Rosnące ceny energii powodują ograniczenie projektów inwestycyjnych. Firmy chcą wsparcia w transformacji energetycznej.
Reklama
Koszt energii w Polsce jest o 80 zł za MWh większy niż w Niemczech, Francji, Czechach czy na Słowacji. A w przyszłym roku poprzez wprowadzenie opłaty mocowej różnica może sięgnąć nawet 120 zł. Nikt oficjalnie tego nie powie, ale wiele firm rozgląda się za przeniesieniem produkcji poza Polskę. W przypadku elektrycznych stalowni to dość proste. Strach dziś inwestować w polskie hutnictwo, bo to się nie zwróci – tłumaczy Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH).
Opłata mocowa to wydatek ponoszony za zapewnienie stałych dostaw prądu. Wejście w życie opłaty przełożono z jesieni tego roku na przyszły rok, ale jak twierdzą przedstawiciele biznesu, w ich sytuacji niewiele to zmienia.
Niedawno ArcelorMittal zdecydował o wyłączeniu wielkiego pieca w Krakowie. W minionym tygodniu stanęła Huta Częstochowa (tu problemy trwają od dłuższego czasu, trwają poszukiwania nabywcy aktywów upadłej firmy).
Z podobnymi problemami borykają się firmy zajmujące się przetwórstwem. Przyznają jednak, że w pierwszej kolejności będą redukować koszty. – Przeniesienie produkcji to skomplikowana i kosztowna operacja. Na pewno obecny stan rzeczy spowoduje ograniczenie inwestycji w sektorze do minimum. Już teraz z uwagi na pandemię wstrzymaliśmy wszystkie niekonieczne inwestycje. Realizujemy jedynie inwestycje podstawowe i odtworzeniowe. Dodatkowo, aby utrzymać rentowność polskich firm energochłonnych, na pewno pojawią się cięcia kosztów, niestety głównie w zatrudnieniu – ocenia Piotr Lisiecki, prezes Grupy Boryszew.
Alchemia, jedna ze spółek Boryszewa, znalazła się wśród sygnatariuszy skierowanego do rządu apelu o zmniejszenie tzw. opłaty mocowej i wsparcie w transformacji energetycznej – m.in. w postaci dopłat do tworzenia odnawialnych źródeł energii i kogeneracji.
List podpisało 26 firm, których zużycie przekracza 100 GWh w skali roku – to tyle, ile zużycie miasta liczącego 30–50 tys. ludności.
Inne branże obserwują, co przyniesie regulacja. – Na razie analizujemy ewentualne skutki. Trudno mówić o tym, że w chemii z powodu drogiej energii już są wstrzymywane inwestycje, ale może to wpłynąć na ich planowanie i na pewno nie sprzyja to zachowaniu konkurencyjności przemysłu w Polsce – przyznaje Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Zapowiada, że izba będzie rozmawiać w tej sprawie, ale także w sprawie unijnych celów energetyczno-klimatycznych z Ministerstwem Klimatu. W środę ma się odbyć debata z wiceministrem Adamem Guibourgé-Czetwertyńskim.
Z rządem kontaktują się też inne branże. – Od sierpnia rozmawiamy w sprawie opłaty mocowej, ale na razie nic z tego nie wynika – mówi Stefan Dzienniak.
Drogi prąd nie stanowi przeszkody dla inwestycji w sektorze cementowym. Decyduje struktura rynku: cement jest na tyle tani, że nie opłaca się go sprowadzać z dalekich kierunków, więc dostawcy działają lokalnie.
– Przez wyższe koszty energii na znaczeniu może zyskiwać import cementu, np. z Białorusi, z której w tym roku na polskim rynku znajdzie się ok. 400 tys. ton. Jeśli będzie to rosło, to zmniejszą się wpływy do budżetu od firm działających w Polsce. Nie sądzę jednak, żeby polskie cementownie nagle postanowiły się przenieść za granicę – firmy podchodzą do tego biznesu długofalowo – mówi prof. Jan Deja, dyrektor biura Stowarzyszenia Producentów Cementu (SPC).
I pomimo trudnej sytuacji producenci decydują się na nowe inwestycje. Przykładem jest ogłoszona przed dwoma tygodniami decyzja Lafarge (które również podpisało list) o rozbudowie cementowni Małogoszcz w województwie świętokrzyskim. Wydatek rzędu 100 mln euro pozwoli na zmniejszenie zużycia energii o jedną trzecią. Dwa lata temu zakończono natomiast realizowaną na podobną skalę modernizację cementowni Kujawy.
Do listu dołączyli też przedstawiciele branży meblarskiej. Domaga się ona niższych kosztów utylizacji biomasy i zmniejszenia kosztów sprowadzania drewna poużytkowego. – Obecnie wymaga to specjalnego pozwolenia, a odpady te traktowane są tak samo restrykcyjnie jak plastik czy żużel – tłumaczy biuro prasowe firmy Kronospan, która podpisała list.