Wygląda na to, że w dobie koronawirusa i borykania się z epidemią polskim firmom przyjdzie jeszcze dodatkowo zmagać się z niewydarzonymi pomysłami. Będą musiały sobie radzić nie tylko z pracownikami w kwarantannie, lecz także z zatrudnionymi, którym trzeba będzie udzielić urlopu na założenie konkurencyjnej firmy!
Według jakiejś trudno zrozumiałej obsesji powstawanie start-upów to magiczna i kluczowa sprawa dla gospodarki. I choć żaden z tych start-upów – mimo wydanych na to przez rząd już dziesiątek milionów złotych – nie odniósł wielkiego sukcesu, tzw. odpowiednich czynników to nie zniechęca.
Stąd pewnie inicjatywa, żeby pracownikom, którzy chcą założyć konkurencyjną działalność wobec swojego dotychczasowego pracodawcy, tenże musiał udzielić półrocznego urlopu. A potem przyjąć na poprzednie stanowisko, jeśli pracownikowi nie uda się go zniszczyć.
Reklama
Ta idea wydaje się ze wszech miar godna poparcia. Niech rozkręcone, płacące podatki firmy poczują ogień pod stopami. W końcu, jak mówił klasyk, „nie Polacy są dla gospodarki, a gospodarka dla Polaków”. Za tą światłą myślą podąża Ministerstwo Rozwoju, ku nieopisanemu entuzjazmowi setek tysięcy przedsiębiorców, zachwyconych tym, że będą musieli finansować powstawanie potencjalnych rywali.
Sam urlop na budowanie start-upu może jednak nie wystarczyć. Wszak istniejące firmy mają wiele przewag i będzie sprawiedliwie, jak się tymi przewagami podzielą! Jako niezbędne wsparcie dla tej cennej inicjatywy proponuje dodatkowo „piątkę koronawirusa”:

Reklama
1. Wprowadzenie prawa do jednorazowej kradzieży bazy danych pracodawcy dla pracownika zamierzającego założyć start-up.
2. Wprowadzenie prawa do kradzieży (z update’em po trzech miesiącach) wszystkich kodów źródłowych posiadanych przez pracodawcę dla pracownika zamierzającego założyć start-up.
3. Dobrowolne wydanie wszystkich badań, analiz, strategii, oszacowań ekonometrycznych, opinii prawnych i wzorów umów itp. będących w posiadaniu pracodawcy dla pracownika zamierzającego założyć start-up, bo są to rzeczy bardzo drogie i po co ma wydawać na to swoje oszczędności, jak to już jest?
4. Prawo do nakazu nieodpłatnej pracy w ramach bezpłatnego urlopu dla trzech, wskazanych przez osobę zamierzającą założyć start-up, pracowników dotychczasowego pracodawcy.
5. Zwolnienie z podatków na 10 lat, żeby pracownik zamierzający założyć start-up mógł obecnym klientom swojego pracodawcy zaoferować znacznie niższe ceny i ich przejąć.
Nie mam wątpliwości, że te środki pozwolą na założenie dziesiątek tysięcy start-upów i zdrowe danie po „czterech literach” dziesiątkom tysięcy firm realnej gospodarki, za co ich właściciele tych firm szczodrze podziękują rządowi przy najbliższych wyborach, jak to już ostatnio zrobili, głosując częściowo na PSL.
Oczywiście nie może się to odbywać w warunkach bezhołowia. Talon na kradzież powinien osobiście podpisywać minister, dodatkowo jeszcze oglądając sobie takiego ancymona – bohatera narodowego, który będzie zakładał start-up. Razem z pozwoleniem na kradzież ów bohater powinien otrzymywać Złoty Krzyż Zasługi i zwolnienie z opłat za przejazd koleją i komunikacją miejską. Żeby też nie doszło do pomyłek, należy założyć rejestr pozwoleń na kradzież – najlepiej w Komendzie Głównej Policji, żeby jakiś gorliwy sierżant albo prokurator nie sypał piachu w szprychy wielkich idei. A dla tych, którzy upadną i przestaną płacić podatki – ministerstwo odgrzeje swój stary, niepotrzebnie zarzucony pomysł, że to urzędnicy z centrum w Radomiu będą uczyć przedsiębiorców jak prowadzić firmy.
Mówiąc szczerze, nie wiem, czemu to ma służyć. Premier Morawiecki oraz ministrowie Szumowski i Dworczyk bardzo dobrze prowadzą działania w obszarze komunikacji i zarządzania kryzysowego związane z epidemią. Dzięki temu nie ma paniki ani wśród ludności, ani wśród przedsiębiorców, którzy mają przekonanie, że jednak „leci z nimi pilot”. Wrzucanie tego typu dziwnych pomysłów, akurat w tym momencie, wiarę w to podważa.