Zgodnie z projektem budżetu w 2021 r. dochody mają wynieść 403,7 mld zł, a wydatki nieco ponad 486 mld zł. To by oznaczało, że fiskus zamierza ściągnąć do państwowej kasy więcej pieniędzy niż w tym roku (398,7 mld zł), a nakłady mają spaść o 22 mld zł. Przełoży się to na zmniejszenie deficytu ze 109,3 mld zł zaplanowanych na ten rok do 82,3 mld zł w roku przyszłym.

Szczegóły budżetowych planów wskazują, że Ministerstwo Finansów i rząd mocno wierzą w utrzymanie dobrej kondycji rynku pracy. Widać to było już w założeniach makroekonomicznych, gdzie przyjęto, że stopa bezrobocia spadnie w przyszłym roku do 7,5 proc. z 8 proc., a wzrost płac w firmach przyśpieszy do 3,5 proc. w 2021 r. z 3 proc. w tym roku. Właśnie brakiem masowego bezrobocia i ciągłym wzrostem dochodów można wytłumaczyć wpływy z PIT na poziomie 68,1 mld zł. To nie tylko więcej, niż zapisano w nowelizacji tegorocznego budżetu – to kwota większa od tej, którą rząd zakładał na ten rok jeszcze przed wybuchem pandemii. Co oznacza, że straty w podatku dochodowym wywołane COVID-19 w 2020 r. zostaną odrobione.

Inaczej ma być z VAT. W 2021 r. ma on przynieść 181 mld zł. To co prawda więcej, niż wynosi obecny plan na ten rok (170 mld zł), ale dużo mniej niż rząd zakładał przed kryzysem. Jeśli prognoza się sprawdzi, to wpływy z podatku od towarów i usług zbliżą się poziomem do 2019 r.

Być może u podłoża tej prognozy jest założenie, że dochody z VAT w czasie dekoniunktury spadają szybciej, niż wynikałoby to z dynamiki wzrostu gospodarczego. Resort finansów podawał takie uzasadnienie w pierwszej wersji tegorocznego programu konwergencji, w którym przedstawia stan finansów publicznych Komisji Europejskiej. A niektórzy eksperci, jak Sławomir Dudek, ekonomista Pracodawców RP (a wcześniej wieloletni pracownik departamentu analiz MF) sugerują, że należy spodziewać się zwiększenia luki w VAT, bo zwykle tak się dzieje w czasie kryzysu.

Projekt wskazuje też na bardzo aktywne zarządzanie wydatkami w tym i przyszłym roku. Ich duży spadek nie wynika z cięć, a z przesunięć, co bardzo wyraźnie widać w takich pozycjach, jak transport czy pomoc społeczna. Wykorzystując ogólną aprobatę dla zwiększania deficytu i długu w tym roku i fakt, że w 2020 r. nie działa reguła wydatkowa, rząd „przyspieszył” wydatki w obu tych pozycjach. Skutek: najpierw gwałtowny wzrost w nowelizowanym budżecie tegorocznym (w transporcie z planowanych 13,8 mld do 26 mld zł, w tzw. pozostałych zadaniach pomocy społecznej z 1,3 mld zł do niemal 28 mld zł) i duży spadek w projekcie budżetu na 2021 r. (do, odpowiednio, 8,8 mld zł i 1,4 mld zł). W rzeczywistości większe środki z tegorocznej nowelizacji zostaną spożytkowane dopiero w przyszłym roku. Tak będzie np. z pieniędzmi na 13. i 14. emeryturę.