Niepokojące sygnały napłynęły najpierw z rynku metali szlachetnych. Przed miesiącem złoto kosztowało w okolicach 2 050 USD za uncję. Jego cena zaliczyła dużą korektę, spadając poniżej poziomu 1 950 USD na początku września.

Korekta nastąpiła po okresie bardzo dużych wzrostów. Przed trzema miesiącami złoto kosztowało 1 750 USD.

Niektóre gospodarki skurczyły się o 10-20 proc. i nie wiadomo kiedy wrócimy do poziomów sprzed pandemii. Sytuacja jest wyjątkowa, bo jednocześnie rynki zaliczyły wzrost cen aktywów, podobny do takich, które występowały w okresach najlepszej koniunktury gospodarczej. Rosły ceny akcji, ale też ceny złota. Mamy też dużą zmienność cen aktywów, jak ostatnio także w przypadku srebra.

Czy banki centralne stworzyły bańkę spekulacyjną?

- To wszystko działo się z powodu przeświadczenia inwestorów, że Fed chce wyższych cen akcji, wyższych cen aktywów i jego programy tym się skończą, niezależnie od konsekwencji ekonomicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak jeżeli dojdziemy do ściany i rynki zobaczą, że gospodarka zwalnia pomimo działań banków centralnych, to inwestorzy mogą stracić wiarę, że Fed ma pełnię władzy nad rynkami.

W przeszłości, gdy dochodziło do mocnych spadków cen akcji, to zazwyczaj istniały tzw. bezpieczne przystanie, a taką było złoto. Za taką przystań uważano też obligacje.

- Tym razem jednak możliwy jest taki scenariusz, że ceny wszystkich aktywów będą spadać – komentuje ekspert XTB. – Jednak jak dotąd dominowało przekonanie, że Fed będzie chciał utrzymać dobre nastroje inwestorów co najmniej do czasu wyborów prezydenckich USA.

Na rynkach europejskich sytuacja jest spokojniejsza. To wynika z tego, że wzrost indeksów giełdowych w mniejszym stopniu wynika z notowań spółek technologicznych. Jeżeli jednak dojdzie do wstrząsu, to jego skutki obejmą wszystkie ważniejsze rynki świata.