Starus: Dla polskich przedsiębiorstw najbardziej niebezpieczny scenariusz to spadek zamówień od europejskich kooperantów ograniczających produkcję przez wstrzymanie dostaw z Chin.
Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, firmy ubezpieczającej należności w biznesie fot. Materiały prasowe / DGP
Czy epidemia koronawirusa zwiększa globalne ryzyko prowadzenia biznesu?
Reklama
Tak, ale następuje to w dwóch etapach. Pierwszy to obecna sytuacja w Chinach. Kwarantanną jest objęta cała prowincja Hubei, która odpowiada za około 9 proc. całej chińskiej produkcji. Tracą lokalne usługi i handel. I tam ryzyko jest w tej chwili największe. Drugi etap to uderzenie w globalne łańcuchy dostaw. Od tego, jak mocno będzie ono przebiegać, zależy, czy np. ryzyko zaburzeń płynności w poszczególnych gospodarkach wzrośnie, czy nie. W Hubei mieszczą się zakłady globalnych przedsiębiorstw z branży elektronicznej i motoryzacyjnej oraz firmy, które mają ważne miejsce w lokalnych łańcuchach dostaw w motoryzacji i elektronice. Jest też sporo przemysłu chemicznego i tekstylnego. I teraz rodzi się pytanie, jak długo europejscy i amerykańscy odbiorcy będą w stanie wytrzymać w warunkach wstrzymania dostaw.

Reklama
Jaka jest odpowiedź?
To zależy od tego, jak duże zapasy zgromadzili w magazynach. W przypadku np. tekstyliów kolekcje produkuje się z dużym wyprzedzeniem i pewnie to, co za chwilę ma trafić na półki z kolekcji wiosennej, już jest w magazynach dostawców. Ale np. w elektronice – z tego, co zbadali nasi koledzy z grupy EH – zapasy w ciągu ostatniego roku były akurat dużo mniejsze od wieloletniej średniej. W związku z tym dużo szybciej się skończą i ta branża prędko odczuje zamknięcie części chińskich fabryk. Druga sprawa: nie wiemy, jak długo potrwają przestoje. Jeśli jeszcze tydzień, to może tragedii nie będzie. Ale jeśli miesiąc-dwa, to wpływ będzie wyraźny, a nie każdy jest w stanie szybko znaleźć nowego dostawcę.
Co z Polską gospodarką?
Polski eksport do Chin nie jest duży, na dodatek to głównie żywność, której pewnie połowa dostaw i tak została wstrzymana ze względu na występowanie w Polsce afrykańskiego pomoru świń i ptasiej grypy. Import jest dużo większy. Bezpośredni wpływ jest trudny do oszacowania, bo nie wiemy, ile polskich firm kooperuje z zakładami z Hubei. Ale trzeba pamiętać, że chińskie fabryki są ze sobą ściśle powiązane, może być tak, że gotowy produkt powstaje gdzieś w Hongkongu, ale komponenty do niego wytwarza się w Hubei. I dostawy z Hongkongu też zostaną wstrzymane.
Ale jest jeszcze drugi wpływ, pośredni. Ten zobaczymy za kwartał-dwa, gdy spadną zamówienia na komponenty produkowane w Polsce ze strony niemieckiego przemysłu. Bo ograniczy on aktywność ze względu na problemy z dostawami z Chin. To będzie klasyczny efekt zarażania. I jest dla nas znacznie groźniejszy.
Czy w związku z epidemią przygotowujecie się na zwiększone wypłaty odszkodowań?
W tej chwili pilnie pracujemy nad planem działania. Koledzy z Azji zajmują się oszacowaniem naszej ekspozycji w prowincji Hubei i całych Chinach. Co do zasady każde takie zdarzenie – nagłe, niespodziewane i powodujące zaburzenia w światowym handlu – w końcu zawsze dotyka ten sam typ firm: te, które i tak były już słabe, miały ograniczony dostęp do finansowania i na tyle mało płynności, by przetrwać problemy. Tacy giganci jak Huawei czy Lenovo się nie zawalą w wyniku czasowego przestoju produkcji. Wirus ich zaboli, ale nie zabije, natomiast może zabić ich pomniejszych dostawców, uzależnionych od kontraktów z nimi, pracujących na skraju rentowności. U nas zapewne duże sieci handlujące elektroniką pokażą gorsze wyniki, jeśli nie dotrą do nich np. zamówione telefony. Ale przecież nie zbankrutują od tego. Zresztą do końca nie wiemy, czy rzeczywiście sprzedaż im spadnie.
No ale jeśli globalnie zostanie wyprodukowanych ileś tam telefonów mniej, to chyba jest jasne, że sprzedaż też będzie mniejsza.
Ale niekoniecznie w Polsce. Wszystko zależy od tego, jak bardzo rentowny jest nasz rynek. Być może bardziej od innych. Globalne marki będą musiały sobie odpowiedzieć na pytanie, jak przekierowywać sprzedaż i właśnie rentowność będzie jednym z argumentów. Nie wiemy jeszcze, jakich dokonają wyborów. Akurat telefony w Polsce dobrze się sprzedają. Na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi. Czarny łabędź właśnie wylądował, nikt nie był na to przygotowany.