Sprawa dotyczyła kampanii T-Mobile z 2014 r. Sieć chciała przejąć abonentów Plusa. W tym celu wysłała ponad pięć milionów SMS-ów. Głównie z pytaniem: „Czy zgadzasz się na kontakt doradcy w celu przedstawienia propozycji przeniesienia numeru do T-Mobile?”. Kampania okazała się umiarkowanie skuteczna: numery przeniosło niespełna siedem tysięcy osób. Jednocześnie sposób działania operatora zdenerwował wielu abonentów Plusa, którzy mieli do niego pretensje o wysyłanie spamu. Ten więc i naraził się na gniew klientów, i stracił niektórych z nich. Postanowił w związku z tym pozwać T-Mobile.

Rynkowy standard

Rozpoznający sprawę sąd okręgowy stwierdził, że doszło do wielu niedozwolonych działań stanowiących czyny nieuczciwej konkurencji. Polegały one m.in. na używaniu przez pozwanego automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego bez zgody klientów powodowej spółki, przesyłaniu niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej czy wreszcie nakłanianiu klientów powoda do rozwiązania z nim umowy.

Rozdzwoniona Polska

Rozdzwoniona Polska

źródło: DGP

Wyrok został jednak zaskarżony (przez obie strony, gdyż powód oczekiwał także przeprosin, których sąd pierwszej instancji nie zasądził). Zdaniem pozwanej spółki nie zrobiła ona nic niewłaściwego, a w szczególności nie sposób jej zarzucać, że w nieetyczny sposób chciała przejąć klientów rynkowego konkurenta. Praktyki porównywania ofert różnych operatorów są bowiem – zdaniem T-Mobile – rynkowym standardem.

Sąd apelacyjny uznał jednak, że sposób działania pozwanej spółki był niedopuszczalny. Wskazał, że co prawda filarami gospodarki rynkowej są wolność działalności gospodarczej i związana z nią swoboda umów, zatem nieodłącznym elementem biznesu jest walka przedsiębiorców o klienta. Ale jednocześnie trzeba mieć na względzie to, że ta walka musi toczyć się według określonych reguł. Jedna z nich określona została w art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1010 ze zm.). Przepis ten stanowi, że czynem nieuczciwej konkurencji jest nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.

Granice zachęty

„Uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, natomiast niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Działania marketingowe i reklamowe, w tym zachęty do nawiązania współpracy z danym podmiotem, nie wyczerpują znamion czynu nieuczciwej konkurencji, jeśli są zgodne z dobrym obyczajem i z prawem, a także z zasadami uczciwej konkurencji i swobody działalności gospodarczej” – czytamy w uzasadnieniu wyroku, które opublikowano w marcu 2020 r.

Pozostało więc ocenić, czy kampania T-Mobile mieściła się w wyznaczonych przez ustawodawcę granicach. I zdaniem sądu – nie. Przede wszystkim dlatego, że nie była to kampania informacyjna pozwanej spółki, lecz zachęcanie konkretnych osób (abonentów konkurenta) do zrezygnowania z usług powoda. Świadczyło o tym m.in. oferowanie specjalnych bonusów za zmianę usługodawcy i deklaracja pokrycia kosztów związanych z przedwczesnym rozwiązaniem umowy z dotychczasowych operatorem. A to już narusza uczciwą konkurencję.

Sąd zabronił T-Mobile wykorzystywania systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego wobec klientów Plusa bez ich zgody oraz nakłaniania abonentów tej sieci do rozwiązania umowy.

Reklama porównawcza

Eksperci uważają wyrok za właściwy.

– Zgadzam się zarówno z wyrokiem, jak i tezą, że uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, natomiast niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Nie tylko dlatego, że tako rzecze prawo w art. 12 ust. 2 ustawy, lecz także dlatego, że takie działanie jest to po prostu niezgodne z zasadami uczciwości kupieckiej – twierdzi Olgierd Rudak, redaktor naczelny Czasopisma „Lege Artis”.

Krzysztof Witek, adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy, podkreśla, że diabeł tkwi w szczegółach. I kluczowe jest, że sąd rozróżnił przejmowanie klientów w wyniku porównania przez nich oferty jednego przedsiębiorcy z ofertą drugiego od przejmowania klientów w następstwie nakłaniania ich do zmiany kontrahenta.

– I moim zdaniem sąd ma rację, gdy twierdzi, że uczciwe przejmowanie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty, a niedopuszczalne jest zniechęcenie klientów do poprzedniego kontrahenta. Sytuacja, kiedy klient wybierze ofertę innego przedsiębiorcy zamiast oferty dotychczasowego dlatego, że jest po prostu atrakcyjniejsza, jest akceptowalna. Jeśli jednak zrobi to dlatego, że był do tego nakłaniany, może wejść w grę kwestia nieuczciwej konkurencji – przekonuje mec. Witek.

Rodzi się natomiast pytanie o możliwość porównywania swojej oferty do konkurentów. Przykładowo czy operator telekomunikacyjny może np. w reklamie telewizyjnej przedstawić swoją ofertę na tle propozycji nazwanej po imieniu konkurencji, czy lepiej żeby użył sformułowania „inny operator”?

– Nie widzę ryzyka dla uczciwej reklamy porównawczej, która co do zasady jest dozwolona, co wynika z art. 16 ust. 3 ustawy. Jeśli przedsiębiorca będzie uwypuklał własne zalety, uczciwie zestawiając parametry produktu czy usługi z cechami produktów czy usług konkurenta, nie będzie grał na negatywnych uczuciach, rozpowszechniał nieprawdziwych informacji, to taka reklama, nawet odnosząca się wprost do marki konkurenta, nie będzie stanowiła czynu nieuczciwej konkurencji – wyjaśnia Olgierd Rudak.

Podobnie uważa Krzysztof Witek. Wskazuje, że nikt nie zabrania rzetelnego przedstawiania własnej oferty, a w tym zestawiania własnej oferty z ofertą konkurentów. Nie można tylko i aż postępować tak jak w przedmiotowej sprawie, czyli podejmować działań wprost nakłaniających klientów do zmiany operatora.

orzecznictwo

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 12 grudnia 2019 r., sygn. akt VII AGa 1567/18 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia