Nie będziemy angażować się w większym stopniu w ElectroMobility Poland, chcemy natomiast dostarczyć tworzywa - mówi Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen.
Czy Orlen rozmawia już z Komisją Europejską na temat planowanego przejęcia PGNiG?
Przygotowujemy się do tego procesu, zaczęliśmy już rozmowy z Komisją, są powoływane specjalne zespoły w Orlenie i w PGNiG. Przygotowujemy wniosek do Komisji Europejskiej o zgodę na połączenie.
Czy z tych rozmów wynika, gdzie mogą być obszary problematyczne?
Reklama
To będzie o wiele prostsza fuzja niż ta z Lotosem, z jednej prostej przyczyny – w tym przypadku nie łączymy tych samych aktywów produkcyjnych czy tego samego rodzaju działalności. W przypadku Lotosu koncentracja działalności jest bardzo duża i to nie tylko w Polsce, ale i w regionie. Najłatwiej było z Energą, bo mimo że mamy w Orlenie pion energetyczny, to ta koncentracja nie była duża. Stopień trudności uzyskania zgody Komisji na przejęcie PGNiG oceniam na „pomiędzy” tymi dwoma wnioskami.
Kiedy wstępny wniosek może trafić do KE?

Reklama
Na pewno chcielibyśmy go złożyć jeszcze w tym roku. Podmioty prawne, które będą nas reprezentować, i doradcy biznesowi są już przez nas wyłonieni. Musimy to sprawnie poprowadzić, zwłaszcza że chcielibyśmy, aby oba te procesy integracji z PGNiG i Lotosem zbiegły się w czasie. Po ich uruchomieniu musimy bowiem błyskawicznie opracować program optymalizacji całej grupy, również Orlenu. Musimy spionizować i podzielić działalność na segmenty: ropa, gaz, petrochemia, energetyka, utworzyć biura innowacji i optymalizacji. Działalność w poszczególnych segmentach będzie układana pod te spółki, które mają największą siłę rynkową, doświadczenie i największe know-how. Nie będzie tak, że tylko spółki Orlenu wszystko przejmują. Na przykład w dziedzinie transportu kolejowego wiodącą rolę będzie pełnić spółka Lotos Kolej.
Czy widzi pan już obszary do optymalizacji w PGNiG?
To nie jest tak, że optymalizacja dotyczy wyłącznie przejmowanych spółek, PKN Orlen też jest elementem tych procesów. Tak się już dzieje w przypadku integracji z grupą Energa. PGNiG odegra ważną rolę w procesie budowania koncernu multi energetycznego, bo umożliwi wejście do europejskiej czołówki w sektorze oil & gas. To będzie duża wartość dodana dla Orlenu, bo my nie mieliśmy dotąd dochodów z działalności regulowanej, zawsze musieliśmy się mocno dostosowywać do sytuacji na rynku. Dla nas jest więc ważne pozyskanie firm, które mają stabilne dochody, nawet gdy otoczenie rynkowe nie jest stabilne. Tak jest w przypadku Energi, której dochody w 90 proc. są oparte na działalności regulowanej. Ponadto wkład gazowy jest kluczowy dla rozwoju niskoemisyjnej energetyki i do rozwoju petrochemii. I w końcu bardzo ważna siła PGNiG w upstreamie (poszukiwaniu i wydobyciu węglowodorów – przyp. red.). 70 proc. inwestycji tej spółki stanowi właśnie upstream i sieć dystrybucyjna gazu. Ten segment PGNiG jest zdecydowanie silniejszy od wydobycia Orlenu, a nawet Lotosu, więc upstream całej grupy będziemy koncentrować na upstreamie PGNiG. Synergia będzie też dotyczyć zakupów ropy i gazu.
PGNiG to też bardzo silny detal i bardzo duże zatrudnienie – ok. 25 tys. osób.
Od początku podkreślaliśmy, że przy realizacji wszystkich fuzji optymalizacji nie szukamy w zwolnieniach. To nie tutaj są oszczędności. One drzemią w synergii, efekcie skali i sile inwestycji. Musimy podejść do inwestycji sektorowo, tu widzę potężne optymalizacje. Zwiększy się też zaplecze finansowe do inwestycji ważnych dla Orlenu, ale też dla państwa polskiego. One są związane z transformacją energetyczną i nie możemy ich dublować między PGNiG a Orlenem, wydłubywać sobie pewne kąski, walczyć, ścierać się. Nie na tym rzecz polega. Te inwestycje będą kosztowały miliardy złotych i do nich potrzebna jest siła inwestycyjna i dochody Orlenu, ale również stabilne przychody, jak w przypadku Energi i PGNiG.
W ramach antymonopolowych środków zaradczych Orlen pozbędzie się 30 proc. udziałów w rafinerii przejmowanego Lotosu oraz będzie musiał udostępniać partnerowi 50 proc. pewnych paliw produkowanych przez tę rafinerię. Oznacza to wpuszczenie na polski rynek hurtowy paliw nowego gracza, który może mieć wpływ na ceny.
