Sprzedawanie fałszywych testów na obecność wirusa przez internet, produkcja i handel niespełniającymi jakichkolwiek standardów medycznych maseczkami, a nawet sprzedaż chlorochiny (czasem prawdziwej, czasem fałszowanej), mającej pomagać w walce z COVID-19, za pośrednictwem internetowych komunikatorów.



To tylko niektóre sposoby zarabiania przez zorganizowane grupy przestępcze na epidemii. Ujawnił to właśnie Europol w swoim najnowszym raporcie.
Reklama
„Wybuch choroby dał przestępcom szansę na szybki zarobek gotówki, którzy wykorzystują niedobory oryginalnych produktów oraz obawy obywateli” − wskazuje Europol. Zdaniem europejskich śledczych tracą na tym uczciwi przedsiębiorcy. Niezadowoleni ze sfałszowanych produktów ludzie (niewiedzący, że to fałszywki) często o niską jakość obwiniają producentów oryginałów.
Unijna agencja policyjna twierdzi, że część nielegalnej działalności realizowana jest za pośrednictwem legalnie zarejestrowanych firm. Istotny ich odsetek zarejestrowany jest w Polsce, Bułgarii, Holandii i Niemczech. Z analiz wynika, że podmioty te trudno wyśledzić, gdyż prowadzą jednocześnie dopuszczalną krajowymi przepisami działalność.
W Polsce działają także fabryki pseudofarmaceutyków, które zaczęły produkować paramedykamenty poszukiwane obecnie przez ludzi obawiających się koronawirusa. O tym, jak one wyglądają, opowiadał na łamach DGP prof. Zbigniew Fijałek, kierownik Zakładu Farmacji Kryminalistycznej na WUM, w latach 2005–2015 dyrektor Narodowego Instytutu Leków („Zalew fałszywych leków”, DGP z 8 czerwca 2018 r.).
„Producentów sfałszowanych leków można podzielić na dwie grupy: garażowo-piwnicznych i fabrykantów. Ci pierwsi mają duży budynek, stawiają w nim betoniarkę i tabletkarkę za ok. 10 tys. dol. Mogą dzięki temu wyprodukować kilkanaście tysięcy tabletek na dobę, zarabiając niemałe pieniądze. W Polsce jest najwięcej właśnie takich producentów. Ale są i ci drudzy” − wskazywał Fijałek. Przykładowo fabryka w Koronowie pod Bydgoszczą, zamknięta przez policję w 2017 r., była prawdopodobnie największą w Europie manufakturą sfałszowanych leków. Przez kilka lat produkowano w niej medykamenty czterech dużych koncernów farmaceutycznych. Było w niej ok. 90 bardzo zaawansowanych, profesjonalnych maszyn: do tabletek, napełniania fiolek, a nawet trudnych do wytworzenia ampułek. Jakość takich paraleków bywa podobna do oryginalnych produktów. Ale zdarzają się także przypadki, gdy dany produkt jest śmiertelnie niebezpieczny − np. ze względu na użycie tańszych surowców lub niewłaściwe wymieszanie składników w betoniarce.
Część nielegalnej działalności realizowana jest za pośrednictwem legalnie zarejestrowanych firm