Rozpoznawana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawa dotyczy pozwu skierowanego do polskiego sądu przez właścicielkę salonu kosmetycznego w naszym kraju. Uczestniczyła ona w prezentacjach dystrybutora amerykańskich kosmetyków, po których zdecydowała się zakupić różne produkty (m.in. kremy, maseczki i pudry). Potem wytoczyła jednak powództwo o rozwiązanie umowy sprzedaży z powodu wad rzeczy sprzedanej. Powód? Na opakowaniach nie znalazła informacji w języku polskim o funkcji produktów, a nie przekazano ich również podczas prezentacji. Pozwana firma odpierała zarzuty, dowodząc, że na opakowaniach znajdował się znak graficzny ręki z książką, który odsyłał do dołączonych katalogów, a w nich znajdowała się pełna prezentacja każdego z kosmetyków w języku polskim, sposób zastosowania i składniki. Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy oddalił pozew, ale Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego wpłynęła apelacja, nabrał wątpliwości i postanowił zasięgnąć opinii TSUE. We wniosku prejudycjalnym poprosił o interpretację art. 19 nr 1223/2009 dotyczącego produktów kosmetycznych.

Podstawowe cechy

Rzecznik generalny TSUE w przedstawionej opinii uznał, że sprzedawca musi znaleźć sposób na umieszczenie na pojemnikach i opakowaniach kosmetyków informacji, które wskażą ich podstawowe funkcje, czyli pozwolą zorientować się, do czego służy dany produkt.

„Zamieszczenie na pojemniku lub opakowaniu funkcji produktu w rozumieniu art. 19 ust. 1 lit. f) rozporządzenia służy wskazaniu kluczowej cechy lub cech, które umożliwiają konsumentowi ustalenie podstawowego zastosowania produktu. Pozwoli mu to na dokonanie świadomego wyboru spośród szerokiej gamy kosmetyków tego produktu, który najlepiej odpowiada jego potrzebom, a przy tym uniknie on wprowadzenia w błąd, a dokonany wybór nie okaże się szkodliwy dla jego zdrowia” – napisał w swej opinii Manuel Campos Sánchez-Bordona.

Koszty i trudności związane z tłumaczeniem lub ponownym oznakowaniem importowanych kosmetyków nie mogą tu odgrywać żadnego znaczenia

Unijne rozporządzenie nie definiuje funkcji produktu. Zdaniem rzecznika należy ją rozumieć jednak szerzej niż cele kosmetyków, o których mowa w art. 2 lit. a (utrzymanie w czystości, perfumowanie, zmiana wyglądu, ochrona, utrzymanie w dobrej kondycji lub korygowanie zapachu ciała).

– Może to powodować problemy praktyczne. Producenci mogą stanąć przed koniecznością przeładowywania pojemników i opakowań produktów szczegółowymi informacjami. To z kolei może wypaczyć ideę regulacji z rozporządzenia przez to, że informacje z pojemników i opakowań produktów będą w istocie nieczytelne. Co prawda rzecznik twierdzi, że informacja o funkcji produktu może być ograniczona do jego kluczowej cechy lub cech, a przy tym musi być łatwa do odczytania, ale, moim zdaniem, jego rozumowanie nie ułatwia wypracowania takiego sposobu informowania. Stwarza przy tym ryzyko różnego oznaczania funkcji przez poszczególnych producentów, co nie ułatwi konsumentom wyborów – zauważa Krzysztof Witek, adwokat z kancelarii Affre i Wspólnicy. Dodając, że skoro pojęcie funkcji wzbudza takie problemy interpretacyjne, to powinno być wprost zdefiniowane w rozporządzeniu.

Informacje na opakowaniu muszą być przedstawione w języku kraju, w którym towar jest sprzedawany. Rolą sprzedawcy jest znalezienie sposobu, który w krótkiej formie pozwoli przedstawić główne cechy produktu. Rzecznik generalny przyznał, że czasem może to być niełatwe i można nawet mówić o przeszkodach w handlu wewnątrzwspólnotowym, ale przeszkody te należy uznać za uzasadnione. Służą one bowiem ochronie zdrowia publicznego. Dlatego też koszty i trudności związane z tłumaczeniem lub ponownym oznakowaniem importowanych kosmetyków nie mogą tu odgrywać żadnego znaczenia.

Techniczne trudności

Rzecznik podkreślił, że informacja o podstawowych funkcjach produktu musi znaleźć się na opakowaniu (jedynym wyjątkiem jest przekazanie jej podczas prezentacji). To samo dotyczy środków ostrożności i składników, choć tu – jeśli zamieszczenie tych informacji nie jest możliwe ze względów praktycznych – to rzeczywiście wolno odesłać do załączonej lub doczepionej ulotki, etykiety, taśmy, metki lub karty. Czy w przedstawionej sytuacji było to dopuszczalne? Ocenę tego rzecznik generalny pozostawił polskiemu sądowi, ale jednocześnie zasugerował, że w tej sprawie katalog nie spełniał wymogów rozporządzenia (to samo sugerowały rządy sześciu państw, które dołączyły do postępowania oraz Komisja Europejska). Przede wszystkim sprzedawcy nie mogą powoływać się na problemy organizacyjne czy finansowe, a jedynie na względy techniczne związane np. z rozmiarem pojemnika. Skoro więc skład i środki ostrożności umieszczono na opakowaniu w języku angielskim, to równie dobrze mogły się tam znaleźć informacje w języku polskim. Po drugie, jeśli katalog z produktami był dostarczany oddzielnie, to trudno go uznać za załączony lub doczepiony do produktu. Po trzecie wreszcie, jeśli przedstawia on szereg różnych kosmetyków z gamy producenta, to nie jest związany wyłącznie z jednym z nich, co może powodować pomyłki.

– Trudno nie zgodzić się z rzecznikiem, że katalog nie mieści się w wyjątku z art. 19 ust. 2 rozporządzenia. Podstawowy problem polega na tym, że może on nie być dołączony do produktu. Jeżeli konsument nie ma informacji udostępnionych już w momencie nabycia produktu, w sposób łatwo dla niego dostępny, umożliwiający zapoznanie się przy podejmowaniu decyzji, to jest on pozbawiany podstawowych danych – zwraca uwagę Krzysztof Witek.

– Zamieszczenie tych informacji w katalogu, który zawiera też informacje dotyczące innych produktów, nie stwarza, moim zdaniem, wysokiego ryzyka błędu, ale zmusza konsumenta do poświęcania dodatkowego czasu na wyszukiwanie właściwych, odpowiednich dla niego informacji – dodaje. 

orzecznictwo

Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 9 lipca 2020 r. w sprawie C-667/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia