Zamknięcie sklepów uderzyło w sprzedawców, wytwórców i tartaki. Spotkanie z rządem bez decyzji.
Reklama
Zamknięte od soboty sklepy wielkopowierzchniowe to według szacunków Ogólnopolskiej Izby Producentów Mebli (OIPM) straty rzędu 175 mln zł tygodniowo. Każdego miesiąca w galeriach handlowych sprzedaje się meble za 700 mln zł.
Przedsiębiorcy liczą, że zgodnie z zapowiedzią wicepremiera Jarosława Gowina będą mogli wkrótce ponownie otworzyć sklepy. Zwracają uwagę na absurdalność nowych regulacji – zgodnie z prawem sklepy budowlane mogą działać normalnie, choć ich specyfika, jeśli chodzi o powierzchnię czy możliwości wprowadzania obostrzeń sanitarnych – jest bardzo podobna. Firmy narzekają też, że ogłoszenie decyzji o zamknięciu w piątek wieczorem oznaczało, że wiele z nich poniosło niepotrzebnie koszty logistyki i reklamy.
Wczoraj odbyło się spotkanie przedstawicieli branży z wicepremierem Jarosławem Gowinem. Zakończyło się bez wiążących konkluzji. Firmy meblarskie podkreśliły, że są w stanie dopasować się do nowych, bardziej surowych restrykcji w miejscach sprzedaży czy ograniczeń w liczbie klientów – byle tylko dostać pozwolenie na otwarcie placówek. Najwięksi gracze mogą ratować się eksportem. „Zapewniamy dostawy nie tylko do Polski, ale i do klientów IKEA na całym świecie. Na produkcję w naszych fabrykach nie ma obecnie wpływu czasowe zamknięcie sklepów” – twierdzi biuro prasowe IKEA Industry.
Meblowy lockdown może być pierwszą kostką domina, która przewróci się na kolejne segmenty przemysłu drzewnego. Meble na polskim rynku pochodzą w 90 proc. od krajowych producentów, którzy w obecnej sytuacji będą musieli zmniejszyć produkcję. Uderzy to w producentów płyt wiórowych i tartaki. Jak zaznacza OIPM, na zakazie najbardziej stracą średnie firmy, które z powodu ograniczonych możliwości finansowych nie mogą sobie pozwolić na długotrwałe przestoje. Te zatrudniają dziś ok. 45 tys. osób. Jak prognozuje OIMP, przedłużający się zakaz przełoży się na ich sytuację rynkową z opóźnieniem – może skutkować redukcją zatrudnienia już w I kw. przyszłego roku. Nadzwyczajnego wsparcia będą natomiast potrzebować firmy dostarczające wyposażenie do restauracji, centrów konferencyjnych czy hoteli.
– Nawet zagraniczni inwestorzy działający w Polsce w przeważającej większości korzystają z polskich dostawców, którzy pozyskują surowiec od Lasów Państwowych – tłumaczy Rafał Szefler, dyrektor biura Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego (PIGPD). – Z dnia na dzień ogranicza się naszą produkcję. Zamknięte sklepy to cios dla tartaków, firm produkujących narzędzia, kleje, lakiery itp. Branża wciąż odczuwa skutki wiosennego zamknięcia gospodarki. Gdybyśmy wiedzieli o takiej decyzji przynajmniej kilka dni wcześniej, to zrobilibyśmy miejsce na magazynach czy zaplanowali pracę tak, by zminimalizować straty – dodaje dyrektor biura PIGPD.
Branża wciąż boryka się z opłatami za zakontraktowane drewno nieodebrane od Lasów Państwowych z powodu wiosennego zastoju. Lasy w przesłanej DGP odpowiedzi podkreślają, że po notyfikacji ze strony Komisji Europejskiej pod koniec października przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z pomocy uchwalonej w maju. Ewentualny wpływ zamknięcia sklepów meblowych na sprzedaż drewna będzie można jednak określić dopiero pod koniec listopada. Według szacunków z pomocy o wartości ok. 60 mln zł ma skorzystać 6,5 tys. firm. – Na razie nie wiemy, czy ta pomoc na pewno do nas trafi. Od wiosny nic w sprawie się nie dzieje, a naliczane są kolejne kary – dodaje Rafał Szefler.