespole ds. franczyzy przy rzeczniku MSP i prezes Polskiego Stowarzyszenia Mikroprzedsiębiorców i Franczyzobiorców, mówi nam bowiem, że prace w jego zespole, w których biorą udział zarówno przedstawiciele sieci, jak i franczyzobiorcy, a także organizacje branżowe oraz niezależni eksperci, są już zaawansowane.

– Edukacja franczyzobiorców oraz dostęp do informacji o sieci z odpowiednim wyprzedzeniem to elementy, jakie mamy już w swoich założeniach do kodeksu – podkreśla Tracz. Przy czym, jak zaznacza, kształt prospektu zaproponowany w raporcie IWS jest niedoskonały, bo zawierałby dane zupełnie franczyzobiorcom zbędne.

– Branżowy kodeks etyczny nie zastąpi ustawy. Tym bardziej że istnieje już europejski kodeks franczyzy, który nie zdołał zapobiec nadużyciom, jakie mają miejsce na polskim rynku – wskazuje jednak prof. Rafał Adamus. Uważa on, że ucywilizowanie rynku franczyzy w Polsce nie doprowadzi do wycofania się dużych sieci franczyzowych. – Przeciwnie, wyeliminowanie nieuczciwych praktyk może poprawić wizerunek branży i skuteczniej zachęcać innych do zaangażowania się we franczyzę – uważa prof. Adamus.

Ministerstwo Sprawiedliwości jeszcze nie zdecydowało, czy wystąpi z inicjatywą legislacyjną. Słyszymy, że „jest to prawdopodobne”, ale całkiem możliwy jest wariant, w którym prawodawca najpierw pozwoli branży ustanowić samoregulację i po kilku miesiącach przeanalizuje, czy dzięki jej wprowadzeniu udało się wyzbyć patologicznych działań.