Nowy prezes Azotów stanie przed problemem ukończenia inwestycji w Policach. Wyzwaniem będzie też walka ze skutkami pandemii.
Reklama
Największa polska grupa chemiczna oficjalnie nie komentuje odwołania Wojciecha Wardackiego. Można jednak usłyszeć spekulacje, że to efekt nowego porozumienia koalicyjnego – były już prezes był kojarzony z Joachimem Brudzińskim, europosłem PiS z Zachodniopomorskiego. Na razie trudno jednak spekulować, któremu ugrupowaniu ostatecznie przypadnie zwolniony fotel.
Na niekorzyść prezesury Wardackiego przemawia malejąca wartość akcji spółki – gdy obejmował swoją funkcję w grudniu 2016 r., wyceniano je na 63,36 zł. Z drugiej strony, inwestorzy przyjęli decyzję o odwołaniu ze spokojem – w piątek cena akcji grupy spadła z 21,25 zł do 20,90 zł. Trudno przypuszczać jednak, że to notowania na rynkach stały za odwołaniem. – Akcjonariusze takich spółek często nie przywiązują wagi do bieżącej wyceny, patrzą długoterminowo – stwierdza Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu analiz i doradztwa w Noble Securities.
– Częste zmiany w zarządach spółek Skarbu Państwa to „chleb powszedni”, a rynek nie powinien być zaskoczony odwołaniem prezesa Wardackiego, bo o tym spekulowano od dawna – mówi Krystian Brymora, analityk DM BDM. – Za jego kadencji grupa rozrosła się kosztowo, szczególnie w macierzystych Policach i nie wykorzystała w pełni sprzyjającego otoczenia biznesowego, a sam prezes zraził do siebie zbyt wiele osób. W tym kontekście zmianę oceniamy pozytywnie – dodaje.
Wraz z prezesem posadę stracił jego zastępca Paweł Łapiński odpowiedzialny za finanse. Tymczasowym następcą został Mariusz Grab, będący w grupie od 2016 r. – najpierw jako prezes Azotów Police, od dwóch lat wiceprezes całej grupy. – Trudno zarządzać dużym podmiotem rozbitym na kilka ważnych oddziałów mających czasem sprzeczne interesy. Zwłaszcza w trakcie zawirowań powstałych w wyniku pandemii – wskazuje ekspert Noble Securities.
Nowy prezes będzie musiał poradzić sobie ze zwiększającymi się wydatkami – głównie za sprawą rosnących cen gazu. Będzie też zmuszony sprostać wskaźnikom zadłużenia wobec banków kredytujących Polimery Police, największą inwestycję w polskim przemyśle. Ma ona pochłonąć prawie 7 mld zł.
W tym z kolei najprawdopodobniej dużą rolę będzie odgrywał sam Wojciech Wardacki. Pomimo odwołania z funkcji prezesa całej grupy, wciąż pozostaje na stanowisku prezesa Azotów Police, które zgodnie z planem mają wnieść ponad połowę wkładu własnego na inwestycję. Zgodnie z podpisanym na początku października aneksem opóźni się ona o 3 miesiące, a wynagrodzenie wykonawcy wzrośnie o 33 mln euro.