Maraton brexitowy trwa w najlepsze. Co do strony technicznej, wiemy, że toczą się rozmowy między Londynem a Brukselą w sprawie umowy handlowej, że jest wiele kwestii spornych. Ostatnio Boris Johnson wręcz postawił Europie niemal ultimatum. Jak jednak zrozumieć brexit od strony filozoficznej? Dlaczego Brytyjczykom tak bardzo zależy na tym, żeby rozstać się z Unią Europejską?

Brexit jest wyrazem pewnych tendencji społecznych i politycznych, które w tym kraju istniały od bardzo dawna. Nie należy traktować decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii w kategoriach jakiejś ogólnonarodowej pomroczności. Nie należy również mylić problemów politycznych, społecznych i gospodarczych, które definicją brexit z potrzebą Brytyjczyków określenia swojej tożsamości.

W brexicie nie są najważniejsze rzeczy typowo techniczne, takie jak np. system migracyjny czy przyszłe relacje polityczne między Londynem a Brukselą. W referendum chodziło o kwestie wartości i fundamentalnych postaw społecznych. Przypomnijmy, główny slogan zwolenników wyjścia z UE brzmiał „take back control”, czyli „przywróćmy kontrolę”. Możemy spytać „kontrolę nad czym”? Brytyjczycy odpowiedzą: nad naszym życiem.

Reklama

Zjednoczone Królestwo to państwo, które od zawsze jest na obrzeżach Europy, od zawsze jest trochę wewnątrz, a trochę na zewnątrz. Brytyjczycy z trudnością znosili pewne procesy, które następują w Unii Europejskiej i które dla takich krajów jak na przykład Polska są do zaakceptowania. Przede wszystkim chodzi o postępującą ścisłą integrację europejską, która oznacza przenoszenie władzy i procesów decyzyjnych z parlamentów narodowych do Brukseli.

Czym dla Wielkiej Brytanii było dołączenie do grona państw europejskich?

Reklama

Zjednoczone Królestwo przystępowało do Wspólnoty Europejskiej przede wszystkim jako do wspólnoty handlowej i tak to rozumieli ludzie, którzy w 1975 roku w referendum głosowali za dołączeniem do Wspólnoty. Brytyjczycy byli przekonani, że wchodzą w strefę wolnego handlu, a nie przystępują do wielkiej biurokratycznej instytucji, w której coraz więcej prerogatyw będzie przekazywanych instytucjom europejskim.

Wbrew temu, co można przeczytać w gazetach, podział w społeczeństwie brytyjskim – mniej więcej po połowie - zawsze istniał. Od czasu referendum poparcie dla brexitu z różnych powodów rośnie, nawet jeżeli miałoby to być wyjście bez umowy handlowej. Wszystkie ważne partie – nawet liberałowie, którzy do niedawna starali się powstrzymać brexit – akceptują, że do niego dojdzie.

Jakie mogą być konsekwencje nie tylko polityczne, ale również społeczne po rozstaniu się z Unią Europejską?

Wielka Brytania uznała, że chce opuścić Unię Europejską, natomiast nie chce wziąć na siebie konsekwencji tego, czym jest rozstanie się z Wspólnotą.

W średniej perspektywie brexit może oznaczać sporo kłopotów dla Zjednoczonego Królestwa. Pierwsza kwestia to sprawy typowo gospodarcze. Regularnie ukazują się przecieki ze źródeł rządowych, które pokazują z czym należy się liczyć: na autostradach dojazdowych do tunelu pod kanałem La Manche będą ogromne korki z ciężarówkami, mogą nastąpić braki w dostawach lekarstw czy podstawowych artykułów spożywczych, być może nawet armia zostanie rozmieszczona na ulicach. Te problemy zostaną jednak, moim zdaniem, szybko rozwiązane.

Znacznie ważniejsze są potencjalne skutki brexitu dla Wielkiej Brytanii jako unii kilku narodów. Warto zaznaczyć, że Zjednoczone Królestwo jest jedną z najbardziej udanych unii, które istnieją w historii ludzkości. W wyniku brexitu może ona się rozpaść.

Z pewnością możemy stwierdzić jedno: pewne rzeczy w momencie sfinalizowania brexitu nie skończą się. Będzie odwrotnie – prawdziwe problemy dopiero się zaczną.

Z powodu brexitu rośnie chęć Szkotów do secesji. Jakie są szanse na to, że referendum niepodległościowe zostanie rozpisane w najbliższym czasie?

Referendum w Szkocji w 2014 roku miało być jedynym tego typu głosowaniem w obecnym pokoleniu, ale wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zmienia warunki brzegowe. Warto zaznaczyć, że w przeciwieństwie do Katalonii, Szkocja, zgodnie z przepisami brytyjskimi, może wyjść ze Zjednoczonego Królestwa, prawo hiszpańskie nie pozwala na to Katalończykom.

Nawet jeżeli nie uda się powstrzymać presji Szkotów, nie oznacza to jednak, że Westminster natychmiast pozwoli na rozpisanie głosowania. Poza tym zorganizowanie referendum niepodległościowego w Szkocji będzie zależało od tego, co realnie będzie się działo po brexicie. Jeśli brexit będzie sukcesem, to presja na referendum osłabnie, jeśli pogłębią się problemy, to zapewne Szkoci będą próbowali się odłączyć.

