Jacek Dubois: Będziemy kontynuować wysyłanie wezwań do zapłaty. Jeśli organy nie zareagują, to najprawdopodobniej w sierpniu zostanie złożony pozew zbiorowy do sądu.
DGP
Prawie 200 firm chce walczyć o odszkodowania od Skarbu Państwa za straty, jakie poniosły w wyniku ograniczeń i zakazu prowadzenia działalności. Z jakich są sektorów?
Agata Plichta-Trzonkowska:
Reklama
Na początku były to głównie firmy zajmujące się organizowaniem szeroko rozumianej turystyki zagranicznej: organizatorzy turystyki, agenci turystyczni, piloci wycieczek i przewodnicy, firmy transportowe. W następnej kolejności dołączyli do nich przedsiębiorcy z branży rozrywkowo-eventowej, mam tu na myśli np. właścicieli sal zabaw, parków rozrywki, firm eventowych itp. Teraz ich śladem chcą podążać firmy prowadzące kluby nocne i dyskoteki, czyli wykonujące te rodzaje działalności, które nadal pozostają zamknięte. Ich liczba zmienia się z dnia na dzień. Dołączają kolejne podmioty, które również nie ukrywają tego, że przed podjęciem działań prawnych hamuje ich to, że mają np. 200 zł w kieszeni. I stoją przed dylematem: czy podjąć ostatnie środki, które mogą ich uratować, czy wybrać przeżycie dla rodzin.
DGP

Reklama
Jacek Dubois:
Doszliśmy już do takiej sytuacji, która się nie powinna była zdarzyć, w której kwestia finansowa staje się barierą dla dochodzenia swoich praw. Bo tych podmiotów po prostu nie stać na wydatek na poziomie kilkuset złotych.
APT: W przypadku pozwów zbiorowych dochodzą jeszcze niekorzystne przepisy w postaci braku zwolnień z opłat sądowych. Opłaty są normalnie liczone proporcjonalnie do wartości przedmiotu roszczenia. Przy kwotach pozwu zbiorowego idących w miliony złotych opłata może wynieść nawet 200 tys. zł. Przedsiębiorcy stoją więc przed dramatycznymi wyborami, nie uzyskując żadnego zainteresowania ze strony władz.
A jaka była reakcja na pierwsze wezwania do zapłaty?
APT: Czterozdaniowe pismo z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, które wskazało, że skoro jednym z innych podmiotów wskazanych do zapłaty jest Ministerstwo Zdrowia, to celem uzyskania jednolitego stanowiska resort ustosunkuje się w jednym piśmie, które prześle minister zdrowia. Oprócz tego nie otrzymaliśmy żadnej merytorycznej odpowiedzi.
Jaki wobec tego będzie następny krok?
JD: Skoro dołączają nowe podmioty, to będziemy kontynuować wezwania do zapłaty wysyłane w ich imieniu i czekać, aż minie termin odpowiedzi na nie. Jeśli organy nie zareagują, to najprawdopodobniej w sierpniu zostanie złożony pozew zbiorowy do sądu. Ostatni miesiąc utwierdził nas w przekonaniu, że państwo nie jest partnerem. Schowało głowę w piasek i udaje, że problem nie istnieje. Nie podejmuje jakichkolwiek działań, które miałyby na celu pomoc tym ludziom. Być może wychodzi z założenia, że poprzez presję ekonomiczną uda się ich zniechęcić. Natomiast nasi klienci są zdeterminowani, jeśli nic się nie zmieni, będą chcieli poddać legalność działania państwa ocenie sądu. Wychodzimy z założenia, że wprowadzone w związku z COVID-19 ograniczenia były rezultatem bezprawnego działania organów państwowych. Została naruszona konstytucja, a straty naszych klientów są wynikiem tego bezprawnego działania. W takich sytuacjach państwo ponosi odpowiedzialność deliktową.
Chodzi o odpowiedzialność na podstawie art. 417 k.c.?
JD: Tak, z tym że podstawa jest szersza, bo naruszenia wynikają wprost z konstytucji. Ograniczenia nałożone na przedsiębiorców nastąpiły wbrew jej zapisom. Konstytucja mówi, że w wyjątkowych sytuacjach można ograniczyć wolność gospodarczą, ale nie można jej zamknąć. Jeśli ma dojść do ograniczenia działalności, to może ono nastąpić tylko za pomocą ustawy. Tymczasem wprowadzono zakazy w drodze rozporządzeń, czyli aktów niższego rzędu. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z deliktem konstytucyjnym, czyli naruszeniem ustawy zasadniczej przez organy władzy, i działaniem bezprawnym. A za bezprawne działania państwo odpowiada.