Teraz też nie jesteśmy jedynymi uczestnikami tego rynku, jest jeszcze bardzo duży import paliw do Polski, co udowadnialiśmy KE. Nie można więc windować cen, bo jest presja importowa. Sami też importujemy, bo jeśli popyt rośnie, to nie jesteśmy w stanie go zaspokoić. Ponadto w Polsce nie ma tylko stacji Orlenu i Lotosu – w sumie jest ich ok. 8 tys.
Wracając do rafinerii Lotosu, to należy pamiętać, że Orlen będzie miał 70 proc. udziałów i będzie jej operatorem, natomiast nasz przyszły partner będzie otrzymywał połowę produkcji, ale tylko oleju napędowego, benzyny i paliwa lotniczego. Przy pozostałych produktach już takich warunków nie ma. Co ważne, środki zaradcze odnoszą się wyłącznie do obecnych mocy rafinerii. Jeśli ją rozbudujemy, to nasz partner będzie miał prawo jedynie do ustalonych obecnie ilości paliwa. Wielokrotnie powtarzałem, że ten proces musi spinać się biznesowo i gwarantować bezpieczeństwo energetyczne Polski i tak będzie. Wynegocjowaliśmy optymalne warunki, niezwykle ważne było wsparcie procesu przez polski rząd i jestem wdzięczny premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, wicepremierom Jackowi Sasinowi oraz Jadwidze Emilewicz za okazane zaangażowanie.
Na jakim etapie są rozmowy z potencjalnymi partnerami do wymiany aktywów w ramach środków zaradczych?
My już z nimi rozmawialiśmy podczas postępowania Komisji Europejskiej. Teraz nasi partnerzy się pozycjonują. Rozmawiamy prawie ze wszystkimi graczami europejskimi i nie tylko europejskimi. Ten partner musi dać nam szansę, by rozwijać się na rynkach zagranicznych.
Czy będzie to jeden partner?
Na pewno jeden partner będzie do rafinerii i hurtu, osobni mogą być partnerzy do detalu, asfaltów i paliwa lotniczego. Oddzielny musi być też niezależny operator logistyczny.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP wymienił elektromobilność, a może i wodór jako możliwe kierunki rozwoju dla nowego czempiona. Może więc Orlen zainwestuje w ElectroMobility Poland, która rozwija polską markę samochodów elektrycznych? Jej udziałowcem jest Energa.
Energa będzie takim udziałowcem, jakim jest – tu się nic nie zmieni, nie będziemy angażować się w większym stopniu w tę spółkę. Chcemy natomiast dostarczyć tworzywa i zapewnić obsługę logistyczną, żeby ten samochód został zbudowany i mógł jeździć. Auta elektryczne w 27 proc. składają się z tworzyw sztucznych, czyli z petrochemii. Do Polski trafiają produkty petrochemiczne o wartości prawie 7 mld zł i musimy wyrównać bilans w tym zakresie. Pan prezes Kaczyński ma wizję i ja często z nim o tym rozmawiam, bo poprzez budowanie silnej marki tworzy się wizerunek gospodarki kraju. Taka była też wizja Lecha Kaczyńskiego, bo przecież zakup rafinerii w Możejkach się w nią wpisuje.
Czy tych kierunków rozwoju nie jest za dużo? Na przykład biogazownie? Czy to nie jest już rozdrabnianie się?
Nie jest za dużo i zaraz wyjaśnię, dlaczego. Budowa biogazowni to jest spełnienie wyznaczonych przez Unię celów, ale w dłuższej perspektywie też droga do wodoru. Wodór najlepiej jest uzyskiwać właśnie z biogazu i z procesów petrochemicznych. Budujemy np. instalację zielonego glikolu izopropylowego, ta inwestycja już jest w połowie zrealizowana i będzie też produkowała wodór. I już mamy podpisane umowy z trzema aglomeracjami na jego wykorzystanie. Albo stacje – to nie tylko marża detaliczna na paliwach, stacja to sklep, gastronomia, ładowarki elektryczne, a kiedyś wodór. Już mamy przygotowanych ok. 150 miejsc na pewne formaty stacji, które powstaną w ciągu trzech lat. To przynosi efekty – w skali roku wynik EBITDA Orlenu na detalu to ok. 3 mld zł, podczas gdy Lotosu ok. 200 mln zł.
To ostatnie pytanie o jeszcze jeden kierunek inwestycji – energetykę wiatrową na morzu. Czy jest już krótka lista potencjalnych partnerów do tego projektu?
Jest taka lista, wszystko w swoim czasie. Chodzi o partnera nie tylko do jednej inwestycji. I na tym etapie tyle mogę powiedzieć.
A krótka lista to jest ilu potencjalnych partnerów?
Bardzo krótka. Może trzech.