Teraz sondaże pokazują, że większość z nich głosowałaby za niepodległością, ale sondaże również pokazywały, że Donald Trump w 2016 roku nie ma szans na zwycięstwo, a brexitowcy nie mają szansy na wygraną w referendum. Nie należy ufać sondażom, zwłaszcza w sprawach budzących tak wielkie emocje.

Szkocja to nie jest jedyny problem brexitu. Kością niezgody pozostają kwestie związane z Irlandią Północną. W październiku ubiegłego roku miedzy Londynem a Brukselą zapadło porozumienie wyjściowe. Dokument był i jest uważany za kontrowersyjny, bo zgodnie z umową granica powstanie na Morzu Irlandzkim. Przed kolejną rundą negocjacji pojawiły się informacje, że brytyjski rząd przygotowuje nową ustawę o rynku wewnętrznym. Na czym miałaby polegać ta , jak mówią Brytyjczycy, „rozsądna opcja awaryjna”?

Wygląda na to, że Boris Johnson po prostu chce wycofać się z pewnych zapisów podpisanej wcześniej umowy z Unią. Co więcej, chce to zrobić przy pomocy wprowadzenia regulacji w prawie brytyjskim. Innymi słowy chce zmienić umowę międzynarodową przy pomocy zmian w prawie wewnętrznym. Jeśli przyjmiemy łagodną dla niego wersję, to być może brytyjskiemu premierowi chodzi o wywarcie wpływu na UE w ostatnim etapie negocjacji. Jeśli natomiast Johnson naprawdę chciałby zrobić to, o czym piszą gazety musiałby złamać prawo międzynarodowe. W taki sposób naraziłby Londyn na poważne konsekwencje prawne, nie wspominając już o dalszej utracie prestiżu jako wiarygodnego kraju na arenie międzynarodowej.

Johnson chce się wycofać z zapisów, które praktycznie oznaczają, że na Morzu Irlandzkim będzie istniała granica celna między Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa. Nie należy się temu dziwić, bo jest to fatalne rozwiązanie dla Wielkiej Brytanii. Tylko dlaczego w takim razie podpisał tę umowę w styczniu? To nie jest poważne traktowanie Unii i nie wydaje mi się, żeby Unia mu na to pozwoliła .

Patrząc na działania brytyjskiego rządu, czy kwestia obu Irlandii wróci?

Z pewnością i będzie ona bardzo dramatyczna. Ogromna dynamika polityczna, społeczna i historyczna pokazują, że to jest naprawdę kwestia czasu, kiedy Irlandia Północna stanie się częścią zjednoczonej Irlandii. Moim zdaniem ten proces jest nie do zatrzymania, a brexit go przyspiesza. Pamiętajmy, że od początku lat 90. XX wieku Londyn przyjął do wiadomości, że możliwa jest zmiana statusu konstytucyjnego Ulsteru jeśli zażyczy sobie tego większość mieszkańców prowincji. Czyli Irlandia Północna ma możliwość odłączenia się od Zjednoczonego Królestwa całkowicie zgodnie z prawem. Przypuszczam, że za naszego pokolenia jeszcze dożyjemy zjednoczenia obu Irlandii. Jeżeli do tego dojdzie secesja Szkocji, to będziemy mieli prawdziwy rozpad Zjednoczonego Królestwa. Takie mogą być realne skutki brexitu.

Rozmowy między Londynem a Brukselą dotyczące przyszłych relacji trwają. Jak natomiast wyglądają negocjacje Brytyjczyków z USA? Czy zostanie zawarte porozumienie o wolnym handlu?

W negocjacjach z USA Wielka Brytania występuje w roli młodszego partnera, czyli takiego, z którym Amerykanie negocjują z pozycji siły. To Zjednoczone Królestwo ma interes w tym, żeby doszło do zawarcia umowy, nie Stany Zjednoczone. Z jednej strony trudno wyobrazić, żeby Amerykanie poszli Brytyjczykom na rękę. Brytyjski rząd jest w sytuacji bez wyjścia, jeżeli nie zgodzi się na pewne rozwiązania, nie podpisze umowy z USA. Z drugiej strony trudno jest wyobrazić, żeby Brytyjczycy, jako naród zgodzili się na rozmontowanie NHS przez wpuszczenie prywatnych firm amerykańskich na brytyjski rynek albo dostosowali standardy żywności do standardów amerykańskich. Być może jednak nie będą mieli innej możliwości.

Czy David Cameron po tym, jak w 2016 roku rozpisał referendum brexitowe mógł przewidzieć, do jakich konsekwencji doprowadzi jego decyzja?

Każdy brytyjski premier po wojnie musiał sobie radzić z grupą eurosceptyków, która się nie zgadzała na to, żeby Wielka Brytania była bliżej Europy. David Cameron postanowił, że rozwiązaniem tego problemu raz na zawsze będzie rozpisanie referendum. Nie przewidział jednak, że może je przegrać i do czego doprowadzi wynik głosowania.

To był ogromny błąd polityczny, który zdecydował, że do brexitu doszło, wbrew woli premiera, bo przecież Cameron nie chciał wyprowadzić Wielką Brytanię z Unii. Referendum zostało rozpisane, by pozbyć się presji eurosceptyków. Ta decyzja skończyła karierę polityczną Davida Camerona i – co znacznie ważniejsze - wprowadziła kraj w kryzys nie tylko polityczny, ale również egzystencjalny. Z pewnością możemy stwierdzić jedno: pewne rzeczy w momencie sfinalizowania brexitu nie skończą się. Będzie odwrotnie – prawdziwe problemy dopiero się zaczną.