O tym może przesądzić sąd. Pytanie, kiedy to nastąpi. Na skutek pandemii z wokand spadły setki tysięcy spraw, co na długo zakorkuje wymiar sprawiedliwości.
JD: Proszę pamiętać, że zapadły już pewne precedensowe rozstrzygnięcia w tej kwestii. W związku z karami nakładanymi przez sanepid za łamanie zakazu poruszania się, postawiono już część osób przed sądami. Sądy już stwierdzały, że próba ukarania takich osób opierała się na przepisach wydanych niezgodnie z konstytucją. Natomiast siłą rzeczy konstrukcja pozwu zbiorowego jest konstrukcją dużo trudniejszą niż normalnego postępowania, ponieważ dotyczy dużej grupy ludzi. Skoro wszyscy pokrzywdzeni tym samym działaniem mogą do niego dołączyć, to upłynie kilka miesięcy, zanim proces ruszy, i kilka lat, zanim się zakończy. Celem naszych klientów nie jest prowadzeniem wojny sądowej z państwem, tylko uzyskanie konkretnej pomocy. Czyli pójście do sądu…
…jest takim straszakiem?
JD: Nie, to wyraz determinacji. Zanim branża zaczęła się domagać odszkodowań, apelowała o stworzenie warunków, które pozwolą jej przetrwać, dalej płacić podatki i to państwo utrzymywać. Cały cywilizowany świat starał się przedsiębiorcom pomóc. Branży rozrywkowej i firmom prowadzącym działalność związaną z turystyką zagraniczną państwo nie pomogło.
A cztery tarcze antykryzysowe albo bon turystyczny?
JD: Ustawa o bonie turystycznym przewiduje pomoc dla turystyki krajowej. Natomiast firmy zajmujące się organizowaniem szeroko rozumianej turystyki zagranicznej zostały praktycznie na lodzie. Oczywiście państwo podjęło jakieś działania, lecz rozwiązania zawarte w tarczy okazały się niewystarczające, a czasem nawet stały się dodatkowym ciężarem. Redukcja zatrudnienia lub zakończenie działalności przed upływem 12 miesięcy od udzielenia wsparcia oznacza, że subwencje trzeba będzie zwracać.
APT: Nikt nie oczekiwał, że następnego dnia po skierowaniu wezwania na kontach przedsiębiorców znajdą się miliony złotych. Ale każdy liczył, że rozpocznie się dialog. Jeśli miesiąc po skierowaniu do Skarbu Państwa wezwania nikt nie jest w stanie się do tego ustosunkować nawet jednym zdaniem, to rozczarowanie jest bardzo duże. Bo to zgoda na to, żeby z dnia na dzień firmy upadały.
Dzięki wprowadzeniu zakazów w drodze rozporządzeń, a nie na podstawie ustawy o stanie klęski żywiołowej przedsiębiorcy mogą wysuwać większe roszczenia. Na podstawie kodeksu cywilnego mogą domagać się od państwa nie tylko zaspokojenia poniesionych szkód, lecz także utraconych korzyści. Tymczasem z ustawy o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela wynika, że odszkodowanie obejmuje tylko „wyrównanie straty majątkowej, bez korzyści, które poszkodowany mógłby osiągnąć, gdyby strata nie powstała”.
APT: Owszem, będziemy dochodzić zarówno naprawienia szkody rzeczywistej, jak i utraconych korzyści. Tak została ukształtowana odpowiedzialność Skarbu Państwa, że jeśli organy państwa łamią prawo i nie przestrzegają konstytucji, to Skarb Państwa ponosi dalej idące konsekwencje. Niemniej, gdyby został wprowadzony stan nadzwyczajny, przedsiębiorcy mogliby dochodzić co prawda tylko naprawienia rzeczywiście poniesionych szkód, za to obowiązywałaby uproszczona droga ich dochodzenia. To droga postępowania administracyjnego, która się toczy przed wojewodą przyznającym odszkodowania. Dopiero gdy jego wysokość byłaby niesatysfakcjonująca, przedsiębiorca wstępowałby na drogę sądową. Przedsiębiorcy otrzymaliby pewnie mniej, ale przepływ środków byłby szybki, co ma ogromne znaczenie dla firm. Weźmy przykład przedsiębiorców z branży eventowej, w imieniu których występujemy z wezwaniem do zapłaty. Tam przedsiębiorcy płacą czynsze rzędu nawet 15 tys. miesięcznie, które to koszty muszą ponosić także wtedy, gdy nie prowadzą działalności. To jest właśnie przykład szkody rzeczywistej, której pokrycie przedsiębiorcy powinni otrzymać, gdyby Rada Ministrów postąpiła zgodnie z prawem i wprowadziła stan klęski żywiołowej. Ponadto wprowadzenie stanu nadzwyczajnego to gwarancja, że będzie on trwał 30 dni, dzięki czemu przedsiębiorca z góry wie, ile potrwają ograniczenia.
Stan nadzwyczajny można przedłużać.
APT: Za zgodą Sejmu i na ściśle określony czas. Po trzecie jest to gwarancja, że środki podejmowane przez państwo będą proporcjonalne. Tutaj głównym problemem była dezinformacja. Nikt nie wiedział, kiedy zostaną otworzone obiekty, kiedy zostaną otwarte granice etc. W tym czasie przedsiębiorcy anulowali rezerwacje, których przynajmniej w części nie musieli anulować. Przedsiębiorcy z turystyki zagranicznej nie mogli się zawczasu przygotowywać na sezon, gdyż nie wiedzieli, kiedy się rozpocznie. Branża rozrywkowa wskazuje z kolei, że ludzie cały czas myślą, że sale zabaw dla dzieci są nieczynne, a przede wszystkim że nie wiedzą, czy są bezpieczne. To efekt niekonsekwentnej polityki informacyjnej rządu.
JD: To znaczy przedsiębiorcy nie wiedzieli, kiedy zostaną zniesione zakazy i ograniczenia, a państwo już tak. Uzyskujemy dokumenty z korespondencji między organami władzy, z których wynika, że o pewnych ustaleniach opinia publiczna nie była informowana, choć władza miała już pewne informacje. Wiedziano np. kiedy zostanie wznowiony ruch lotniczy, ale te informacje nie były przekazywane branży turystycznej. Bez takich danych odwoływane były np. kolejne loty czarterowe, po czym okazywało się, że nie było to konieczne.
Żeby była jasność. My wskazujemy przedsiębiorcom wszystkie ryzyka
Wracając do odszkodowań, to wyrównanie strat poniesionych na skutek wprowadzenia zakazów i ograniczeń, to absolutne minimum, które musi gwarantować państwo przedsiębiorcom. Ale to nie wyłącza możliwości innej pomocy. Proszę pamiętać, że w sytuacji, w której część firm ponosiła straty, inni z powodu tych samych ograniczeń się bogacili. Wielki rozwój usług kurierskich czy branży e-commerce spowodował wzrost podatków płaconych przez firmy z tej branży. I teraz obowiązkiem państwa jest pomóc tym, którzy zostali najbardziej pokrzywdzeni. Rozsądny, mądry i dobry gospodarz powinien część tych pieniędzy uzyskanych ze wzrostu pewnych branż przeznaczyć na ratowanie pozostałych, wychodząc z założenia, że oni też będą potrzebni i powinni przetrwać. Tymczasem ci słabsi są poza zainteresowaniem państwa.
APT: My i nasi klienci podkreślamy, że większość osób i firm poniosło finansowe konsekwencje zakazów i ograniczeń. Ale nie wszyscy takie same. Nie możemy tak samo patrzeć na tych, którzy odnotowali spadki dochodów na poziomie 20 proc., jak na tych, którzy odnotowali spadki na poziomie 90 proc. Musimy mieć też świadomość, że branża rozrywkowa była totalnie zamknięta, więc przez trzy miesiące nie miała absolutnie żadnych dochodów. Teraz po zdjęciu zakazów uzyskują takie przychody, które nie pozwalają im często nawet na pokrycie kosztów prowadzenia działalności.
W Polsce pozwy zbiorowe nie są wcale takie proste. Jak rozumiem, w takim postępowaniu będzie mogła być co najwyżej przesądzona odpowiedzialność lub jej brak – Skarbu Państwa, a nie odszkodowania dla poszczególnych firm.
