Poczta Polska w ciągu pięciu lat zamierza wydać prawie 2 mld zł, żeby wyprzedzić konkurencję na rynku przesyłek e-commerce
Reklama
Przemysław Sypniewski, prezes Poczty Polskiej, pochwalił się wczoraj zyskiem brutto i netto spółki na koniec ubiegłego roku, nie podał jednak kwot, ponieważ wyniki finansowe nie zostały jeszcze zaudytowane. Operatorowi udało się utrzymać wzrost przychodów, zapoczątkowany w 2017 r. – W ub.r. wyniosły one prawie 7 mld zł, z czego ponad 1 mld zł z segmentu paczek – mówił Sypniewski.
Z zaprezentowanej wczoraj strategii na lata 2020–2024 wynika, że w tym ostatnim roku obroty Poczty Polskiej sięgną 7,4 mld zł. – W porównaniu z przychodami, jakie mamy dziś, to nie jest rewolucja, oznacza jednak konieczność zmiany profilu biznesu z bardziej zyskownych listów na paczki trudniejsze, jeśli chodzi o osiągnięcie rentowności – stwierdził na wczorajszej konferencji wiceprezes ds. sprzedaży Grzegorz Kurdziel.
Obecnie rentowność listów jest dodatnia, natomiast w przypadku paczek dzieje się tak jedynie przy pominięciu kosztów stałych. Operator stawia jednak na paczki, ponieważ segment KEP – przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych – wykazuje tendencję wzrostową, podczas gdy wolumen listów spada. W ub.r. nadano ich o 9 proc. mniej niż w 2018 r. – Oznacza to dla nas ubytek 400 mln zł przychodów – podał prezes Poczty. W tym samym czasie liczba obsłużonych przez pocztowców paczek i przesyłek kurierskich wzrosła o 18,6 proc. Obecnie 65 proc. przychodów generują listy, a 18 proc. KEP. Do 2024 r. te proporcje mają się zmienić na 53 proc. i 24 proc. Przy czym rentowność usług paczkowo-kurierskich ma wzrosnąć.
Celem Poczty na najbliższe lata jest zdobycie pozycji lidera krajowego rynku KEP – czyli awans z obecnej trzeciej pozycji. Wymaga to jednak sporych nakładów, m.in. na dostosowanie sieci logistycznej i systemów informatycznych. Na te zmiany do 2024 r. operator chce przeznaczyć 1,9 mld zł. W planach są m.in. trzy nowe sortownie przesyłek, zakup ośmiu maszyn paczkowych oraz wdrożenie pięciu systemów informatycznych.
Elementem walki o rynek KEP jest też rozbudowa sieci punktów odbioru, tworzonej we współpracy z PKN Orlen, sklepami Żabka, a także kioskami i salonikami prasowymi RUCH-u. W całej Polsce jest dziś 12 tys. takich punktów. Do końca br. sieć powiększy się o 3 tys. lokalizacji. – W ostatnim szczycie paczkowym była tam odbierana co trzecia przesyłka – podkreślał Przemysław Sypniewski.
Przybędzie też automatów do odbioru przesyłek. Pierwsze takie urządzenia Poczta uruchomiła w ub.r. – jest ich obecnie 200. W tym roku powstanie 500 kolejnych, a w 2024 r. ma ich być 4 tys.
Sporo obsługiwanych przez operatora przesyłek KEP pochodzi z chińskich sklepów internetowych. Epidemia koronawirusa może ten ruch ograniczyć, choć zarząd Poczty zastrzega, że jeszcze za wcześnie na ocenę wpływu choroby na wolumen obrotów z Państwem Środka. Całkowicie wstrzymano natomiast przyjmowanie przesyłek nadawanych z Polski do Chin, co – jak przyznaje prezes Poczty – już zmniejszyło przychody.
Ważnym elementem działalności spółki będą w najbliższych latach e-doręczenia. We wtorek Rada Ministrów potwierdziła projekt ustawy o doręczeniach elektronicznych, który przyjął rząd w końcu poprzedniej kadencji. Według założeń ustawa zacznie obowiązywać od 1 października br., z pewnymi wyjątkami, w tym dotyczącymi korespondencji sądowej, które wejdą w życie nieco później. Wszyscy chętni od 2021 r. będą mogli odbierać i wysyłać korespondencję poleconą z urzędów bez konieczności chodzenia na pocztę. Potwierdzono też, że obieg elektronicznej korespondencji będzie się odbywał za pośrednictwem operatora wyznaczonego, jakim do 2025 r. jest właśnie Poczta Polska. Najpierw musi się ona jednak do tego przygotować, tzn. dostosować do potrzeb e-doręczeń swoją obecną platformę elektroniczną Envelo. Jej wdrożenie kosztowało spółkę ok. 200 mln zł. Ile zapłaci za modyfikację? – Koszty dostosowania Envelo nie są jeszcze znane, bo nie otrzymaliśmy wymagań technicznych dla doręczeń elektronicznych – stwierdził Przemysław Sypniewski.
Jak pisaliśmy w DGP, operator chce w tym roku zmniejszyć zatrudnienie w grupie pracowników administracji o ok. 700 etatów. Jego załoga, licząca 80 tys. osób, nadal będzie jednak najliczniejsza w kraju. Czy pocztowcy mogą liczyć na podwyżki wynagrodzeń w tym roku? – Chcemy podnosić pensje pracowników – zapewnił prezes spółki. Nie składał jednak żadnych konkretnych deklaracji. – Jest zapowiedź rządu o płacy minimalnej 3 tys. zł w 2021 r. i dążymy do tego, żeby Poczta te warunki spełniała – stwierdził.