APT: Kwota odszkodowań dla poszczególnych podmiotów będzie ustalana w indywidualnych postępowaniach w następnym kroku. W procesie kwoty te będą wyliczane przez biegłych. Gdyby trzeba było ją ustalić dla 200 podmiotów, proces trwałby latami. W pierwszej kolejności trzeba będzie przesądzić odpowiedzialność odszkodowawczą Skarbu Państwa, a następnie przedsiębiorca będzie indywidualnie występował o konkretną kwotę.
Co zyskuje przedsiębiorca, przystępując do pozwu zbiorowego, zamiast walczyć indywidualnie?
JD: To jest niezwykle skomplikowana materia, bo wywiedzenie podstaw odpowiedzialności na podstawie tej konstrukcji wymaga analizy konstytucji oraz wielu aktów niższego rzędu. Sztab ludzi z naszej kancelarii pracował nad tym kilkaset godzin, opracowując know-how, którego przygotowanie osobno dla każdego przedsiębiorcy łączyłoby się z wysokimi kosztami. Dzięki temu, że przedsiębiorcy się zjednoczyli, to stosunkowo niskimi nakładami finansowymi są w stanie pokryć koszty obsługi prawnej, które w przeciwnym razie każdy indywidualnie musiałby ponosić w całości. Zjednoczenie się przedsiębiorców daje im realną możliwość walki z państwem, na którą nie byłoby stać żadnego pojedynczego podmiotu. Proszę pamiętać, że my nie jesteśmy reprezentantem potentatów, czyli takich firm jak TUI czy Itaka. Te firmy są zapraszane do rozmów przez minister Jadwigę Emilewicz. My reprezentujemy firmy zatrudniające po kilka osób. Nie mają pieniędzy na samodzielny spór z państwem, rząd się ich nie boi. Ale zlekceważeni znaleźli innych zlekceważonych i zjednoczeni stanowią już realną siłę.
APT: Poza tym rozdrabnianie roszczeń na kilkaset powództw to niejako otwarcie drogi do niejednolitości orzecznictwa. Mogą być wydane różne wyroki w różnych okręgach i apelacjach. Zebranie takich roszczeń w jedną grupę pozwoli uniknąć rozbieżności, które byłyby niewskazane z punktu widzenia samych przedsiębiorców.
Zawsze jest to ryzyko, że sąd, rozpatrując pozew zbiorowy, nie stwierdzi bezprawności działania państwa i zamknie drogę do odszkodowań wszystkim za jednym zamachem.
APT: Jest to ryzyko, ale będziemy walczyć do końca.
Czy w tym przypadku sąd może samodzielnie stwierdzić bezprawność działania państwa bez odwoływania się do Trybunału Konstytucyjnego?
APT: Uważamy, że nie ma przeszkód, aby w tym przypadku sąd zastosował rozproszoną kontrolę konstytucyjną. Jak wynika z konstytucji, sąd jest związany jej postanowieniami oraz ustawami, a nie aktami podustawowymi, czyli rozporządzeniami, które te zakazy i ograniczenia ustanawiały. W orzecznictwie nie budzi wątpliwości, że sąd sam może dokonywać oceny konstytucyjności takich aktów.
Chyba że Prokuratoria Generalna RP, która zapewne będzie reprezentować interesy Skarbu Państwa, wystąpi o skierowanie pytania prawnego do TK. Trybunał już nieraz został odpowiednio „użyty” zgodnie z interesem władzy i, orzekając o niekonstytucyjności, kierował się przede wszystkim interesem Skarbu Państwa.
JD: Żeby była jasność. My wskazujemy przedsiębiorcom wszystkie ryzyka. Jednym z nich jest to, czy w chwili orzekania sądy nadal będą wolne, czy trybunał będzie instytucją niezależną, czy też wykonującą działania w celu ochrony państwa itp. W związku z tym zdajemy sobie sprawę, że pewne z pozoru konstytucyjnie niezawiłe instytucje mogą zostać użyte do ochrony interesów państwa. Nasi klienci mają tego świadomość, ale jeśli nie podejmą działań, staną się tego państwa bezbronnymi ofiarami. Uważamy, że zawsze tam, gdzie państwo narusza pewne normy, to trzeba interweniować. A tutaj fakt naruszenia prawa jest bezsporny. Pytanie tylko, czy znajdzie się organ, który odważy się to stwierdzić.